Polak skazany w Rosji na 14 lat kolonii karnej. Polskie MSZ pomaga mężczyźnie i jego rodzinie

zdjęcie ilustracyjne / Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zna sprawę obywatela Polski skazanego w Rosji i co za tym idzie udziela mu pomocy, pozostaje w kontakcie z nim i jego bliskimi - poinformowała rzeczniczka resortu Ewa Suwara. Dziś mężczyzna został skazany na 14 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.

Agencja TASS poinformowała, że Moskiewski Sąd Miejski skazał obywatela polskiego oskarżonego o szpiegostwo na 14 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Według FSB, skazany próbował organizować przewóz do Polski części do systemów rakietowych S-300.

Rzeczniczka MSZ w rozmowie z PAP podkreśliła, że resort nie komentuje wyroku dla "obywatela Polski skazanego w Rosji"

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zna sprawę i co za tym idzie udziela pomocy obywatelowi polskiemu i pozostaje w kontakcie z nim i jego bliskimi 

- powiedziała PAP Suwara.

Jeśli chodzi o decyzje, co do dalszych działań, to obywatel Polski podejmie ją w konsultacji ze swoim obrońcą, natomiast konsul jest gotów przekazać pomoc zgodnie z kompetencjami i obowiązującym prawem oraz oczywiście wolą obywatela polskiego, bo to jest najważniejsze - konsul działa tylko wtedy, kiedy obywatel o pomoc wystąpi 

- dodała rzeczniczka MSZ.

Rosyjska agencja przekazała komunikat Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), która podała, że funkcjonariusze tych służb zatrzymali Polaka na "gorącym uczynku". Według FSB, polski obywatel "próbował organizować wywiezienie z Federacji Rosyjskiej do Polski produkcji o przeznaczeniu wojskowym, zawierającej informacje stanowiące tajemnicę państwową".

Proces rozpoczął się 10 czerwca. Artykuł kodeksu karnego, którego dotyczyły zarzuty wobec polskiego obywatela, przewiduje karę od 12 do 20 lat pozbawienia wolności. TASS podaje, że sprawę karną wszczął i prowadził zarząd FSB w Moskwie i obwodzie moskiewskim.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ktoś zastrasza ukraińskich VIP-ów?

/ Tohaomg [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)]

  

Zwolennicy reform na Ukrainie stali się celem kampanii zastraszania, która ma "sparaliżować ich działania" i ich "uciszyć" - alarmuje ukraiński bank centralny w oświadczeniu wydanym po spaleniu się domu byłej szefowej tego banku, Walerii Hontariewej.

"To już nie jest seria incydentów, to jest TERROR. Na celu ma zastraszyć zwolenników reform, dawnych i obecnych, sparaliżować nasze działania, uciszyć nas. Nie będziemy cicho"

- głosi oświadczenie banku centralnego.

Komunikat pojawił się dzień po tym, jak położony pod Kijowem dom byłej prezes tej instytucji całkowicie spłonął w poniedziałek wieczorem. Policja przekazała we wtorek, że bada sprawę pod kątem podpalenia.

Hontariewa od dawna twierdziła, że otrzymuje pogróżki od ukraińskiego oligarchy Ihora Kołomojskiego. Kierowała ona bankiem centralnym w 2016 r., czyli wtedy, gdy należący do Kołomojskiego PrivatBank został znacjonalizowany z powodu stwierdzonych przestępstw finansowych.

To trzeci już podejrzany incydent dotyczący Hontariewej, obecnie współpracowniczki londyńskiego think tanku Institute of Global Affairs. Pod koniec sierpnia została ona potrącona w Londynie przez przejeżdżający samochód, a wcześniej w tym samym miesiącu samochód zarejestrowany na jej synową został podpalony w Kijowie.

Ponadto w ostatnim czasie policja przeszukała dom Hontariewej w ramach dochodzenia wobec urzędników odpowiedzialnych za nacjonalizację Privatbanku.

Kołomojski twierdzi, że nie ma związku z tymi zajściami. Przekonuje też, że jego słowa z wcześniejszego wywiadu o tym, że "pomoże" Hontariewej w powrocie z Londynu do kraju, nie stanowiły groźby.

Rzeczniczka prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, Julia Mendel, napisała na Twitterze, że szef państwa "oczekuje od odpowiednich służb niezwłocznego zbadania tej prowokacji". Podkreśliła, że sprawa podpalenia powinna być przez służby traktowana priorytetowo.

W 2016 r. rząd ukraiński znacjonalizował PrivatBank, największego pożyczkodawcę w kraju, gdy regulatorzy uznali go za niewypłacalny w wyniku oszustw na kwotę 5,5 mld dol. Władze wszczęły postępowanie wobec właścicieli banku - Kołomojskiego i Hennadija Boholubowa, ci zaś zaskarżyli decyzję o nacjonalizacji. Nieoficjalne rozmowy w sprawie ugody, zawieszone za prezydentury poprzedniego szefa państwa Petra Poroszenki, zostały wznowione, gdy wiosną br. prezydentem Ukrainy został Zełenski - podał "Financial Times".

Premier Ukrainy Ołeksij Honczaruk, cytowany przez "FT", powiedział, że Zełenski będzie dążył do kompromisowego rozwiązania w sprawie PrivatBanku. Jak zauważa gazeta, słowa te prawdopodobnie wzmogą obawy zachodnich państw popierających rząd Zełenskiego, wywołane siecią powiązań między nowym prezydentem a Kołomojskim, które kładą się cieniem ma reformatorskich planach nowego szefa państwa i jego wysiłkach na rzecz odprężenia w relacjach z Rosją.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl