Iga Cembrzyńska kończy 80 lat

Iga Cembrzyńska w czasach młodości / fot. arch. TVP/mat.pras.

  

Stworzyła wiele ekranowych i scenicznych portretów, śpiewała, komponowała muzykę, pisała scenariusze i reżyserowała filmy. W pamięci publiczności najmocniej zapisała się jednak jako muza reżysera Andrzeja Kondratiuka, u którego zagrała swoje najważniejsze role. Iga Cembrzyńska kończy we wtorek 80 lat.

A ja mam swój intymny mały świat/ Hen za morzem smutków, za górami marzeń tam/ Wiedzie doń zagubionych ścieżek ślad/ Senne półksiężyce mogą wskazać drogę wam/ Idę więc z mojego świata do was tu/ Niosę wam z mojego świata barwę kwiatów/ Bo ja mam swój intymny mały świat

 – śpiewała w 1964 r. Iga Cembrzyńska podczas festiwalu w Opolu. To właśnie piosenka "Intymny świat", napisana przez Agnieszkę Osiecką, przyniosła jej wówczas trzecią nagrodę w kategorii piosenka kabaretowo-rozrywkowa. Otworzyła tym samym wspaniały rozdział w życiu Igi, umożliwiając jej realizację młodzieńczej pasji.

Dom rodzinny od zawsze kojarzył się aktorce z muzyką i ze starym pianinem - jedynym cennym przedmiotem, który przetrwał w jej domu wojnę. Urodziła się dwa miesiące przed jej wybuchem, 2 lipca 1939 r. w Radomiu, jako Maria Elżbieta Cembrzyńska. W czasie wojny mieszkała w Brześciu. Po jej zakończeniu wróciła wraz z rodzicami do Radomia. Jej ojciec był bardzo uzdolniony artystycznie. Uczył córkę rysunku, śpiewu i gry na fortepianie. Matka Marii również miała artystyczną duszę. Jej największą pasją był teatr, do którego zabierała córkę, kiedy tylko mogła. Dorastająca Maria początkowo myślała o studiach dziennikarskich, ale zabrakło jej kilku punktów w procesie rekrutacji, więc zdecydowała się studiować filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. To wtedy zaczęła występować w amatorskim, studenckim zespole teatralnym i – za namową jurora konkursu poetyckiego – zgłosiła się na egzamin na studia aktorskie. Dostała się za pierwszym razem – ku radości matki i rozpaczy ojca, który wolał, by miała stabilną, bezpieczną pracę.

W warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej była jedną z sześciu Marii na roku, dlatego za namową jednego z profesorów zmieniła imię. Iga, przyjęta przez grono pedagogów ze zdumieniem, przylgnęła do niej na stałe. W 1962 r. artystka ukończyła PWST. Dzięki roli w muzycznym spektaklu dyplomowym zwróciła uwagę Agnieszki Osieckiej. Dwa lata później za jej "Intymny świat" została doceniona podczas opolskiego festiwalu. Z regularnymi koncertami skończyła w latach 80., bo – jak przyznała po latach – nie mogła znieść myśli, że ludzie nie myślą o niej jako o aktorce. A przecież to był jej zawód. Karierę aktorską rozpoczęła, występując z powodzeniem w stołecznym Teatrze Powszechnym (1962-64), w Teatrze Komedia (1966) i w Teatrze Ateneum (1967-80). Niezapomniane kreacje aktorskie stworzyła m.in. w "Weselu" w reż. Adama Hanuszkiewicza, "Apetycie na czereśnie" w reż. Zdzisława Tobiasza, "Prywatnym życiu Piotrusia Pana" w reż. Joanny Sienkiewicz i "Bloomusalem" w reż. Jerzego Grzegorzewskiego.

Równolegle można ją było oglądać na wielkim i małym ekranie. Zadebiutowała w 1964 r. jako księżniczka mauretańska Emina w filmie "Rękopis znaleziony w Saragossie" Wojciecha Jerzego Hasa. W kolejnych latach była m.in. żoną Kowalskiego w "Salcie" Tadeusza Konwickiego i piosenkarką Ewą Zarębską w "Ścianie czarownic" Pawła Komorowskiego. W "Jowicie" Janusza Morgensterna zagrała prostytutkę Lolę Fiat 1100, w "Słodkich oczach" Juliusza Janickiego – żonę inżyniera Martę Kowal, a w "Krzyku" Barbary Sass – zapijaczoną matkę głównej bohaterki Marianny. Współpracowała także m.in. z Andrzejem Wajdą. Przede wszystkim kojarzona jest jednak jako muza reżysera Andrzeja Kondratiuka, z którym po rozwodzie z filozofem Andrzejem Kasią połączyło ją wielkie uczucie.

Mój mąż mnie fascynował. Przede wszystkim jego filmy mnie fascynowały. Nawet nie wiedziałam wtedy, jak wygląda Kondratiuk, ale kiedy już go poznałam, zobaczyłam, że to jest przystojny facet i bardzo inteligentny, dowcipny, a poza tym też jest bardzo wnikliwym obserwatorem i może mi przekazać różne rzeczy, których ja jeszcze nie znam. A poza tym mi się podobał. Poznałam tego Andrzeja, uwierzyłam w niego, zakochałam się w nim i nie zamieniłabym go na nikogo innego"

– mówiła po latach w programie "Notacje" TVP1.

Iga Cembrzyńska wystąpiła w kilkunastu filmach Andrzeja Kondratiuka, m.in. w "Hydrozagadce", "Jak to się robi" i "Pełni". Ogromne uznanie i nagrodę Złoty Ekran przyniosła jej rola Starej w "Gwiezdnym pyle". W 1979 r. para przyjechała do Gzowa k. Pułtuska, które odtąd stało się ich miejscem na ziemi. Tam powstały m.in. filmy "Cztery pory roku", "Wrzeciono czasu" oraz "Słoneczny zegar". Do tego ostatniego – tak samo jak do "Mlecznej drogi" – Cembrzyńska skomponowała muzykę. Prócz tego artystka jest producentką filmową i reżyserką m.in. dokumentu "Pamiętnik filmowy Igi C.".

Razem z mężem dzieliła wiele filmowych marzeń. Na drodze do ich realizacji stanęły jednak problemy zdrowotne reżysera. W 2005 r. Andrzej Kondratiuk przeszedł pierwszy udar, a niedługo potem drugi. W kolejnych latach lekarze zdiagnozowali u niego raka węzłów chłonnych. Gdy stan zdrowia reżysera znacząco się pogorszył, małżonkowie opuścili Gzowo. Ostatni rok życia Andrzej spędził w okolicach Warszawy w domu swojego brata, reżysera Janusza Kondratiuka. Aktorka do końca wspierała ukochanego męża w walce o zdrowie, podkreślając, że nie wyobraża sobie życia bez niego. Andrzej Kondratiuk zmarł 22 czerwca 2016 r.

Trudno opowiadać o czymś, co było, a już go nie ma. Ja jestem tzw. wrażliwcem, ale też chodzę po ziemi normalnie i tę ziemię kocham i to miejsce kocham, gdzie jestem. I tak kochałam swojego męża. Mój mąż był dla mnie wszystkim – mówię o Andrzeju Kondratiuku. Stworzyliśmy filmy wspólne, wspólne te filmy pokazywaliśmy za własne pieniądze. Jak nam potem ofiarowywano jakieś pieniądze od naszego ministerstwa kultury to byliśmy szczęśliwi i wkładaliśmy w następny film. Ale nie robiliśmy tego filmu jednego, drugiego czy trzeciego czy czwartego dlatego. Po prostu bardzo to kochaliśmy. Andrzej był zawodowcem absolutnym, czyli prawie od dziecka. Natomiast ja byłam aktorką i musiałam się wcielać w te swoje postacie, które Andrzej napisał razem ze mną

– wspominała w 2018 r. podczas konferencji prasowej Energa Camerimage.

To właśnie w konkursie filmów polskich tego festiwalu o Złotą Żabę walczył film jej szwagra Janusza Kondratiuka "Jak pies z kotem", poświęcony skomplikowanej relacji obu braci. Istotną rolę pełnią w nim wybranki reżyserów – Iga oraz żona Janusza Beata.

Na samym początku Januszek bardzo chciał, żebym zagrała w tym filmie, ale ja, długo zastanawiając się nad własnym życiem, doszłam do wniosku, że nie chcę zagrać gorzej niż grałam kiedyś, że przyszedł taki czas, kiedy ja jestem już starszą panią. Mam tego świadomość. Wcale tego nie kocham, ale muszę to znosić. W związku z tym nie chciałam zagrać. A ponieważ znam polskie aktorki i wiem, że jest dużo wspaniałych polskich aktorek, a m.in. ta osoba, która siedzi obok mnie (Bożena Stachura – PAP) i ta druga obok, która mnie gra (Aleksandra Konieczna – PAP) to niech tak będzie, to jest dobrze

 – powiedziała Iga Cembrzyńska na konferencji prasowej.

Aktorka we wtorek obchodzi 80. urodziny. Kilka lat temu, pytana w jednym z programów telewizyjnych, czy wciąż ma jakieś marzenia, bez wahania przyznała, że tak, ale nie snuje planów.

Życie tak się dziwnie fajnie toczy zawsze u każdego z nas, że nagle coś wynika z czegoś, a przedtem nigdy pan o tym nie myślał. Każdy ma ten swój świat i ten świat jest inny od innych. Bo są też ludzie, którzy są tylko po to, żeby jedni po to, żeby pić inni tylko po to, żeby zarabiać pieniądze i wydawać je na jakieś tam luksusy. Te luksusy są bez sensu, bo żyje się krótko. Co ci z tych luksusów, jeżeli nagle zaczynasz chorować?

 – zwróciła uwagę w TVP1. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

„Jesteśmy strażnikami prawdy historycznej”

/ prezydent.pl

  

"Niemieccy okupanci dążyli do złamania międzyludzkiej solidarności i więzi braterstwa, łączących narody polski i żydowski" - napisał prezydent Andrzej Duda w liście do uczestników krakowskiego sympozjum z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. "Nie możemy dopuścić, aby pamięć i prawda o Zagładzie zatarły się i poszły w zapomnienie. Musimy robić wszystko, co w naszej mocy, aby pozostały one wyraźne i były rozumiane przez kolejne generacje. To dramatyczne dziedzictwo niesie bowiem zawsze aktualną przestrogę dla ludzi wszystkich epok: nigdy więcej szowinizmu, nienawiści i pogardy!" - dodał.

Minister Wojciech Kolarski odczytał list prezydenta Andrzeja Dudy do uczestników sympozjum z okazji 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau zorganizowanego przez European Jewish Association i Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Sympozjum odbywa się w poniedziałek i wtorek w Krakowie, w programie jest też wizyta w b. niemieckim nazistowskim KL Auschwitz-Birkenau.

Andrzej Duda napisał, że tegoroczne "zbliżające się obchody Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu będą może ostatnimi z udziałem ocalonych od Zagłady w takiej liczbie".

"Wobec odchodzenia ostatnich świadków tej największej zbrodni w dziejach ludzkości, która pochłonęła sześć milionów Żydów, wśród nich trzy miliony polskich Żydów, obywateli Rzeczypospolitej, to na nas, należących do następnych pokoleń, spoczywać będzie powinność pielęgnowania pamięci i strzeżenia prawdy o tym, co wydarzyło w takich miejscach, jak Auschwitz-Birkenau"

- podkreślił.

Prezydent przypomniał w liście, że "coraz większą wagę będą mieć też same materialne dowody zbrodni III Rzeszy, przede wszystkim na terenie dawnych >>fabryk śmierci<<, zbudowanych przez hitlerowców".

"Jako Prezydent Rzeczypospolitej – która pierwsza padła ofiarą agresji niemieckiej i od ataku na którą 1 września 1939 r. rozpoczęła się II wojna światowa – wspólnie ze wszystkimi władzami państwa polskiego i moimi rodakami podejmuję odpowiedzialność za zachowanie dla przyszłości zarówno miejsc, w których dokonywano Zagłady, jak też pamięci o ofiarach"

- zaznaczył.

Zdaniem prezydenta "my, Polacy, jesteśmy strażnikami prawdy historycznej, która jest tutaj powszechnie znana zarówno dzięki edukacji, jak też bezpośredniemu przekazowi od przodków i współobywateli". Andrzej Duda przypomniał, że "w naszym kraju, okupowanym przez Niemcy w ciągu ponad pięciu lat, całe społeczeństwo poddane zostało masowemu terrorowi, prześladowaniom i eksterminacji".

"W najstraszliwszy sposób dotknęły one Żydów, których III Rzesza skazała na całkowite wyniszczenie. Cierpienia zadane im w gettach i obozach, transportach i miejscach kaźni przerażają okrucieństwem i bezwzględnością, do których pchnęły Niemców nienawiść i pogarda, antysemityzm i rasizm"

- dodał.

Zwrócił uwagę, że "niemieccy okupanci dążyli jednocześnie do złamania międzyludzkiej solidarności i więzi braterstwa, łączących narody polski i żydowski".

"Liczni Polacy pomimo grożących represji starali się ocalić Żydów i wielu z nich zginęło wraz z ratowanymi natychmiastową śmiercią, jaką na tych ziemiach karano nieposłuszeństwo wobec nazistowskich rozporządzeń. Są oni naszymi bohaterami narodowymi, gdyż działając w ukryciu, bronili najwyższych wartości naszej Ojczyzny"

- podkreślił.

"Jesteśmy odpowiedzialni za zachowanie i przekazywanie potomnym oraz propagowanie w świecie wiedzy o wszystkich tych tragicznych doświadczeniach, które stały się udziałem Żydów i Polaków w tamtych straszliwych czasach"

- napisał prezydent.

"To nasza powinność względem ofiar i ocalonych z Holokaustu oraz tych, którzy ich ratowali i razem z nimi ginęli. Ale to też wyraz naszej odpowiedzialności za przyszłość naszych narodów i całej ludzkości"

- dodał.

"Nie możemy dopuścić, aby pamięć i prawda o Zagładzie zatarły się i poszły w zapomnienie. Musimy robić wszystko, co w naszej mocy, aby pozostały one wyraźne i były rozumiane przez kolejne generacje. To dramatyczne dziedzictwo niesie bowiem zawsze aktualną przestrogę dla ludzi wszystkich epok: nigdy więcej szowinizmu, nienawiści i pogardy!"

- podkreślił.

W ostatnim zdaniu listu, skierowanego do uczestników krakowskiego sympozjum, prezydent Andrzej Duda wyraził przekonanie, że "Polacy i Żydzi zawsze będą stać razem na straży pamięci i prawdy o Holokauście i wszystkich jego ofiarach". 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts