W tygrysiej skórze czy ruskiej siermiędze?

  

Gwałtowne wskoczenie Gruzji na czołówki światowych mediów świadczy, że tytuł, jaki zamierzałem nadać temu artykułowi – „Kaukaska cisza przed burzą?” – okazał się tak proroczy, że dziś nieaktualny. A już się niepokoiłem, że może ja z tym Kaukazem przynudzam, wciąż analizując tamtejsze wydarzenia, które na pierwszy rzut oka nie mają wiele wspólnego z interesami i bezpieczeństwem Polski. Ale czy w powszechnym odczuciu miała coś z nami wspólnego wojna domowa w Syrii czy w Libii, dopóki nie runęła stamtąd na Europę fala imigrantów? Dziś nikogo nie trzeba przekonywać, że jest to śmiertelne zagrożenie także dla Polski, choć inwazja islamskiej barbarii na razie do naszego kraju nie dotarła.

Gdy uzmysłowimy sobie, że w obu tych przypadkach, podobnie jak w powstaniu i terrorystycznej działalności tzw. Państwa Islamskiego, po uszy unurzana jest Rosja, warto się przyglądać potencjalnym nowym frontom, na których nagle mogą się pojawić zielone ludziki. A takich zapalnych punktów, w których Kreml w dowolnym momencie może rozniecić konflikt międzynarodowy, nie brakuje, a bierność europejskich mocarstw przeraża bezmyślną krótkowzrocznością.

UE nie będzie umierać za Tbilisi

Rozumiał to doskonale śp. prezydent Lech Kaczyński. Organizując w 2008 r. ekspedycję ratunkową dla zaatakowanej przez Rosję Gruzji, zwrócił się o solidarny w niej udział tylko do czterech rozumiejących w czym rzecz przywódców Europy Wschodniej, z góry znając ewentualną odpowiedź Europy Zachodniej: skoro kiedyś jej liderzy nie chcieli umierać za Gdańsk, to tym bardziej nie będą chcieli za jakieś Tbilisi czy inne Baku…

W rezultacie tej tchórzliwej obojętności Unii Europejskiej do dziś 20 proc. terytorium Gruzji znajduje się pod okupacją rosyjską, a kasandryczna przepowiednia Lecha Kaczyńskiego na wiecu w Tbilisi: „Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!” od 2014 r. zaczęła tragicznie się sprawdzać, na razie w odniesieniu do naszego wschodniego sąsiada także napadniętego przez Moskwę. Groźbie rozciągnięcia rosyjskiej wojny hybrydowej na inne wymienione kraje zapobiegły intensywne działania rządu Prawa i Sprawiedliwości po wygraniu wyborów, skutecznie zmierzające do zwiększenia militarnej obecności NATO na flance wschodniej oraz realizacja przez Jarosława Kaczyńskiego wymarzonej przez jego brata idei potężnego lokalnego sojuszu militarno-gospodarczego, znanego dziś jako Trójmorze.

Ta wsparta przez prezydenta USA Donalda Trumpa organizacja 12 państw Unii Europejskiej powinna zmierzać do rozszerzenia się w Międzymorze, najpierw o Ukrainę (z czasem może i Białoruś), następnie o również zagrożone przez rosyjski imperializm państwa kaukaskie – Gruzję i Azerbejdżan.

Koń trojański Moskwy na Kaukazie

Dlaczego nie wspomina się w tym kontekście także o Armenii? W Polsce Ormianie cieszą się sympatią od wieków, gdy w I Rzeczypospolitej byli zawsze wobec niej lojalną mniejszością etniczną, ale na Kaukazie, niestety również od wieków stanowili gorliwe zaplecze imperialnych zakusów Moskwy i w tej roli trwają po dziś dzień, skłóceni wskutek tego ze wszystkimi sąsiadami.

Ekipa premiera Nikola Pasziniana, który rok temu objął rządy na fali masowych protestów społecznych, próbuje realizować obiecaną wyborcom walkę ze straszliwą korupcją swoich poprzedników, ale idzie to opornie, bo obalony klan karabaski ma swoich ludzi wszędzie w strukturach państwa i sądy często umarzają postępowania przeciw członkom poprzednich władz – skąd my to znamy…

Zdewastowana gospodarka nie może się odbić od dna, a stosunki z jedynym sojusznikiem – Rosją – nie układają się najlepiej, bo Putin niezbyt ufa armeńskiemu przywódcy, który wszak doszedł do władzy dzięki faktycznemu buntowi narodu, co w uszach mieszkańca Kremla nie brzmi zbyt przyjemnie.

W dodatku Armenia nie ma bezpośredniej granicy ze swoim wielkim sprzymierzeńcem i jedyna droga dostaw towarów z i do Rosji to linia kolejowa przez Gruzję, dlatego tym bardziej dziwią ostatnie armeńskie ekscesy na terenie tego właśnie w miarę życzliwego sąsiada.
Chodzi o graniczący z Armenią i Turcją gruziński region Samcche-Dżawachetia, gdzie dominuje ludność armeńska przejawiająca coraz bardziej otwarcie tendencje separatystyczne. Miejscowi Ormianie z otwartym niemal wsparciem Erywania sabotują zarządzenia gruzińskich władz lokalnych, wysuwają absurdalne pretensje do starożytnych zabytków gruzińskiej kultury, stawiają nielegalnie pomniki armeńskim bojownikom walczącym po stronie Rosji przy zajmowaniu gruzińskiej Abchazji.

Znany politolog Tejmuraz Tumaniszwili, lider niegdysiejszej partii prezydenta Micheila Saakaszwilego, Związku Konstytucyjnych Demokratów, wprost oskarżył mniejszość armeńską o działania dywersyjne, identyczne jak te, które przed laty poprzedziły zajęcie i trwającą do dziś okupację azerbejdżańskiego Karabachu. Gruzińska policja stale wykrywa tajne składy broni armeńskich bojowników, którzy są finansowani przez wpływową diasporę. Ostatnio odbył się w USA telemaraton mający formalnie zebrać środki na budowę w Dżawacheti armeńskiego centrum kultury, w istocie zaś według władz gruzińskich – obozu szkoleniowego dla separatystów. Wziąwszy pod uwagę, że przez region ten przebiega strategiczny rurociąg Baku–Tbilisi–Cejhan transportujący azerbejdżańską ropę do Turcji, z czego Gruzja czerpie wielkie zyski za tranzyt, nie dziwi zaniepokojenie gruzińskich władz prowokacjami Ormian.

Ciachać Gruzję po kawałku

Sędziwy patriarcha Gruzji Eliasz II, cieszący się u rodaków równie wielkim autorytetem, jak niegdyś św. Jan Paweł II u Polaków, ostrzegł Gruzinów, by zachowali szczególną ostrożność, aby na wybuchu konfliktu nie skorzystała trzecia siła. Bezczynna nie pozostaje na Kaukazie i Rosja, na okupowanych terenach Gruzji wciąż bezkarnie przesuwając zbrojnie strzeżone granice separatystycznych republik Abchazji i Osetii Południowej w głąb kraju, a jednocześnie przy bierności jej obecnych władz masowo wykupując w Gruzji ziemię na potrzeby różnych „prywatnych” firm rosyjskich.

Amerykański ekspert ds. Rosji Michael Carpenter zauważył trzeźwo: „Właśnie spędziłem 3 dni w Gruzji i nie jestem pewien, czy władze zdają sobie sprawę ze skutków polityki »otwartych drzwi« wobec Rosji. Z tyloma »turystami« (hm, z FSB) i tak dużą ilością gruntów wykupywanych przez rosyjskich przedsiębiorców mogą się pewnego dnia obudzić w kraju okupowanym nie w 20, ale w 100 proc.”.

Na myśl o takich turystach, którzy według niegdysiejszego planu Wałęsy mieli w Polsce prowadzić swoje biznesy w byłych sowieckich bazach wojskowych, włos dęba staje, na szczęście nie jesteśmy w NATO bis i wspólnie z prawdziwym Paktem powinniśmy wspierać naszych kaukaskich przyjaciół w oporze przeciw wciąż rosnącemu wspólnemu zagrożeniu ze strony imperialnej Rosji.

Gruzińskie Marzenie – tamtejsze PO

Trauma po przegranej w 2008 r. wojnie spowodowała powszechny, w pełni zrozumiały lęk przed Rosją i kryzys zaufania do prezydenta Micheila Saakaszwilego, którego obwiniono o lekkomyślne rozpętanie wojny o Abchazję. W wyborach miażdżące zwycięstwo odniosła nowa partia Gruzińskie Marzenie oligarchy Bidziny Iwaniszwilego, który na mętnych interesach w Moskwie zarobił miliardy. Przekonał on Gruzinów swoją wersją „ciepłej wody w kranie”, obiecując powszechny dostatek i zapewnienie bezpieczeństwa ze strony Rosji poprzez wyrzeczenie się „wymachiwania szabelką”. Celowo używam tu retoryki liderów PO, bo sytuacja psychologiczna w Gruzji bardzo przypominała załamanie ducha w Polsce po katastrofie smoleńskiej.

Saakaszwili został oskarżony o wszelkie możliwe zbrodnie, nawet morderstwo, i opuścił Gruzję, wkrótce też został pozbawiony jej obywatelstwa, a jego bliscy współpracownicy byli skazywani na więzienie, partia zaś rozpadła się na liczne odłamy. Co prawda, już po kilku latach Gruzini przekonali się, że Marzenie okazało się nieskuteczne, ale w przypadku braku poważnej alternatywy w rozdrobnionej i nieprawdopodobnie skłóconej opozycji trzy lata temu ponownie powierzyli władzę klice Iwaniszwilego.

