Schetyna nie może uwierzyć, że ludowcy opuszczają jego koalicję. "Co się wydarzyło?" - pyta

/ Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

- Przypomnę, że na początku lutego, nic nie przeszkadzało prezesowi Kosiniakowi - Kamyszowi w rozmowie z SLD i budowaniu wtedy Koalicji Polskiej. Wiec jeżeli teraz mu przeszkadza, to chcę zapytać, co takiego się zdarzyło w tej kampanii wyborczej, że mu przeszkadzają inni partnerzy - pytał szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. Lider Koalicji Europejskiej wciąż ma nadzieję, że ludowcy dołączą do koalicji na wybory parlamentarne. PSL-owi jednak nie w smak mocny skręt w lewo.

Schetyna na konferencji prasowej w Sejmie był pytany o komentarz do wypowiedzi liderów PSL, że nie chcą tworzyć koalicji z ugrupowaniami lewicowymi - m.in. szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że "nie da się połączyć ideałów lewicowych z ideałami centrowymi", które reprezentuje PSL.

"PSL wskazuje nie partnerów do rozmowy, tylko tych, z którymi nie chce współpracować w tej kampanii wyborczej"

- powiedział szef PO dodając, że on jest politykiem, który szuka partnerów. "Dlatego Koalicja Obywatelska, czyli PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska we współpracy z samorządowcami wszystkich szczebli i regionów budujemy koalicję szerokiego centrum" - powiedział Schetyna.

Pytany, czy widzi szanse na budowę koalicji z Wiosną powiedział: "Pierwszym wyborem dla nas jest PSL i to PSL musi odpowiedzieć na to, czy chce się w tej formule znaleźć, czy chce budować szerokie centrum z nami". "Jestem optymistą" - dodał.

Zapytany jakie decyzje podejmie, jeśli PSL postawi mu ultimatum w sprawie wejścia do Koalicji Obywatelskiej: albo lewica, albo PSL, odpowiedział:

To PSL odsyłam do relacji z lewicą, czy z innymi partiami (...) Przypomnę, że na początku lutego, nic nie przeszkadzało prezesowi Kosiniakowi - Kamyszowi w rozmowie z SLD i budowaniu wtedy Koalicji Polskiej. Wiec jeżeli teraz mu przeszkadza, to chcę zapytać, co takiego się zdarzyło w tej kampanii wyborczej, że mu przeszkadzają inni partnerzy

Uważam, że mamy jeszcze trochę czasu, żeby ramę tej koalicji zbudować, żeby ustalić zasady, podstawy programowe, żeby być przygotowanym do kampanii wyborczej i wyborczego zwycięstwa. To jest możliwe i to będziemy budować 

- dodał lider PO.

Schetyna zaznaczył, że ma "wiele sygnałów ze strony PSL, że wola zbudowania koalicji w oparciu o porozumienie PSL, PO i - szerzej - Koalicji Obywatelskiej" jest możliwe.

Mam nadzieję, że zwycięży mądrość polityczna obecna w polityce PSL. (...) Nie wyobrażam sobie tego, żeby ta partia mogła iść samodzielnie przeciwko innym partiom opozycyjnym, przeciwko PO i KO. Tak się nie może zdarzyć, bo to jest samobójcze dla PSL-u. (...) Będziemy rozmawiać, jestem dobrej myśli 

- przekonywał.

W środę szef PSL w porannej rozmowie w TOK FM ocenił, że "nie da się wygrać wyborów bez wspólnych wartości". "Nie da się połączyć wartości na jednej liście, na której są partie od Wiosny Biedronia do PSL; taka lista nie jest w stanie przyciągnąć wyborców" - stwierdził Kosiniak-Kamysz.

Przypomniał, że decyzję o formule startu w jesiennych wyborach parlamentarnych PSL podejmie 6 lipca na posiedzeniu Rady Naczelnej partii. "Cała Koalicja Europejska , wszystkie partie nie zwyciężyły w wyborach europejskich - PiS nas wyprzedziło o ponad 8 punktów procentowych. Jeżeli ktoś uważa, że więcej tego samego da inny efekt niż w wyborach europejskich, to ja się fundamentalnie z tym nie zgadzam" - podkreślił.

Pytany co zrobi PSL, jeśli Platforma dojdzie do porozumienia z Wiosną i SLD, Kosiniak-Kamysz podkreślił, że te dwie partie powinny wystartować razem w bloku lewicowym.

Szef PSL dopytywany, czy w przypadku powstania takiej szerokiej koalicji, PSL wystartuje samodzielnie, potwierdził. Podkreślił jednak, że PSL nie będzie sam. "Nie zawsze (koalicjantami) muszą być partie polityczne, mogą być to pojedyncze bardzo znaczące nazwiska, które czasami znaczą więcej niż partia polityczna, mogą być to środowiska partyjne i oczywiście nasz tradycyjny partner - Unia Europejskich Demokratów, z którą tworzymy klub parlamentarny" - mówił. "Dzisiaj rozmawiamy też o +Inicjatywie Polskiej+ Barbary Nowackiej" - dodał lider ludowców.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl