Dajcie spokój, jedziemy na Euro, sport jest sportem, hipokryzja hipokryzją – słowa Włodzimierza Czarzastego oddają stanowisko polityków i publicystów nawołujących do uczestniczenia w mistrzostwach na Ukrainie bez względu na łamanie praw człowieka i na to, że znaczna część europejskiej opinii publicznej opowiada się za presją na rząd Janukowycza.

Ów manifest cynizmu w ustach Czarzastego nie dziwi chyba nikogo – komiczniejsi są raczej publicyści (ci uchodzący za konserwatywnych) atakujący pomysł bojkotu euro na Ukrainie, „bo przecież igrzysk w Chinach nie bojkotowaliśmy". Wszystko przez Jarosława Kaczyńskiego. Zawirowało tak, że Czarzasty powtarza to, co przeczytał u Magierowskiego, Ziobro wygłasza frazy wierne temu, co mówi Zemke z SLD. Zasada jasna: skoro lider PiS-u chce bojkotu – trzeba bojkot potępić.

Jednak determinację, by wbrew stanowisku UE jechać do Jałty, trzeba tłumaczyć inaczej. Świadczy to, że dla premiera i prezydenta, gdy chodzi o Ukrainę, silniejsze jest dziś zdanie Putina niż Merkel i innych polityków Unii. Że wbrew jego stanowisku Polska nie zdobędzie się na żaden gest. Na tle kolejnych decyzji o bojkocie dajemy światu wyraźny sygnał – Polska przesunęła się gwałtownie na wschód.