Lech Makowiecki: dziś potrzeba nam dumy i wzruszenia. WYWIAD

Lech Makowiecki / fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

„Duma i wzruszenie to zapomniane już w świecie rozrywki uczucia. Zwykle muzyka służy nam do celów użytkowych: tańca, relaksu, pobudzenia czy przeciwnie. - do zasypiania. A przecież piosenka może też uczyć i wychowywać…” - mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Lech Makowiecki.

"Kurier Wileński": W twórczości założonego przez Pana zespołu Zayazd dominuje tematyka polskiej historii i patriotyzmu, z kolei muzycznie najbliżej Wam do country, czyli Ameryki. Nie bał się Pan takiego połączenia? Dlaczego akurat historia Polski tak często pojawia się w Państwa utworach?

Lech Makowiecki: Odpowiem przewrotnie: muzyka country jest bardziej europejska, niż nam się to wydaje. Wszak tworzyli ją europejscy osadnicy (w tym również Polacy), a nie rdzenni mieszkańcy Ameryki, czyli Indianie. Typową polkę nazwano za Wielką Wodą bluegrass’em; ot i cała tajemnica! (śmiech) A tak na poważnie: w muzyce country urzekła mnie nie tylko piękna harmonia głosów i melodyjne, akustyczne aranżacje, ale głównie to, że śpiewa się w niej o Bogu, Ojczyźnie i Rodzinie. Dlatego wziąłem z niej to, co muzycznie najlepsze, wkładając w nasze piosenki polskie przesłanie.

Po polsku brzmi również nazwa zespołu, choć pozornie może wydawać się inaczej… Skąd się wziął „Zayazd”?

Specjalnie nie nazwaliśmy się „Saloon”, „Inn” czy „Motel” - tylko ze staropolska, po mickiewiczowsku: „Zayazd”.

Ale wiem, że nie tylko wieszcz Mickiewicz Pana fascynuje.

Możemy poszczycić się tyloma bohaterami, że Hollywood musiałoby pracować 48 godzin na dobę, żeby sfilmować te gotowe, pisane przez życie polskie scenariusze. Gdy Amerykanie z dwustu lat tępienia Indian zrobili światowy hit (zwany westernem) – my nie nakręciliśmy do tej pory choćby biografii rotmistrza Pileckiego, zasługującej na superprodukcję światową… Wiem, że popkultura (piosenka, teledysk, komiks, serial, film fabularny itp.) kształtuje gust, bawi i edukuje całe społeczeństwa. Młodzież nie chce dziś słuchać nudnych wykładów, nie czyta opasłych książek. Dlatego staram się uczyć ich naszej historii, przez obudzenie w ich sercach dumy i wzruszenia. To zapomniane już w świecie rozrywki uczucia; zwykle muzyka służy nam do celów użytkowych: tańca, relaksu, pobudzenia, zasypiania itp. A przecież piosenka może też uczyć i wychowywać. W świecie prostackiej, powierzchownej, wulgarnej i demoralizującej rozrywki to wartość bezcenna. Zwłaszcza, że w historii zawarta jest też nauka o przyszłości…

Co Pan przez to rozumie?

Ludzie nie zmieniają się; modyfikacji ulegają tylko „środki rażenia siły żywej przeciwnika”… Znając przeszłość możemy więc uchronić się przed zagrożeniami czyhającymi na nas w nieodległej przyszłości...

Jaka więc nauka czy też przesłanie płynie z repertuaru Zayazdu? Co chciałby Pan przekazać słuchaczom?

Przede wszystkim naszą przebogatą tradycję, unikatowe wartości, szeroko rozumianą polskość, w tym również (a może zwłaszcza) kresową. Jestem fanem Mickiewicza, Słowackiego, Moniuszki, Sienkiewicza, Piłsudskiego… Wschodnia Polska działa jak magnes, jest dla mnie busolą polskości, to dzięki niej ładuję swe patriotyczne „akumulatory”. „Ostatni, który tak poloneza wodzi...”, „Ostatni który tak gra na rogu… Na cymbałach...” Jestem admiratorem poezji Wieszcza właśnie za te genialne próby ocalenia od zapomnienia odpływającego w przeszłość świata Kresów…

Widzę, że od Mickiewicza nie uciekniemy.

