Putin nie zaprosi papieża do Rosji

Władimir Putin / http://en.kremlin.ru

  

Prezydent Rosji Władimir Putin spotka się podczas dzisiejszej wizyty w Rzymie już po raz trzeci z papieżem Franciszkiem, ale ze względu na stanowisko Cerkwi kwestii zaproszenia papieża do Rosji nie ma w agendzie spotkania - pisze dziennik "Wiedomosti".

Gazeta przytacza opinię rzecznika patriarchy Cyryla, zwierzchnika Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, ojca Aleksandra Wołkowa, który wskazał, że w tej sprawie Cerkiew wypowiadała się wielokrotnie i że nie omawia ona wizyty papieża w Rosji w żadnym statusie.

"Teraz wizyta papieża nie jest możliwa z punktu widzenia Rosyjskiej Cerkwii Prawosławnej, ponieważ wizyta w Rosji oznacza wizytę na obszarze kanonicznym Cerkwi i nie widzimy wystarczających warunków do jej urzeczywistnienia"

- powiedział Wołkow. Zastrzegł przy tym, że relacje między rosyjską Cerkwią i Kościołem katolickim, jak również pomiędzy papieżem Franciszkiem i patriarchą Cyrylem są dobre i rzeczowe w wielu kwestiach, a możliwość wizyty bądź jej brak nie wpływa na te relacje.

Za główną przyczynę braku zgody na wizytę papieża w Rosji politolog Aleksiej Makarkin uważa istnienie w łonie Cerkwi wielu osób o skrajnie konserwatywnych poglądach. Religioznawca Roman Łunkin przypomina, że pomiędzy Cerkwią i Kościołem utrzymują się sprzeczności, z których najostrzejsza dotyczy Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie.

"Drugim, jeszcze potężniejszym czynnikiem jest obawa polityczna wewnątrz Cerkwi przed siłami konserwatywnymi w rosyjskiej Cerkwi. Gdyby ogłoszono, że wizyta jest możliwa, to siły te oskarżyłyby Cerkiew o ekumenizm, modernizm i dążenie do zawarcia sojuszu z Kościołem katolickim" - powiedział ekspert.

Jak ocenił, Putin spotyka się z Franciszkiem jako "chrześcijański lider tradycjonalista". Dla rosyjskiego prezydenta ważne jest, że "globalny przywódca chrześcijański, który tak jak Putin krytykuje świecki liberalizm, choć nie wszyscy w to wierzą, jest mu bliski duchem" - podsumował Łunkin.

Doradca Putina ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow, pytany przez media o to, czy Putin przekaże Franciszkowi zaproszenie do Rosji, odpowiedział przecząco.

"Wiedomosti" przypominają także, że Putin i jego dwaj poprzednicy - przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow i prezydent Rosji Borys Jelcyn - spotykali się z papieżem Janem Pawłem II. Gorbaczow jako pierwszy opowiadał się za tym, by zwierzchnik Kościoła katolickiego odwiedził ZSRR, za rządów Jelcyna media utrzymywały, że przeciwny wizycie Jana Pawła II był ówczesny zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi Aleksy II.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Prawdziwy "baby boom" w dużych miastach w Polsce. Ekspert wskazuje przyczyny

Joanna Tylisz i Igor / Fot. Ignac Glowacki.

  

W Polsce nastąpiła nieoczekiwana ewolucja dzietności. W dużych metropoliach, a także stolicach województw urodziło się ostatnio więcej dzieci, niż ogółem w całej Polsce. Prof. Piotr Szukalski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego twierdzi, że to zjawisko chwilowe i wyjaśnia przyczyny trendu.

Współczynnik dzietności lub poziom płodności oblicza się, podając liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym, czyli pomiędzy 15 a 49 rokiem życia. Przez ostatnie dekady występowała prosta zależność: dzietność mieszkanek miast była niższa niż ta na wsi. Co więcej, dzietność kobiet z dużych miast (tj. mających przynajmniej 100 tys.mieszkańców) była niższa niż ta w miastach ogółem. Kobiety w większych miastach miały wyższy poziom wykształcenia, więcej pracowały i zarabiały, miały większe aspiracje zawodowe. Wraz z wielkością miasta rosła też wśród jego mieszkanek znajomość środków antykoncepcyjnych. Socjologowie obserwowali odchodzenie od tradycyjnego modelu rodziny.

