Przywódcy państw i rządów krajów UE mimo 19 godzin rozmów nie zdołali wypracować na szczycie w Brukseli porozumienia w sprawie podziału unijnych stanowisk. Problemem nie do przezwyciężenia na tym etapie okazała się kandydatura socjalisty Fransa Timmermansa na przewodniczącego Komisji Europejskiej. Głośno sprzeciwiła się jej m.in. Grupa Wyszehradzka.

Do sprawy odniósł się w programie Michała Rachonia #Jedziemy minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski.

Nie jest łatwo zmienić UE i te układy, które były - dominowały Niemcy i Francja - i nadal chcą je utrzymywać, grając nawet frakcjami politycznymi. Jednak chrześcijańska demokracja zawsze w historii Europy odnosiła się do wartości chrześcijańskich, w tym ojcowie założyciele. Wydaje się, że u chadeków niemieckich został już tylko pusty szyld. To jest trochę podobna sytuacja do PO w Polsce, która miała kiedyś charakter centrowo-chadecki można powiedzieć, a w tej chwili co to ma wspólnego i z centrum i z zasadami chrześcijańskimi?

- mówił.

Minister podkreślił, że "najtrudniej zmienić to, co powstało wdrożone w UE".

Obojętnie kto wygrywa to i tak rządzą Niemcy i Francja i chcą to utrzymać

- dodał.

Jan Krzysztof Ardanowski wskazał, że Donald Tusk został szefem Rady Europejskiej "dzięki nominacji Berlina, a nie z rekomendacji kraju, z którego pochodzi".

Myślę, że politycy europejscy są realistami i porzucanie stanowiska w kraju na rzecz Berlina ich nie rajcuje, widocznie Tuska kiedyś to cieszyło

- powiedział.

Minister rolnictwa i rozwoju wsi podkreślił, że kraje UE upierają się, żeby Timmermans był szefem KE "bo najważniejsi tak wcześniej ustalili".

Timmermans daje przekonanie, że centrum decyzyjne w Brukseli ma być takie, jak było. Jest osobą, która Europy na pewno nie połączy. Widzę to na spotkaniach ministrów rolnictwa - są selfie, wszyscy się kochają, a jak siadamy do stołu to każdy twardo walczy o swoje interesy

- dodał.