Na razie nie ma informacji o ewentualnych szkodach lub zniszczeniach. Epicentrum trzęsienia znajdowało się 202 km na północ od Los Angeles. Według Śródziemnomorskiego Europejskiego Centrum Sejsmologicznego trzęsienie miało magnitudę 6,9.


– Trzęsienie trwało długo, prawie minutę. Na ulicach słupy elektryczne i sygnalizatory ruszały się niczym wahadła – relacjonuje portalowi niezalezna.pl korespondentka z USA Małgorzata Schulz.

Dodaje, że Kalifornia jest w stanie alarmowym.


W czwartek południową Kalifornię nawiedziło trzęsienie ziemi o magnitudzie 6,4. W miasteczku Ridgecrest, gdzie znajdowało się epicentrum, wybuchły pożary, a wstrząsy były odczuwalne w oddalonym od epicentrum o ponad 300 km Los Angeles oraz Las Vegas.

Po głównym wstrząsie nastąpiła seria pięćdziesięciu słabszych wstrząsów wtórnych.

O uszkodzeniach niektórych budynków poinformował oddział straży pożarnej z miasta San Bernandino. W Ridgecrest, blisko epicentrum trzęsienia, wybuchło kilka pożarów.

Według amerykańskich mediów trzęsienie ziemi nie było mocno odczuwalne w Los Angeles. Nie ma doniesień o rannych czy zniszczeniach w tym mieście.

Na skutek wstrząsu z niektórych basenów ogrodowych w Los Angeles wylała się jednak woda.

Według wstępnych szacunków trzęsienie miało magnitudę między 6,9 a 7,1.