"Tymczasem we współczesnej Polsce to nie największe miasta odznaczają się najniższą dzietnością, ale - co zaskakujące - w części regionów skłonność mieszkanek stolic do posiadania dzieci przewyższa średnią dla regionu"

– stwierdza prof. Szukalski, autor raportu "Wzrost dzietności w ostatnich latach: dlaczego najbardziej z niego korzystają duże miasta?".

[polecam:https://niezalezna.pl/245693-jest-efekt-programu-rodzina-500-plus]

To nowa obserwacja - zauważa badacz, gdyż od roku 1990 przez kolejne ćwierćwiecze w żadnej ze stolic województw nie odnotowano dzietności wyższej, niż dla Polski ogółem. Ostatnie lata jednak zmieniają ten obraz. W 2015 roku w Gdańsku i Warszawie urodziło się więcej dzieci, w kolejnym roku - również w Gorzowie Wielkopolskim. W 2017 r. "baby boom" odnotowano już w sześciu stolicach regionów, zaś w 2018 - w dziewięciu.

Prof. Szukalski zaobserwował, że coraz częściej ludność stolicy charakteryzuje się wyższą dzietnością, niż mieszkańcy regionu ogółem.

W stolicach województw zamieszkuje zazwyczaj znaczna część populacji (zwykle 20-30 proc.), a to oznacza dużą przewagę rozrodczości nad pozostałą częścią ludności danego regionu.

Właśnie taką sytuację socjolog z UŁ zaobserwował od 2015 r. w Gorzowie Wielkopolskim i Opolu, od 2016 r. w Gdańsku i Rzeszowie, od 2017 r. w Szczecinie i Kielcach. Jednorazowo wystąpiła również w 2018 r. w Zielonej Górze, Olsztynie i Wrocławiu.

Profesor Szukalski obserwuje zmiany zachowań demograficznych zarówno w skali przestrzennej, jak i w obrębie grup społecznych. Wśród przyczyn tych zmian wymienia m.in. zmianę zachowań kobiet na wsiach i w mniejszych miastach. Dopiero teraz zachowują się one tak, jak wcześniej mieszkanki stolic.

"Regiony o najwyższym poziomie urbanizacji i rozwoju ekonomicznego, a najniższym przywiązaniu do tradycyjnego sposobu definiowania rodziny, jako pierwsze rozpoczęły dynamiczne zmiany wzorca płodności i formowania rodziny. Zaś województwa o dużym udziale ludności wiejskiej i największym tradycjonalizmie obyczajowym okres takich najbardziej dynamicznych zmian odnotowują dopiero w ostatnich latach"

- ocenia profesor.

Dodaje, że najpierw zmienił się model rodziny w grupie osób najlepiej wykształconych. To one odraczały decyzję o zostaniu rodzicami, a także opowiadały się za mniejszą liczbą dzieci. Osoby te miały bowiem najwięcej do stracenia, np. miejsce pracy. Obecnie w największych miastach powyższy proces spowalnia. Natomiast wciąż przebiega on dość szybo na obszarach wiejskich, zwłaszcza tych bardziej tradycyjnych i religijnych.

[polecam:https://niezalezna.pl/239236-w-polsce-od-dawna-nie-rodzilo-sie-tyle-dzieci-wskaznik-urodzen-najwyzszy-od-20-lat]

Socjolog zwraca uwagę na migracje zagraniczne oraz legalizowanie pobytu przez migrantów wewnętrznych. Przewiduje, że wyższa dzietność stolic regionów jest jedynie chwilowa, zaś po przejściu przez niezbędne etapy przemian zachowań rozrodczych i "odbiciu się od dna" również na innych terenach rozpocznie się proces odbudowy dzietności. W takim przypadku za 5-10 lat, po podwyższeniu się dzietności mieszkanek wsi i terenów pozametropolitarnych, ponownie może okazać się, iż dzietność w największych miastach jest niższa, niż średnia dla kraju czy danego regionu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl