Wydawałoby się, że w ringu bokserskim rządzą jasne reguły. Gala w Rydze była jednak tego jawnym zaprzeczeniem. Najpierw skandaliczna walka nad którą kompletnie nie zapanował sędzia ringowy. Uderzenie łokciem i ciosy po gongu kończącym rundę. A teraz zamieszanie dotyczące stawki pojedynku.

Pierwotnie walkę anonsowano jako pojedynek o tytuły WBO i WBC, ale ta druga organizacja jeszcze przed walką nie zgodziła się na zaproponowaną obsadę sędziowską. Nerwowe negocjacje pomiędzy federacją, a organizatorami gali trwały do samego końca, jednak nie zakończyły się powodzeniem. Jeżeli chodzi o pas WBO, to możliwe że Polak nadal jest jego posiadaczem. Wprawdzie federacja pogratulowała Briedisowi wygranej, ale pasa mu nie przekazano do dziś i chyba nikt w tym momencie nie wie czy to w ogóle nastąpi. Krótko mówiąc: cyrk.

Nowy mistrz WBO? Niekoniecznie

Supervisor walki z ramienia federacji WBO Istvan Kovacs po pojedynku przyznał:

Gdyby po uderzeniu łokciem Krzysztof Głowacki zgłosił niezdolność do walki, sędzia zdyskwalifikowałby Briedisa.

Wygląda na to, że Polak przegrał przez uczciwość. Czy straci pas - na razie nie wiadomo. Być może na decyzję w tej sprawie wpływ będzie miała presja promotora Andrzeja Wasilewskiego, który złożył protest. Podobne działanie po walce zapowiadała TVP, która transmitowała pojedynek.

Sam "Główka" w rozmowie z Przeglądem Sportowym przyznał, że do Łotysza pretensji mieć nie będzie, jeżeli ten da mu rewanż. Polak powiedział, że faktycznie po faulu mógł zostać na deskach, ale mimo że był ogłuszony i "gwizdało mu w uszach" uczciwie chciał boksować dalej. Szkoda by było, gdyby jego sportowe podejście okazało się ostatecznie tylko naiwnością.

Świat boksu nie ma wątpliwości - walka w Rydze zakończyła się skandalem