Nie kojarzę większych poszukiwań, aby takie siły i środki zostały zaangażowane do poszukiwań małego chłopca. Kilkaset policjantów, żołnierze z Wojsk Obrony Terytorialnej, strażacy, mieszkańcy (za co bardzo dziękuję), psy tropiące, psy sprowadzone specjalnie z Niemiec (szkolone do tego, żeby wykryć zapach nawet z kilku kilometrów). To pokazuje aspekt pomocy międzynarodowej. Kiedy jest taka konieczność, my również korzystamy z pomocy kolegów z innych państw. Sprzęt techniczny – śmigłowce, termowizja, drony – to wszystko zostało wykorzystane

- mówił Ciarka o poszukiwaniach 5-letniego Dawidka.

Centymetr po centymetrze sprawdzane były obszary, gdzie ojciec mógł porzucić syna - teraz muszę mówić też w tych najczarniejszych scenariuszach - czyli gdzie ojciec mógł porzucić ciało chłopca

- dodał.

My wracamy w niektóre miejsca. Proszę pamiętać, że mamy do czynienia z zaginionym dzieckiem. Dzieckiem, które mierzy około 100 cm, waży kilkanaście kilogramów... Dziecko łatwiej jest gdzieś ukryć, mogło być gdzieś przenoszone… To są bardzo trudne, ciężkie poszukiwania, jednak my nie składamy broni. Niektóre zabezpieczone dowody wymagają ekspertyz specjalistycznych przeprowadzonych w laboratorium kryminalistycznym

– mówił inspektor Ciarka.

Ciarka zaznaczył również, że służby sprawdzały, czy dziecko nie zostało wywiezione za granicę. Policja jest w stałym kontakcie ze Strażą Graniczną.

Rosyjski paszport, który posiadał chłopiec jest w naszym posiadaniu. Lotniska też były sprawdzane

– podkreślił rzecznik policji.

Nadzieja umiera ostatnia. Rodzina bardzo często przez długi czas nie przyjmuje do wiadomości, że zaginiona osoba mogła zginąć. My musimy na to patrzeć obiektywnie, biorąc pod uwagę nawet te czarne scenariusze

– zaznaczył Mariusz Ciarka.