Sąd w orzeczeniu napisał m.in., że "Sąd Apelacyjny nie znajduje podstaw do tego, by dopatrywać się zagrożenia dla dobra małoletnich w samym fakcie, że powódka wśród bliskich znajomych ma osobę transseksualną".

Jak powszechnie wiadomo transseksualizm polega na rozbieżności między płcią fizyczną, a płcią psychiczną osoby, co stanowi źródło różnego rodzaju problemów dla osoby transseksualnej, w czym jednak trudno dopatrywać się zagrożenia dla osób z jej otoczenia, w tym małoletnich dzieci jej znajomych

- czytamy w piśmie.

Sąd nie dostrzega podstaw, aby zgodzić się z pozwanym, że obecność osoby transseksualnej w środowisku społecznym, w którym dzieci przebywają, stanowi zagrożenia dla dobra małoletnich

- informuje sąd.

Sąd Apelacyjny podkreśla również, że "zważywszy na wiek małoletnich, trudno przypuszczać, by problem identyfikacji płciowej przyjaciela ich matki budził ich szczególne zainteresowanie".

Wiarygodne są w tym zakresie zapewnienia powódki, że świadek (...) jest w oczach dzieci kobietą - ciocią Emilią

- dodaje.

Z tym wszystkim nie zgadza się ojciec dzieci, z którym rozmawiał Michał Rachoń.

Nie zgadzam się, bo jak jest osoba transseksualna, to jest to osoba z jakimiś zaburzeniami, z jakimiś dysfunkcjami. Dzieci mają zachwianą równowagę między kobietą a mężczyzną, nie wiedzą, jak traktować tę osobę. Żona usilnie wmawia dzieciom, że to jej przyjaciółka "ciocia Emilka". Dzieci żyją w tym przekonaniu

- mówi.

Do sprawy odniósł się wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, który w "Minęła 20" mówił, że "niektóre sądy są tak przygotowane, jak przed chwilą słyszeliśmy".

Mam nadzieję, że będą jeszcze przeprowadzone dowody i mam nadzieję, że będzie tam czarno na białym napisane, jaki to ma wpływ na dziecko. Na podstawie czego sąd ma takie doświadczenia? Powinno być to badane przez biegłego. Dziecko co do zasady powinno być wychowywane w środowisku, gdzie ma kontakt z mamą i tatą. Sytuacja o której mówimy jest przedziwna. Bardzo dokładnie sprawdzimy, o co chodzi

- powiedział.