Spurek - która oprócz tego, że jest feministką, to jeszcze przedstawia się jako "obrończyni praw zwierząt" i "weganka" - swoją działalność w europarlamencie rozpoczęła od... recenzji kuchni. Tej serwowanej w stołówce Parlamentu Europejskiego.

Sprawdzian wypadł niepomyślnie. Spurek - zamieściwszy na Facebooku zdjęcie spożywanej potrawy - napisała:

A to jedzenie wegańskie, jedyne, na jakie mogę liczyć w stołówce Parlamentu Europejskego ? Była dzisiaj jeszcze opcja wegetariańska - łosoś... Jak na miejsce, które powinno skutecznie walczyć o prawa człowieka, prawa zwierząt i przeciwdziałać zmianom klimatycznym, to trochę obciach ? Widać, że w wielu sprawach PE przespał sporo czasu. Czas na przebudzenie i zmiany! #PEgovegan

Życiowy i - jak widać - polityczny problem europoseł Spurek nie spotkał się ze zrozumieniem części internautów. Jeden z nich napisał:

Proszę w ramach protestu zrezygnować z mandatu europosłanki i udać się do krajów afrykańskich walczyć o prawa człowieka na miejscu w terenie. Wtedy więcej pożytku z Pani będzie niż zajmowanie się jedzeniem frytek za wynagrodzeniem kilkanaście tysięcy euro miesięcznie. Wtedy Pani im pokaże i może też pójdą za Pani przykładem. Zatem do dzieła!

Inny zapytał zaś:

Czy to te słynne problemy pierwszego świata? XD

Kolejny wyborca zadał Sylwii Spurek jeszcze trudniejsze pytanie:

Rozumiem, ze za dietę europarlamentarzysty nie stać pani na inne miejsce do jedzenia?