Bodnar znów „zaniepokojony”. Tym razem napisał do wicepremiera Glińskiego

Adam Bodnar / Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

Rzecznik Praw Obywatelskich znów publicznie wyraził swoje "zaniepokojenie". Napisał do wicepremiera Piotra Glińskiego. W jego ocenie "nieuzasadniony" wydaje się całkowity zakaz prowadzenia prac konserwatorskich przy zabytkach czekających na wpis.

Dziś na stronie internetowej Rzecznika Praw Obywatelskich opublikowano wystąpienie Adama Bodnara skierowane do wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego. Wiąże się ono ze skargą, która wpłynęła do rzecznika ws. tzw. ochrony tymczasowej zabytku w czasie trwania postępowania o wpis do rejestru. Na tle tej skargi, rzecznik powziął wątpliwości co do zakresu ochrony zabytków, wprowadzonej nowelizacją ustawy o ochronie zabytków i opiece nad nimi oraz proporcjonalności ograniczenia praw właścicieli nieruchomości, w stosunku do których wszczęto postępowania ws. wpisu zabytku do rejestru.

Zgodnie z nowelą, która weszła w życie 9 września 2017 r., od wszczęcia postępowania ws. wpisu do rejestru do dnia, w którym decyzja stanie się ostateczna, przy danym zabytku nie wolno prowadzić prac konserwatorskich, restauratorskich, robót budowlanych oraz innych działań mogących prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku.

Jak napisano, Rzecznik Praw Obywatelskich "nie ma wątpliwości, że zagwarantowanie skutecznej ochrony dóbr kultury, w tym zabytków, jest obowiązkiem władzy publicznej, jednak realizacja tego obowiązku nie może odbywać się z naruszeniem Konstytucji, a zwłaszcza nie może stanowić nadmiernej ingerencji w sferę praw człowieka i obywatela, a zwłaszcza prawo własności". Zaznaczono, że prawo to może podlegać ograniczeniom, nie oznacza to jednak dowolności ustawodawcy w sposobie oraz głębokości tego ograniczenia.

"Konieczne jest w tym przypadku wyważenie praw właścicieli oraz przede wszystkim interesu publicznego"

- wskazano w komunikacie rzecznika.

Zdaniem Adama Bodnara, "nieuzasadnione wydaje się wprowadzenie całkowitego zakazu prowadzenia prac konserwatorskich oraz restauratorskich".

"Wstrzymanie prac konserwatorskich - zapobiegających destrukcji zabytku - wydaje się bowiem sprzeczne z ciążącym na właścicielu obowiązkiem opieki nad zabytkiem. Jeśli nie zabezpieczył go w należyty sposób przed uszkodzeniem czy zniszczeniem, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny. W przypadku zniszczenia lub uszkodzenia zabytku grozi zaś kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia"

- napisał Bodnar.

Dodano, że "zakaz prowadzenia wszelkich prac w czasie trwania postępowania o wpis z jednej strony uniemożliwia bowiem właścicielowi lub posiadaczowi realizację obowiązku dbania o zabytek, z drugiej zaś naraża go na sankcje w przypadku niezabezpieczenia czy zniszczenia zabytku".

"Nie jest zatem jasne i jednoznaczne, czy na gruncie tego zakazu można podejmować jakiekolwiek prace, w jakim trybie powinno to się zgłaszać i na podstawie jakich pozwoleń"

- napisano w komunikacie Rzecznika Praw Obywatelskich.  Bodnar podał przy tym, że np. pogorszenie stanu zabytku może nastąpić nagle, na skutek chociażby zdarzeń atmosferycznych, takich jak zerwanie np. części dachu przez wiatr.

O stanowisko w tej sprawie Adam Bodnar zwrócił się do wicepremiera Piotra Glińskiego:

"Jeśli podzieliłby on zaprezentowaną argumentację, rzecznik poprosił o rozważenie prac nad nowelizacją ustawy o ochronie zabytków - aby ochronić prawa właścicieli nieruchomości, w stosunku do których wszczęto postępowanie w sprawie wpisu do rejestru zabytków"

Adam Bodnar "wsławił się" ostatnio stanięciem w obronie Jakuba A. - podejrzanego o zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Według niego, policja... zastosowała zbyt radykalne środki wobec zatrzymanego, polegające m.in. na założeniu kajdanek zespolonych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Brytyjskie paszporty wydrukują w Polsce

zdjęcie ilustracyjne, / pixabay.com/OpenClipart-Vectors

  

Przypomnienie faktu, że nowe brytyjskie paszporty - po latach znów niebieskie, a nie zgodnie z unijnym standardem bordowe - będą produkowane przez francusko-holenderską firmę w Polsce, odbiło się sporym echem w brytyjskich mediach.

Minister spraw wewnętrznych Priti Patel, prezentując nowy wzór zapowiedziała, że nowe paszporty będą wydawane od marca. Podkreśliła przy tym, że brexit dał Wielkiej Brytanii możliwość wyboru własnej drogi, czego jednym z symbolicznych przejawów jest właśnie zmiana koloru paszportu, a niebieskie "ponownie będą wpisane w naszą tożsamość narodową".

Nie dodała jednak, że będą one produkowane w Polsce, choć sama przed dwoma laty, gdy rząd Theresy May przyznał kontrakt francusko-holenderskiej firmie Gemalto (od wiosny 2019 r. będącej częścią Thales Group), nazwała to upokorzeniem. Jak podawały wówczas media, oferta Gemalto była tańsza od tej złożonej przez brytyjską firmę De La Rue o 50 mln funtów.

Rząd zapewniał wówczas, że ostatnia faza produkcji będzie się odbywać w Wielkiej Brytanii, tak aby żadne dane osobowe nie były przekazywane za granicę, a tak czy inaczej dzięki kontraktowi powstanie w kraju 70 nowych miejsc pracy. Dla De La Rue przegrany przetarg stał się jednak powodem poważnych kłopotów finansowych, które jesienią zeszłego roku spowodowały nawet obawy, że firma może upaść.

Kontrakt zawarty z Gemalto został podpisany na 11 lat i opiewa na kwotę 260 mln funtów. Francusko-holenderska firma będzie produkować nowe brytyjskie paszporty w polskim zakładzie w Tczewie.

Produkowanie nowych paszportów na terenie UE zdecydowanie nie spodobało się zwolennikom brexitu. Już kilka dni przed prezentacją przez Patel nowego wzoru, eurosceptyczny tabloid napisał, że pracownicy zakładu w Tczewie dostają pensje poniżej obowiązujących w Polsce stawek minimalnych i są zmuszani do pracy sprzecznej z zasadami BHP.

Inny eurosceptyczny tabloid "Daily Express" zorganizował z kolei sondę internetową - zupełnie niereprezentatywną - według której 96 proc. uczestników domaga się, by paszporty były produkowane w Wielkiej Brytanii.

Obecny wzór paszportów z okładką w kolorze bordowym zastąpiono po decyzji o wyjściu kraju z Unii Europejskiej. Niebieskie paszporty wprowadzono w Wielkiej Brytanii w 1921 r., zostały one stopniowo wycofane z użycia po 1988 r., gdy państwa ówczesnej Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej zdecydowały się na zharmonizowanie wzorów, choć Londyn nigdy nie był do tego formalnie zobligowany.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts