Gowin w programie "W punkt" o przepisie na sukces. "Jeżeli unikniemy pychy i błędów - wygramy"

Jarosław Gowin / screen z TV Republika

  

Niejasne wybory do sztabu wyborczego Koalicji Obywatelskiej, rola PSL i Kukiz'15 w politycznej układance oraz działania samorządu Gdańska w sprawie Westerplatte - o tych tematach redaktor Katarzyna Gójska rozmawiała dziś w programie "W Punkt" na antenie Telewizji Republika z gościem wicepremierem Jarosławem Gowinem. "Jeżeli unikniemy pychy i błędów, to wygramy wybory" - mówił także wiceszef rządu.

Grzegorz Schetyna ogłosił dziś, że szefem sztabu koalicji tworzonej przez PO na wybory parlamentarne będzie Krzysztof Brejza. Patrząc na skład sztabu, Jarosław Gowin zauważył kilka nieścisłości.

"Nie ma w tym sztabie nikogo z najbliższych współpracowników Schetyny, czyli ludzi, którzy odpowiadali za kilka ostatnich nieudanych kampanii PO. I druga rzecz, Schetyna mówi o koalicji z PSL, czyli oznaczałoby to wypchnięcie SLD i Wiosny z tej koalicji. Jednocześnie w sztabie nie ma ludzi kojarzących się z dawnym konserwatywnym skrzydłem PO. Są za to Barbara Nowacka czy Bartosz Arłukowicz"

- analizował wicepremier.

Padło też pytanie o rolę PSL w koalicyjnej układance z udziałem PO. Czy ludowcy zdecydują się jednak wystartować ze Schetyną i spółką?

"Jak znam Władysława Kosiniaka-Kamysza, to on podjął definitywną decyzję, że na pewno nie wystartuje z politykami Wiosny i SLD. To oznacza, że PO przesuwa się w lewo i tworzy koalicję z SLD i skrajnie lewackim środowiskiem Wiosny albo tworzy blok bardziej centrowy z PSL"

- podkreślił Gowin.

Ze słów wicepremiera Jarosława Gowina wynika, iż Zjednoczona Prawica nie obawia się tak zorganizowanej opozycji.

"My jesteśmy codziennie oceniani przez Polaków z rządzenia. Jeżeli Polacy będą mieli poczucie, że to państwo jest sprawcze i wyrównuje szanse, to wygramy, niezależnie od tego, w jakim bloku wystartuje opozycja. Jeżeli unikniemy pychy, unikniemy błędów i nie wydarzy się niezwykłe trzęsienie ziemi, to wtedy te wybory wygramy"

- powiedział.

"Platforma zbyt długo była partią bez duszy, partią wydrążoną z programu, żeby teraz w tą pustą formę dało się wlać jakieś treści"

- dodał.

Jarosław Gowin zapytany został także o sytuację ruchu Kukiz'15. Sądzi on, że sojusz Kukiza z PSL jest na obecnym etapie mniej prawdopodobny, niż inne rozwiązanie.

"Rozwiązanie, które wydaje się bardzo prawdopodobne, to wspólna lista Pawła Kukiza i Bezpartyjnych Samorządowców. Nie ukrywam, że trzymam kciuki za taki scenariusz, bo i wśród posłów Pawła Kukiza i wśród Bezpartyjnych Samorządowców jest wielu polityków o poglądach zbliżonych Zjednoczonej Prawicy"

- stwierdził.

Pytany o to, jaki może być klucz do zwycięstwa w wyborach, Gowin jest niemal przekonany - nie wystarczy dobry PR.

"Tego rodzaju podejście do polityki przestało być dla Polaków przekonujące. Ta polityka ciepłej wody w kranie to była polityka w pewnym momencie atrakcyjna dla części społeczeństwa. Teraz pokazaliśmy wspólnie, że można realizować politykę zupełnie inaczej, realizując ambitne programy. Jeżeli ktoś ambitnego programu nie przedstawi, nie będzie miał szans wyborów wygrać"

- zaznaczył.

Redaktor Katarzyna Gójska zapytała także o sprawę Westerplatte i spór, jaki gdański samorząd prowadzi z rządem.

"Ten spór dotyczy dwóch rzeczy - po pierwsze polityki. Pani Dulkiewicz została przedwcześnie wykreowana jako nowa gwiazda sceny politycznej. Za jej oporem stoi coś jeszcze. To chęć ukrycia blamażu, jakim było przeszło ćwierć wieku nadzorowania terenu gdzie toczyły się walki przez samorząd gdański. Tam rządzili politycy, którzy uważają, że takie sprawy jak pamięć i wartości odeszły w niepamięć. Oni nie zwracali na to uwagi"

- zauważa Jarosław Gowin.

Jak dodaje, prowadzenie dobrej polityki historycznej nie jest obecnie łatwe.

"To jest bardzo trudne, na różnych obszarach. Mamy przeciwko sobie dwie bardzo potężne maszynerie polityki historycznej. Rosyjskiej na wschodzie i niemieckiej na zachodzie"

- spuentował.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: TV Republika, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Estonia: Ambasador Rosji wezwany do MSZ. Chodzi o jego wypowiedź o "wyzwoleniu" Tallina

/ flickr.com/Heikki Siltala/CC BY 2.0; https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/

  

Rosyjski ambasador Aleksandr Pietrow został w piątek wezwany do estońskiego MSZ w związku z wypowiedziami o wyzwoleniu Tallina przez Armię Czerwoną 22 czerwca 1944 roku, przy okazji 75. rocznicy tego wydarzenia.

Jak poinformowało estońskie radio publiczne ERR, Pietrow spotkał się z szefem departamentu politycznego w MSZ Lembitem Uibo; na spotkaniu omówione zostały - jak podano - kwestie historyczne dotyczące wydarzeń z 22 września 1944 r.

Wezwanie rosyjskiego ambasadora do MSZ zapowiedział w czwartek szef tego resortu Urmas Reinsalu. Miało to związek z wypowiedzią Pietrowa dla agencji TASS opublikowaną na początku tygodnia, która odnosiła się do 75. rocznicy wyzwolenia republiki bałtyckiej spod okupacji niemieckiej.

Według Reinsalu, ambasador w swojej wypowiedzi podkreślił, że mieszkańcy Estonii "szanują bohaterskie czyny żołnierzy ZSRR, które doprowadziły do wyzwolenia Estonii". Przypomniał też, że w szeregach Armii Czerwonej walczyli przedstawiciele wielu narodowości, w tym również "bohaterscy" estońscy żołnierze. Zdaniem ministra sposób przedstawienia tych wydarzeń mija się z prawdą i jest niezgodny z konstytucyjnymi podstawami estońskiej republiki.

Minister podkreślił, że na skutek tych wydarzeń Estonia została zajęta, a stanowisko władz kraju do obu okupacji jest w takich historycznych okolicznościach "wyraźnie negatywne".

Szef MSZ przypomniał, że kiedy jednostki Armii Czerwonej zajęły Tallin w 1944 r., oddziałów niemieckich nie było już w mieście, a powracający z Finlandii estońscy ochotnicy stawiali opór. Ostatecznie na baszcie "Długi Herman" na tallińskiej starówce trójkolorową niebiesko-czarno-białą flagę narodową zastąpiono flagą czerwoną.

Rosyjski ambasador podkreślił w wywiadzie, że w związku z wyzwoleniem spod okupacji niemieckiej w wielu estońskich miastach odbywają się uroczystości upamiętniające te wydarzenia organizowane wspólnie z weteranami czy stowarzyszeniami.

Przypomniał też, że dla uczczenia 75. rocznicy wyzwolenia Tallina 22 września odbędzie się pokaz fajerwerków, któremu towarzyszyć będą artyleryjskie salwy honorowe. Jest to część organizowanego w 2019 r. i 2020 r. przez rosyjskie ministerstwo obrony programu "Pamięć Zwycięstwa", tj. obchodów jubileuszu wyzwolenia radzieckich miast oraz wschodnio-europejskich stolic od nazistowskich najeźdźców.

W lipcu estońskie MSZ w związku ogłoszeniem przez Moskwę takiego sposobu upamiętnienia wojennych wydarzeń wystosowało protest, w którym inicjatywę Rosji uznało za niedopuszczalną. "Ponowne zajęcie Tallina nie przyniosło Estonii wolności, zamiast tego przyniosło sowiecką okupację, która trwała pół wieku" - oświadczył wtedy Reinsalu.

Estońska Socjalistyczna Republika Radziecka powstała w 1940 r. po aneksji przez ZSRR (w latach 1941-44 pod okupacją niemiecką) i funkcjonowała do 20 sierpnia 1991 r., kiedy to ogłoszono niepodległość kraju.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl