Białorusini, którzy pięciokrotnie występowali w fazie grupowej Ligi Mistrzów byli zdecydowanym faworytem spotkania. Okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. W pierwszej połowie to mistrz Polski był stroną dominującą. Gracze z Gliwic grali mądrze, spokojnie rozgrywali piłkę i byli bliscy objęcia prowadzenia. Brakowało jednak wykończenia nielicznych sytuacji podbramkowych.

W 36. minucie Waldemar Fornalik mógł bić brawo swoim podopiecznym. Po akcji Valencii lewą stroną dobrze piłkę uderzył Jorge Felix. Chichkan obronił wprawdzie ten strzał, ale odbił futbolówkę wprost przed siebie, co skrzętnie wykorzystał Piotr Parzyszek.

Parzyszek zachował się jak rasowy snajper

Na początku drugiej połowy BATE potrafiło zepchnąć Piasta do defensywy. Napór gospodarzy trwał około kwadransa. Wystarczyło to, by padło wyrównanie. Igor Stasiewicz ograł dwóch zawodników i znakomicie dograł do Draguna, który wykorzystał okazję strzelając tuż przy słupku.

Ten sam zawodnik tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego obejrzał drugą żółtą kartkę i osłabił swój zespół. Mecz zakończył się wynikiem remisowym, który w korzystniejszej sytuacji przed rewanżem stawia Polaków. Drugie spotkanie tych drużyn w Gliwicach 17 lipca.

BATE Borysów - Piast Gliwice 1:1 (Stanisław Dragun 64' - Piotr Parzyszek 36')