Warszawski sąd okręgowy uznał dziś byłego szefa KPRM Tomasza Arabskiego winnym niedopełnienia obowiązków przy organizacji lotu do Smoleńska z 10 kwietnia 2010 r. i skazał go za to na karę 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Sąd orzekł też o winie urzędniczki kancelarii premiera Moniki B. Według sądu nie dopełniła ona obowiązków funkcjonariusza publicznego. B została skazana na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Troje pozostałych oskarżonych urzędników sąd uniewinnił. Wyrok jest nieprawomocny.

Uzasadniając wyrok, sędzia Gąsior podkreślał, że do określenia zakresu uprawnień oskarżonych konieczne jest przyjrzenie się aktom normatywnym takim jak m.in.: instrukcja HEAD określająca procedury lotów najważniejszych osób w państwie i porozumienie zawarte między kancelariami premiera, prezydenta, Sejmu, Senatu i MON z 2005 r.

Podkreślił, że Tomasz Arabski niewątpliwie wiedział o udziale prezydenta w uroczystościach w Smoleńsku oraz o zamiarze wykorzystania do tego celu specjalnego wojskowego transportu. Przywołał w tym kontekście wypowiedź Arabskiego dotyczącą organizacji lotu. - Jakie samoloty mogą wylądować w Smoleńsku? Czy prawdą jest, że lotnisko może nie otworzyć się na kwietniowe uroczystości mimo, że były inne uzgodnienia? – pytał Arabski w marcu 2010 r. stronę rosyjską.

Jak podkreślił sędzia Gąsior, Arabski - jako koordynator organizacji lotów - nie dopełnił ciążących na nim obowiązków. - Zamiast odmówić realizacji zapotrzebowania na wykorzystanie wojskowego specjalnego transportu na lot do Smoleńska, prowadził z przedstawicielem strony rosyjskiej rozmowy o możliwości wykonania takiego lotu – podkreślił sędzia.

Odnosząc się do Moniki B., która w KPRM wykonywała czynności związane ze złożonym zapotrzebowaniem na lot 10 kwietnia 2010 r., sąd uznał, że miała ona świadomość „nienależytego wykonania ciążących na niej obowiązków” w zakresie zorganizowania lotu 10 kwietnia 2010 r.

- Monika B. w ocenie sądu jednocześnie godziła się na to, że swoim zachowaniem działa na szkodę interesu publicznego i prywatnego – dodał sędzia.

- Wydaje się być oczywiste dla każdego, że lotnisko określane przez przedstawicieli kraju przyjmującego jako zamknięte, nieczynne, niedziałające, nie może być czynne, z czego oskarżona (...) musiała zdawać sobie sprawę

– podkreślił sędzia.