"Stuber": szybcy i prześmieszni. RECENZJA

"Stuber" już w kinach / fot. mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

Ileż to już mieliśmy w historii kina produkcji, w których przypadkowy, a przy tym spokojny i zanurzony w szarą codzienność bohater szalonym zbiegiem okoliczności trafia w sam środek mafijnego oka cyklonu. "Stuber" to film skrojony na tę samą miarę, ale jego twórcy tym razem zdołali uniknąć sztampy i przełamali choć część oczywistości, jakich spodziewają się widzowie.

Tytuł filmu w dużej mierze wyjaśnia punkt wyjścia całej produkcji. Oto dorabiający jako kierowca Ubera bohater o imieniu Stu (w tej roli Kumail Nanjlani) otrzymuje kurs, który w dużej mierze zmieni jego bezbarwną codzienność. Kierowca jest zmuszony podwieźć Vica - policjanta, za którym ciągnie się historia sprzed lat i prywatna zemsta na jednym z handlarzy narkotyków. Vic (Dave Bautista) to celowo przerysowana postać mięśniaka; nieujawniającego nawet najmniejszych słabości, nieprzyznającego się do choćby cienia uczuć gliniarza, którego życie ma jeden cel: dorwać bossa narkotykowej mafii. 

Jak można się domyślić, zderzenie dwóch światów w jednym - elektrycznym - samochodzie musi skutkować mieszanką wybuchową. Obaj bohaterowie z każdą kolejną minutą docierają się w tej przedziwnej relacji, przy okazji szlifując własne charaktery i ucząc się od siebie nawzajem. Gliniarz przekazuje kierowcy Ubera nieco tradycyjnie rozumianej męskości i odwagi, a Stu odwzajemnia się wrażliwością, której brakuje Vicowi. Wszystko to okraszone jest sporą dawką sytuacyjnego i absurdalnego humoru, który ubarwia przeciągające się momentami sceny pościgów czy walk między złymi a dobrymi. 

Reżyser Michael Dosse postawił sobie za cel przewrotne połączenie fenomenu aplikacji, z której korzystają na całym świecie miliony użytkowników z sensacyjną historią, jakich w kinie było i będzie zapewne wiele. Bardzo prosty, choć niezupełnie przewidywalny scenariusz otwiera jednak widza na nieco szerszy przekaz niż tylko kolejna z produkcji pt. "Zabili go i uciekł". Za "Stuberem" stoi bowiem końcowe motto o rozpoczynającej się dla wielu nocy dla pustyni, którą każdy musi czasem przeżyć - czasu, który dla każdego może oznaczać coś innego, ale który jest niezbędny do wskoczenia na kolejny poziom życiowej drabiny. 

I tak "Stuber" w rytmach klimatycznej muzyki, przy całkiem zgrabnych dowcipach i mimo wszystko dość licznych zwrotach akcji jest całkiem przyjemną opowieścią, przy której półtorej godziny wizyty w kinie mija dość szybko. NIe jest to wielka produkcja na miarę zapisania się w historii wielkimi złotymi zgłoskami, ale jako propozycja na rozrywkowe popołudnie nada się całkiem nieźle.

Ocena: 6,5/10

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl