W sierpniu Artur Brauner świętowałby swoje 101. urodziny. Jak informuje w niedzielę dziennik "Bild" na swojej stronie internetowej producent zasłabł i nie udało się go już uratować.

W niemal 70-letniej karierze wyprodukował ponad 300 filmów. Przyczynił się do zrobienia karier przez takie gwiazdy niemieckojęzycznego kina, jak Romy Schneider, Heinz Ruehmann, Curd Juergens, Peter Alexander czy Caterina Valente. Miał na koncie Oscara za "Ogród Finzi-Continich" z 1970 roku - film o losach arystokratycznej rodziny żydowskiej z Ferrary.

Jeden z najważniejszych niemieckich producentów filmowych urodził się w 1918 roku w Łodzi, jako Abraham Brauner. Rozpoczął studia w Wyższej Szkole Technicznej w Łodzi, grał na skrzypcach, komponował piosenki. "Codziennie chodziłem do kina. Do południa szkoła, potem - kino. W niedziele nawet po dwa razy. Film był częścią mojego życia" - wspominał po latach. Kiedy miał 21 lat hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę. Rodzice i rodzeństwo Braunera przedostali się wraz z nim do ZSRR, gdzie udało im się przetrwać wojnę i Szoah. Po jej zakończeniu zamierzał wyemigrować do USA. Oczekując na wizę w amerykańskiej strefie okupacyjnej Berlina, żeby czymś wypełnić czas nakręcił w 1947 roku film "Morituri" opowiadający o ucieczce grupy więźniów z obozu koncentracyjnego. Była to jedna z pierwszych produkcji, która opowiadała o Holocauście.

Mimo kompletnej klapy frekwencyjnej filmu Brauner postanowił zostać w Berlinie. W dwóch halach fabrycznych, gdzie wcześniej produkowano gaz bojowy założył studio - Central Cinema Company (CCC). Łodzianin regularnie wracał do tematu Holocaustu w swoich produkcjach - przysiągł sobie, że nie pozwoli zapomnieć o tej zbrodni. W Niemczech jest jednak głównie znany z mało ambitnych, ale przynoszących krociowe zyski filmów drugiej kategorii - ekranizacji powieści Karola Maya czy obyczajowych romansów rozgrywających się w alpejskiej scenerii.

Współpracował też z Polakami. Był producentem obrazów reżyserowanych m.in. przez Andrzeja Wajdę ("Miłość w Niemczech"), Jerzego Hoffmana ("Wedle wyroków twoich") i Agnieszkę Holland ("Europa, Europa").

Artur Brauner do końca życia starał się być aktywny.

Żaden mężczyzna nie powinien iść na emeryturę. Jak się nie pracuje, traci się dobre samopoczucie i poczucie wartości. A aktywność pozwala nie zauważać upływającego czasu

 - mawiał.

Niecałe dwa lata temu zmarła jednak jego żona Maria, z którą przeżył 71 lat. Był to cios, po którym już się nie otrząsnął.

Sprawiała, że każda chwila mojego życia była szczęśliwa

 - wyznał w jednym z niedawno udzielonych wywiadów.