(śmiech) To prawda. Swego czasu nagraliśmy album „Zayazd u Mistrza Adama” z kilkunastoma wierszami największego polskiego Poety we współczesnych melodiach i rytmach. Ponadczasowość poezji Mickiewicza objawia się w tym, że nawet dziś może ona trafić pod strzechy. Polecam wysłuchać na You Tube choćby naszej wersji „Inwokacji” (sacro-song), „Polały się łzy...” (blues), „Pani Twardowskiej” (biesiada staropolska) czy „Nad wodą wielką i czystą” (ballada rockowa). Jako autor i kompozytor staram się też – na miarę swego talentu i możliwości producenckich – „ocalić od zapomnienia” najnowszą naszą historię; stąd nie tylko liczne ballady i pieśni o rycerzach, ale i na przykład również o żołnierzach wyklętych.

Pański syn, Tomek, jest cenionym wokalistą. Oprócz tego od lat występuje Pan na estradzie u boku żony Bożeny. Jak się funkcjonuje w takiej rozmuzykowanej rodzine?

Dobrze. Z żoną razem w domu, w pracy, na wczasach… I jakoś się sobie nie możemy znudzić (śmiech). A właśnie świętowaliśmy (telewizyjnym benefisem) 40-lecie pracy twórczej! Sądziłem, że nasza młodsza o 9 lat od Tomka córka Kasia uchroni się przed tą cudowną, ale zwariowaną profesją. Nic z tego – nagrywa właśnie swą drugą płytę z autorskimi piosenkami, gra koncerty, festiwale, udziela wywiadów, zbiera doskonałe recenzje i wiernych fanów. Co ciekawe – mało kto wie, z jakiej rodziny pochodzi, bo ukrywa się dość skutecznie pod pseudonimem Seeme...

Sama chce zapracować na swoją pozycję w branży?

Zdecydowanie tak. Każde z nas ma swoją muzykę i swoje upodobania. Ale wspieramy się wzajemnie radą. I cieszy nas to, że nasze dzieci znalazły swoją muzyczną i życiową drogę. I że robią bardzo dobre, wartościowe piosenki. Mam nadzieję, że zaakceptujecie ich muzykę również tu, na Litwie. Bo młodzi prędzej dotrą do Waszej młodzieży ze swym artystycznym przekazem, niż my, „dinozaury” popkultury (śmiech)...

Wiem, że bywał pan już w Wilnie. Jak Pan wspomina stolicę Litwy?

W Wilnie bywałem tylko przejazdem: pospieszne zwiedzanie Ostrej Bramy i miasta nie zastąpi rzetelnego i spokojnego nawiedzenia tych wszystkich świętych dla Polaków miejsc. Kilka lat temu graliśmy koncert w Ejszyszkach. I takiego wspólnego wykonania „Inwokacji” wraz z publicznością nie było już nigdy potem; ani w Polsce, USA, Kanadzie, czy w Australii…Trwała wtedy na Litwie batalia o polskojęzyczne (podwójne) nazwy ulic. Wspierałem Was w Polsce, starając się poruszyć serca rodaków i rządzących choćby taki wierszem:

INWOKACJA II

Litwo! Ojczyzno moja! – wołał kiedyś Adam

Mickiewicz... Emigracja słuchała go rada

Łzę czasem ocierając, lubo klaszcząc w dłonie,

Kiedy geniusz poety przywracał ich do Niej...

 

A wiatr toczył te słowa po paryskim bruku

Nadzieję niosąc wszystkim – i starcom, i wnukom...

 

Tak to strofy Poety zbłądziły pod strzechy,

Od pokoleń czytane – od dechy, do dechy...

 

Lecz dzisiaj w jego Patrii nowy słychać dyskurs:

Mickiewicz? Pardonnez-moi? Chyba ... Mickiewiczus!!!

***

...A u nas cisza wielka... Jak makiem – dokoła,

Że słyszałbyś głos z Litwy...

Jedźmy, nikt nie woła...

 

(z tomiku „Pro publico bono”)

Mam nadzieję, że wreszcie uda mi się zaplanować tak nasz kalendarz, żeby przyjechać tu na dłużej. To samo tyczy się zresztą Lwowa; udzielałem jakiś czas temu wywiadu dla tamtejszego radia (kontynuatorów „Lwowskiej Fali”) i otrzymałem przemiłą propozycję odwiedzenia tego pięknego miasta.

Jaką refleksją chciałby się Pan podzielić z Polakami żyjącymi na Wileńszczyźnie? Czego im życzyć?

Przed wojną istniały w granicach Rzeczypospolitej cztery główne ośrodki kultury: Warszawa, Kraków, Lwów i Wilno. Dziś granice te uległy przesunięciu i coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo nam Was brakuje. Wiem, że Wam też jest ciężko. Tym bardziej szanuję Wasze przywiązanie do tradycji i Macierzy. Ale paradoksalnie - pewnie właśnie dlatego, że macie „pod górkę” - pielęgnujecie w sobie pamięć i wciąż walczycie o polskość Kresów. Ostatnie trzy dekady uczyniły ogromne spustoszenie w mentalności młodych Polaków w kraju. Dekalog w wielu przypadkach zastępuje jedno anty-dekalogowe przykazanie: „Róbta co chceta”. Tym wszystkim co robię: jako bard, poeta, felietonista, bloger, redaktor radiowy – staram się powstrzymać ten proces. Zwłaszcza, że czasy idą wilcze; czarne chmury gromadzą się znów nad Europą. I właśnie przed tymi kosmopolitycznymi trendami wychowawczymi chciałbym Was dziś przestrzec…

Rozmawiała Magdalena Fijołek.

Lech Makowiecki (ur. 1954 r.) - z wykształcenia inżynier budowy okrętów; z wyboru  bard, autor, kompozytor, scenarzysta, felietonista ("Sieci", „Gazeta Polska Codziennie"). Lider zespołu "Zazyazd", admirator Mickiewicza (płyta „Zayazd u Mistrza Adama"), piewca tradycyjnego modelu rodziny (album „Ja jestem Twój dom”), fan Józefa Piłsudskiego i JP II. Sformatowany na polską tradycję, kulturę i edukację historyczną młodego pokolenia przez szlachetnie pojmowaną rozrywkę (patrz - autorskie płyty: „Katyń 1940", "Patriotyzm", „Obudź się, Polsko”, „Niepodległa" oraz tomiki wierszy: „Pro Publico Bono”, „Ja tu zostaję”, „Niepodległa"). Prowadzi cykliczne autorskie audycje słowno-muzyczne w radiowej Jedynce pt. "Twarzą w twarz - wieczór z Historią".

Wywiad z Lechem Makowieckim ukazał się w "Kurierze Wileńskim" z 29 czerwca 2019 r. Publikujemy go dzięki uprzejmości magazynu.

UWAGA! Cyfrowe wydanie bieżącego numeru "Kuriera Wileńskiego" możesz kupić na portalach nexto.pl, e-kiosk oraz egazety.pl.  Cena 44-stronicowego e-wydania to tylko 4 zł!


 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Kurier Wileński
Tagi

Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Uzasadnienie nakazu aresztowania S. Michnika liczy niemal 130 stron!

na zdjęciu Stefan Michnik / Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Stefan Michnik obecnie mieszka w Szwecji, gdzie wyjechał w latach 60. ubiegłego stulecia. Obecny ENA jest kolejnym, który polskie władze skierowały do Szwecji – zawiera dokładny opis wszystkich czynów, których dopuścił się Stefan Michnik. Dlatego uzasadnienie ENA liczy blisko 130 stron. W programie „Koniec Systemu” Dorota Kania w rozmowie z historykiem prof. Tomaszem Panfilem szukała odpowiedzi na pytanie, czy ściganie Michnika po tylu latach ma jeszcze sens. „Ściganie Michnika ma głęboki sens! Przynajmniej symbolicznie pokażmy, że sprawiedliwość istnieje w stosunku do oprawców” - podkreśla prof. Panfil.

Ofiara sędziego Michnika

Andrzej Czaykowski, przedwojenny dowódca plutonu łączności w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich, kurier, po napaści sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku walczył przeciwko Armii Czerwonej pod Grodnem i przebił się na Litwę. Internowany w obozie w Rakiszkach, skąd 27.11.1939 roku udało mu się zbiec i przedostać do Wilna, gdzie nawiązał kontakty konspiracyjne z ZWZ. W lutym 1940 roku wysłany jako łącznik do Warszawy. Został pochwycony przez Sowietów i wywieziony do gułagu. Po ataku Niemiec na ZSRR i amnestii dla więźniów polskich, od listopada 1941 roku był oficerem w szwadronie przybocznym gen. Władysława Andersa. Po dotarciu z gen. Andersem przez Bagdad, Suez, Durban, Rio de Janeiro i Nowy Jork do Wielkiej Brytanii został przeszkolony w zakresie dywersji i odbioru zrzutów. W nocy z 16 na 17 kwietnia 1944 roku przerzucony na spadochronie do kraju. Brał udział w Powstaniu Warszawskim – po jego upadku opuścił Warszawę. Aresztowany przez Niemców w Częstochowie w grudniu 1944 roku, został wywieziony do obozu koncentracyjnego KL Gross-Rosen, a następnie do Dory. Od wiosny 1945 roku oficer Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Za namową ministra spraw wewnętrznych Rządu RP na Uchodźstwie gen. Romana Odzieżyńskiego powrócił z jego rozkazami w dniu 29.07.1949 roku do kraju. Używał wówczas nazwiska Tomasz Sulikowski. 13.08.1951 roku w Krakowie został aresztowany przez UB i przewieziony do Warszawy. Skazany 30.04.1953 roku przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem ppłk. Mieczysława Widaja pod zarzutem szpiegostwa na karę śmierci, utratę praw publicznych i utratę mienia. Przy jego egzekucji był obecny Stefan Michnik – członek składu sędziowskiego, który wydał wyrok śmierci.

Pytany wprost, czy nakaz aresztowania Stefana Michnika ma sens, historyk nie ma najmniejszych wątpliwości.
 
Oczywiście, że ma sens! Ma sens i to głęboki. Andrzeja Czajkowskiego nie odnaleźliśmy do dzisiaj. Nadal nie wiemy, gdzie on jest, a wie to Stefan Michnik. To ma sens chociażby po to, aby powiedział nam, abyśmy mogli pochować naszego bohatera. Zajmujemy się oprawcą, a nasz szacunek i uwaga należy się bohaterom, których wciąż nie możemy odnaleźć. Jeżeli nie jest nam dane uczczenie bohaterów, to przynajmniej symbolicznie pokażmy, że sprawiedliwość istnieje w stosunku do oprawców. Andrzej Czajkowski to człowiek, który całe swoje dorosłe życie spędził służąc Polsce i tak stracił życie. Stefan Michnik przy tym był. On patrzy na scenę, kiedy kat moktowski Dreja strzelał w tył głowy rotmistrza – kawalera Virtuti Militari – skazanego na śmierć tylko za to, że przyjechał do kraju, jako emisariusz. Jego misją było nawiązanie kontaktu między komunistami w kraju, a rządem najjaśniejszej RP na emigracji. Czajkowski był człowiekiem, który miał się porozumiewać. On nie miał zwalczać, on miał szukać ludzi, z którymi da się rozmawiać o Polsce i za to go zamordowano.
- kwituje prof. Panfil.

W 2018 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie wydał Europejski Nakaz Aresztowania Stefana Michnika, który jako sędzia wojskowego sądu w okresie 1952–1953 dopuścił się 30 czynów polegających na bezprawnym pozbawieniu wolności oraz zastosowaniu kary śmierci, popełniając zbrodnię komunistyczną, która stanowi jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości. Wyrok w tej sprawie został wydany 4 lutego 2019 roku przez prezesa Sądu Rejonowego w Göteborgu – na mocy jego decyzji Stefan Michnik nie został wydany Polsce. Szwedzka prokuratura nie przeprowadziła w tej sprawie żadnych czynności, m.in. dlatego, że jej zdaniem czyny uległy przedawnieniu. Z tego też powodu nie złożyła odwołania od wyroku sądu w Göteborgu.

Zbrodniarze w togach

Instytut Pamięci Narodowej prowadzi ponad sto śledztw dotyczących zbrodni sądowych. Najwięcej popełniono ich w latach 1945–1956 oraz w okresie stanu wojennego. Jedno z najbardziej obszernych postępowań w sprawie zbrodni sądowych jest prowadzone w Warszawie i dotyczy okresu 1945–1956. Śledczy zgromadzili w nim materiał dowodowy (zeznania ofiar, akta sądowe) świadczący o czynnym udziale sędziów w aparacie represji. Zgromadzony w IPN materiał dowody potwierdza ponurą prawdę o „demokratycznej” Polsce Ludowej: podporządkowane aparatowi bezpieczeństwa sądy były narzędziem wprowadzającym w Polsce sowiecką dominację.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska":

[polecam:https://niezalezna.pl/294032-w-najnowszym-numerze-gp-wszyscy-chca-glowy-schetyny-powyborcze-rozrachunki-po]

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl