Franek Popek walczy z ciężką chorobą. Możemy mu pomóc! Trwa zbiórka funduszy

Zdjęcie ilustracyjne / pomagam.pl

  

W serwisie pomagam.pl trwa zbiórka funduszy na leczenie Franka Popka. Chłopiec ciężko zachorował, ale jest nadzieja na jego wyleczenie - szansą jest terapia w USA.

"Franek to aktywny pięciolatek, uwielbia jeździć na rowerze, hulajnodze, łyżwach, grać w piłkę nożną. Kocha klocki lego i resoraki. Marzy o psie. Razem z siostrą Tosia interesują się geografią polityczną świata. Pasjami odszukują różne kraje na globusie, uczą się stolic, hymnów i flag. Swoją wiedzą potrafią czasem przyćmić rodziców. Pierwsze kroki Franek próbuje tez stawiać w szachach"

- opisują rodzice.

Wtedy jednak chłopiec zachorował. Diagnoza - glejopochodna zmiana w pniu mózgu. Szansą jest leczenie w Stanach Zjednoczonych.

"Z wstępnych informacji o możliwych ścieżkach leczenia wynika, iż są to programy eksperymentalne, głównie w USA. Leki oferowane w ramach programów są bezpłatne, ale koszty hospitalizacji, zabiegów operacyjnych już nie. Te ostatnie są szokująco wysokie, rzędu kilkuset tysięcy dolarów, np. CED w UCSF San Franciso to koszt ok. 350.000$. Udział w trialu winien nastąpić niedługo po ukończeniu radioterapii, tym samym pilnie gromadzimy fundusze, aby dać Frankowi szansę na życie"

- czytamy w opisie zbiórki.

Fundusze zbierane są poprzez serwis pomagam.pl. Kwota - pół miliona złotych. Zdecydowaną jej większość udało się już zebrać. Czas postawić kropkę nad "i". Mamy nadzieję, że przyczynią się do tego także czytelnicy Niezalezna.pl.

Zbiórka dostępna jest TUTAJ. Zachęcamy do jej wsparcia.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dostała pokojowego Nobla, odpowiada za ludobójstwo. Przywódczyni Birmy nie taka święta

Hilary Clinton i Aung San Syu Kyi / East Asia and Pacific Media Hub U.S. Department of State [Public domain]

  

Świat "odwrócił wzrok" od Birmy po wyborach w 2015 roku, uznając, że demokracja rozwiąże problemy tego kraju - pisze w analizie na portalu CNN James Griffiths. Dodaje, że Zachód przesadnie uznał birmańską przywódczynię Aung San Suu Kyi "za świętą".

W tym tygodniu Suu Kyi, nazywana w swoim kraju "The Lady", broniła Birmy przed Trybunałem Sprawiedliwości (MTS) w Hadze w sprawie oskarżeń o ludobójstwo wobec mniejszości muzułmańskiej Rohingja. Zwróciła się do MTS o oddalenie pozwu i wskazywała, że zarzuty wobec rządu w Naypyidaw mogą "zagrozić pojednaniu".

Niewiele osób upadło tak dramatycznie w ocenie międzynarodowej społeczności po wcześniejszym postawieniu na piedestał - uważa Griffiths, wskazując na Suu Kyi. Mało kto - ocenia też - jest "tak doskonały jak wskazywałby publiczny wizerunek", a już szczególnie "jak jest się przedstawianą jako święta".

Gdy z powodu międzynarodowych sankcji wojskowy reżim w Birmie "stopniowo liberalizował się", Suu Kyi uznawano w brytyjskim parlamencie za "sumienie kraju i bohaterkę ludzkości". Tymczasem birmańskie wybory w 2015 roku, w których zwyciężyła ta laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, "nie stanowiły tak dużego zerwania z przeszłością jak się to początkowo wydawało" - uważa publicysta CNN.

Jego zdaniem istnieje różnica między byciem w opozycji a "faktyczną koniecznością rządzenia". Griffiths wskazuje, że Suu Kyi "musi utrzymywać poparcie dla swojej partii w obliczu trudnych wyzwań". Wśród nich wymienia walki na tle etnicznym, rosnące nastroje antymuzłumańskie i konieczność utrzymania poparcia Zachodu.

To, że Suu Kyi "w pewnym momencie się potknie, wydawało się nieuniknione" - uważa autor artykułu. Wielu jej zwolenników na Zachodzie uznało jednak "problem Birmy za zakończony" i nie naciskało po 2015 roku na lokalnych generałów, by ci kontynuowali przekazywanie władzy.

"Kiedy pojawiły się sprzeczne wieści - tutaj zamieszki społeczne, tam starcie między armią a powstańcami - łatwo odsuwało się je na bok od głównego wątku. Historia była zbyt dobra (...)" - Griffiths cytuje fragment książki "Nieznana historia Birmy" popularnego historyka Thant Myint U. Pozycja ta znajduje się na liście najlepszych książek roku 2019 "New York Times'a".

Zarazem publicysta CNN przyznaje, że wiele problemów Birmy odziedziczono po czasach rządów Brytyjczyków, a władcy kolonialni rozgrywali przeciwko sobie poszczególne grupy etniczne. Na problem ten już przeszło 30 lat temu wskazywała również Suu Kyi.

Griffiths zauważa, że "The Lady" cieszyła się szerokim międzynarodowym poparciem. Przyznano jej Nobla, rząd Norwegii wspierał finansowo birmański rząd na uchodźstwie, a neokonserwatyści w USA wskazywali na nią jako na przykład krzewicielki liberalnej demokracji.

Nie było próby analizy korzeni autorytaryzmu czy złożonych międzyetnicznych birmańskich relacji. Nie podjęto też wysiłku, by zrozumieć traumatyczną przeszłość kraju czy zastanowić się nad spuścizną kolonializmu

 - uważa cytowany w analizie CNN Thant Myint U.

Jeśli już odnotowywano przemoc między grupami etnicznymi - pisze Griffiths - to uznawano, że problem ten rozwiąże demokracja.

"Liczne wady (Suu Kyi), które kiedyś były ignorowane, teraz ujawniły się. Wśród nich, jak wskazują krytycy, skłonności do megalomanii i autorytaryzmu oraz antymuzułmańskie uprzedzenia (...)" - czytamy w analizie.

W jego ocenie międzynarodowa reputacja Suu Kyi "mogłaby przetrwać", gdyby ta "nawet cicho skrytykowała wojsko, które rozpoczęło kampanię czystek etnicznych w 2016 roku". Zamiast tego jednak przywódczyni wsparła armię i "koncentrowała się na utrzymywaniu wsparcia krajowego elektoratu, wśród którego kampania przeciwko Rohingjom cieszy się popularnością".

Być może się zmieniła. Lub może nigdy nie była osobą, za którą ją przedstawiano, a dużo bardziej wadliwą postacią

 - spekuluje Griffiths.

Lekcją z "upadku Suu Kyi" - kontynuuje - jest to, że laureaci Nobla "nie są perfekcyjni i że demokratyczna transformacja nie dzieje się z dnia na dzień". Tymczasem międzynarodowa społeczność "odwróciła wzrok od Birmy, uznając, że Suu Kyi poradzi sobie z licznymi problemami kraju, pozostając jednocześnie wzorem demokracji".

Brutalna kampania przeciwko Rohingjom zasługuje na całość potępiania, ale wina wykracza znacznie poza granice Birmy

 - konkluduje Griffiths.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl