Luwr usuwa nazwisko kontrowersyjnych darczyńców

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/EdiNugraha

  

Luwr usuwa ze swoich sal muzealnych i stron internetowych nazwisko Sacklerów, mecenasów muzeów, właścicieli farmaceutycznej firmy Purdue Pharma, obarczanej winą za spowodowanie tzw. opioidowego kryzysu w USA - podały w środę media.

Do usuwania nazwiska doszło po proteście z 1 lipca, zorganizowanym m.in. przez grupę PAIN, której nazwa oznaczająca w języku angielskim ból, jest akronimem organizacji Prescription Addiction Intervention Now walczącej z uzależnieniem od przepisywanych na recepty środków przeciwbólowych. Podczas protestu w Paryżu wzywano do usunięcia nazwiska Sacklerów ze skrzydła ze zbiorami orientalnymi i starożytności oraz ze strony internetowej.

We wtorkowym wywiadzie dyrektor Luwru Jean-Luc Martinez powiedział dziennikarzowi francuskiego radia RTL, że żadna z sal muzeum nie nosi już nazwiska Sacklerów. Była to pierwsza wypowiedź Martineza, w której wspomniał o protestach. Protest 1 lipca przed Luwrem nie był jedyny; podobne odbywały się też wcześniej.

Rodzina miliarderów, do których należy Purdue Pharma oskarżana o napędzanie kryzysu opioidowego, w latach 1996-97 finansowała remont kilkunastu sal Luwru ze zbiorami sztuki perskiej i sztuki Lewantu.

Według PAIN Luwr wcale nie był zobowiązany do ciągłego eksponowania nazwiska Sacklerów, którzy finansowo wspierają także inne światowe muzea. Nazwisko nieżyjącego amerykańskiego psychiatry i gwiazdy marketingu farmaceutycznego Arthura M. Sacklera nosi galeria sztuki wschodniej słynnego Smithsonian Institute w Waszyngtonie, zawierająca jedną z najważniejszych kolekcji chińskich brązów i jadeitu i największą w USA bibliotekę na temat sztuki Azji.

Według Martineza statut muzeum wyznacza 20-letni czas honorowania darczyńców. Dyrektor zauważył przy tym, że ostatni datek od Sacklerów wpłynął w 1993 roku, co sugerowałoby, że galerie nie noszą ich nazwiska już od 2013 roku.

Ale zarówno strona internetowa oraz plakietki przy wejściu do skrzydła (galerii) Sacklerów pokazywała kilka tygodni temu ich nazwisko - wynika ze zdjęć zrobionych przez PAIN.

PAIN wydał też oświadczenie, w którym informuje, że nazwisko stopniowo znikało; ostatnio pozaklejano je taśmą na tabliczkach przy wejściach do 12 sal.

Pierwszą z wielkich instytucji gromadzących i prezentujących zbiory dzieł sztuki, która zrezygnowała z planowanego grantu od właścicieli Purdue, była - w marcu br. londyńska National Portrait Gallery, co działacze kampanii przeciw wywołującym uzależnienie lekom uśmierzajacym ból nazwali swoim pierwszym znaczącym sukcesem w działaniach na rzecz etycznego finansowania takich instytucji. Od marca kilka najważniejszych światowych muzeów, m.in. nowojorskie MoMa i muzeum Guggenheima, oznajmiły, że nie przyjmą darowizn od Sacklerów.

Do tej pory w epidemii opioidowej życie straciło według agencji Reutera pół miliona Amerykanów. Oprócz Sacklerów i lekarzy, przepisujących OxyContin produkowany przez Purdue, do rozmiarów epidemii przyczynili się sędziowie, którzy zatajali dowody w wyrokach procesowych przeciwko producentowi tabletek przeciwbólowych.

Pierwszy taki proces wytoczony firmie Purdue w 2001 roku przez władze stanowe miał miejsce w Welch w Apallachach, gdzie OxyContin zażywało wielu górników. W werdykcie z 2004 roku odrzucono wniosek firmy o umorzenie, ale sędzia utajnił dowody w sprawie. W następnych latach sprzedaż OxyContinu i zgonów z przedawkowania rosła; co najmniej kilkunastu sędziów w podobnych procesach utajniało dowody.

Ujrzały one światło dzienne dopiero po 12 latach i śmierci 245 tys. ludzi na skutek zażywania OxyContinu i trzy lata temu przedostały się do prasy.

Stało się wówczas głośne, że lek wcale nie działa - jak zapewnia producent - 12 godzin, dwukrotnie dłużej niż specyfiki generyczne, tylko krócej. Dokumenty wykazały, że kiedy lekarze zgłaszali wątpliwości, przedstawiciele handlowi Purdue zalecali przepisywanie większych, niebezpiecznych dawek.

Według AFP Sacklerowie, bardzo wpływowi w nowojorskiej śmietance towarzyskiej, zbudowali swoją reputację dzięki mecenatowi, który umożliwiła im fortuna zbita na produkcji OxyContinu. W 2017 roku z przedawkowania tylko tego jednego leku zmarło według oficjalnych danych w USA 47 tys. ludzi. OxyContin był pierwszym z podobnych środków innych firm.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Tragiczny bilans długiego weekendu

/ Vlad Artist

  

Od środy do niedzieli na polskich drogach zginęło 31 osób, a ponad pół tysiąca zostało rannych - wynika z danych przekazanych w poniedziałek PAP przez Komendę Główną Policji. Policjanci podkreślają, że tegoroczny sierpniowy weekend był bezpieczniejszy od ubiegłorocznego.

W środę o godz. 6, w związku z wyjazdami na długi weekend, policjanci zorganizowali akcję "Bezpieczny weekend", w ramach której prowadzili działania do niedzieli do godz. 22. W tym czasie, każdego dnia na drogi wyjeżdżało około 5 tys. policjantów drogówki. Pierwszego i ostatniego dnia akcji liczba policjantów na drogach przekraczała 5 tys.

Jak poinformowała PAP Komenda Głowna Policji od 14 do 18 sierpnia na polskich drogach doszło do 420 wypadków, co oznacza spadek o 13 wypadków, w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Policjanci odnotowali 31 ofiar śmiertelnych wypadków (w ubiegłym, roku w tym okresie zginęły 43 osoby), z czego do największej liczby wypadków śmiertelnych doszło w niedzielę. Z policyjnych statystyk wynika ponadto, że 505 osób zostało rannych w wypadkach - o 42 osoby mniej niż w roku ubiegłym. Zatrzymano także 1844 osoby, które kierowały pod wpływem alkoholu, czyli o 13 osób mniej niż podczas ubiegłorocznego długiego sierpniowego weekendu.

Z kolei na interaktywnej mapie policji, obrazującej wypadki śmiertelne, pojawiło się 468 pozycji (stan na 18 sierpnia).

"Mimo tego, że tegoroczny weekend był dłuższy od poprzedniego na drogach było znacznie bezpieczniej"

- ocenił w poniedziałek kom. Robert Opas z KGP. Dodał, że policjanci cały czas zwracają uwagę przede wszystkim na wzrost udziału ofiar śmiertelnych w wypadkach oraz na wzrost liczby osób kierujących pod wpływem alkoholu.

Z informacji policji wynika, że liczba kierowców zatrzymywanych za jazdę pod wpływem alkoholu wzrasta. Według danych na 12 sierpnia tego roku, liczba ta sięgnęła prawie 69 tys.

"Wzrost ten niepokoi tym bardziej, że od dawna w tym zakresie nie był notowany"

- mówił w rozmowie z PAP podinsp. Radosław Kobryś.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl