Dr David Mackereth pracował ponad rok w publicznym ośrodku zdrowia w Birmingham. Jego zadaniem była ocena stanu zdrowia osób ubiegających się o zasiłki. Pracodawcą Mackeretha było Ministerstwo Pracy i Zabezpieczenia Społecznego Wielkiej Brytanii.

Przełożony lekarza przeprowadził z nim rozmowę, mającą być swego rodzaju testem na tolerancję dla osób LGBT.

Jeśli zgłosi się do pana brodaty mężczyzna o wzroście 182 cm i powie, by mówić o nim per "ona" i zwracać się do niego per "pani", zrobi to pan? 

- pytał lekarza pracodawca, cytowany przez portal telewizjarepublika.pl

Dr Mackereth oczywiście zaprzeczył i to jego zdaniem sprawiło, że miesiąc później stracił pracę.

Lekarz pozwał pracodawcę do sądu pracy.

Według Mackereth'a faktyczną przyczyną jego zwolnienia nie była jakakolwiek dyskryminacja osób transpłciowych, ale odmowa złożenia "abstrakcyjnego ideologicznego oświadczenia".

Lekarz przyznaje otwarcie, że tzw. transpłciowość jest rodzajem urojenia i ideologii, którą on sam gardzi.

"Dla tego, kto wierzy w płynność płciową, płeć jest niczym więcej jak własną fantazją na swój temat"

- podkreślił Mackereth.
 

"Fakt, że lekarz może zostać wywołany z gabinetu, by zostać poddanym pilnemu przesłuchaniu na temat jego poglądów na płynność płciową jest absurdalny i jednocześnie złowieszczy, tym bardziej, gdy w rezultacie dochodzi do utraty pracy"

- mówił lekarz. 

Zdaniem brytyjskiego resortu pracy poglądy zwolnionego medyka są sprzeczne z ustawą o równości, a firma, która go zatrudniła uznała, że jego przekonania "nie są zgodne z godnością człowieka".