Jeszcze jedno podobieństwo z rządami PO u nas – nieprawdopodobny wzrost korupcji, niegdyś skutecznie zduszonej przez Saakaszwilego oraz liczne przejawy buty władzy i pogardy wobec własnego narodu, której ukoronowaniem stało się teraz udostępnienie przedstawicielowi okupanta możliwości przemawiania w języku wroga z miejsca przewodniczącego parlamentu Gruzji. Tego poniżenia Gruzini niezależnie od sympatii politycznych nie ścierpieli, co zaowocowało gwałtownymi zamieszkami.

Kolejny Majdan?

Nikt w Europie – nas, Polaków, nie wyłączając – nie zdaje sobie sprawy, że Gruzja jest krajem tak starożytnym, że wszystko w jej dziejach już było: potęga i chwała złotego wieku, i rozbiory, i wieki niewoli, więc też zasób symboliki narodowej jest ogromny i nadal znaczący. W tej światowej ojczyźnie wina (archeolodzy odkryli ślady tej wytwórczości sprzed 8 tys. lat!) największa relikwia to krzyż z gałązek winnej łozy przewiązany pasmem włosów św. Nino, która nawróciła Gruzję na chrześcijaństwo w IV w. po Chrystusie, a drugą ewangelią jest poemat narodowy „Rycerz w tygrysiej skórze”. W 2017 r. świętowano 800. rocznicę ofiarowania go przez autora królowej (a właściwie królowi, jak u nas królem była Jadwiga) Tamarze, uznanej po śmierci za świętą. Szota Rustaweli wysławia w nim prawdziwie gruzińskie cnoty: szlachetność uczuć, odwagę i bezwzględną wierność w miłości i przyjaźni. A teraz przed budynkiem parlamentu przy głównej arterii gruzińskiej stolicy noszącej imię właśnie Rustawelego rozpoczyna się może kolejna na terenach byłego sowieckiego imperium rewolucja godności, tak zawsze niezrozumiała zarówno dla władców Kremla, jak i ich poddanych, którym pojęcie godności jest całkowicie obce.

A dla Gruzinów, jak i Polaków jest to pojęcie kluczowe. To właśnie zachowywanie godności przez niechcących się kajać za grzech buntu nawet w piekle carskiej katorgi polskich powstańców doprowadzało do szowinistycznego szału Fiodora Dostojewskiego, w Gruzji zaś ci szczęśliwsi z polskich zesłańców, który zamiast na Sybir trafili na Kaukaz, spotkali się z powszechną sympatią i zrozumieniem.
W 1922 r. wdzięczna Polska przyjęła rozbitków gruzińskiej armii po krwawym podboju ich kraju przez Sowiety. Ich kapelan, profesor Uniwersytetu Warszawskiego ks. Grzegorz Peradze, w homilii do współbraci wygnańców mówił:

„Największą udręką nie jest to, żeś wyzuty z ojczyzny, największą karą Boską jest, gdyś wyzuty z ludzkiej godności i czci!”.

Gruzińscy oficerowie Wojska Polskiego podczas II wojny światowej odznaczyli się bohaterstwem w obronie swojej drugiej ojczyzny, walcząc ramię w ramię z Polakami na wszystkich frontach i wraz z nimi ginąc i w Tobruku, i w Katyniu, a sam Peradze za współpracę z AK w ratowaniu Żydów został zamordowany w KL Auschwitz. Od 1995 r. jest jedynym świętym wśród poległych wykładowców UW, uznanym przez sobór Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego – jednej z najstarszych autokefalii na świecie – za męczennika. We wspomnianej homilii św. Grzegorz tę naturalną potrzebę godności osobistej i narodowej uzasadnił nader ciekawie:

„Po gruzińsku opis życia świętego nosi tytuł »Żywot i obywatelstwo«. Słowo »obywatelstwo« oznacza tu jego duchowe życie, walkę z samym sobą, warunkami zewnętrznymi i mrokiem. I nie tylko obywatelstwo świętego, ale każdego, jest złożeniem samego siebie w ofierze, oddaniem siebie na pastwę ognia, aby dać światło innym. I Jezus Chrystus przyszedł, aby powiedzieć nam to, co każdy Gruzin powinien mieć wypisane na czole: Kto okazał się niegodny jako obywatel tego świata, ten będzie niegodny obywatelstwa na tamtym świecie”.

Dziś od stopnia poczucia obywatelskości zależy, czy Gruzini zrzucą wreszcie zafundowaną im przez posłuszną Moskwie władzę ruską siermięgę pokornego mużyka i wspomniawszy cnoty rycerza w tygrysiej skórze odbudują narodową dumę i godność.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl