"Upadek Biedronia można było (od jakiegoś czasu) przewidzieć, głównie z powodu jego prawej ręki niejakiego Anaszewicza. Każdy lider ma jakiś swój cień (swojego demona?), który prowadzi go na manowce. Schetyna ma aż trzech"

- rozpoczęła swój wywód Magdalena Środa.

Tym samym uderzyła nie tylko w Biedronia i jego "upadek", ale również w Grzegorza Schetynę. Ba, nie tylko w niego, bo są przecież jeszcze trzej muszkieterowie w roli cieni-demonów. Wróćmy jednak do Wiosny, bo to na niej skupiła się zagorzała feministka. Jak twierdzi, wszystko przez "dwójkę karierowiczów".

"Właściwie odpuściłam Wiosnę, gdy okazało się, że nie da się oderwać jej projektu od "autorytetu" wszechobecnego doradcy. I niezależnie od tego jakie błędy popełniał, jak szkodliwe miał pomysły, Biedroń słuchał się go bez zastrzeżeń. Dzięki czemu para Marcin Anaszewicz - Sylwia Spurek pojadą do Brukseli i pewno tam zostaną. Cały wielki, wspaniały projekt okazał się być katapultą dla dwójki karierowiczów. Ile trzeba będzie czekać na coś nowego w polityce? Póki co mamy nową starą koalicję i chaos po lewej stronie sceny politycznej."

- napisała wyraźnie rozgoryczona.

Magdaleny Środy raczej nie zadowoli fakt, że Robert Biedroń coraz bardziej zbliża się do... Grzegorza Schetyny i Koalicji Obywatelskiej. Niewykluczone, że obaj panowie wystartują ze swoimi ugrupowaniami w jednym bloku Koalicji Obywatelskiej. Wtedy dopiero niezadowolenie Środy może sięgnąć zenitu...