Do budowy "jak najszerszego, prodemokratycznego bloku na wybory parlamentarne" wezwały w sobotę w Warszawie na wspólnym posiedzeniu rady krajowe obu ugrupowań. Podjęto też decyzję o połączeniu obu klubów parlamentarnych.

Lider PO Grzegorz Schetyna zapowiedział wtedy zorganizowanie "nowego sztabu i profesjonalnego zaplecza".

W nowym sztabie znajdą się wybitni fachowcy, ludzie i energetyczni i profesjonalni. Będzie tam m.in. Krzysztof Brejza, Adam Szłapka, zapraszam także Jacka Karnowskiego. Będziemy tam wszyscy

- mówił w sobotę Schetyna.

Szłapka był pytany w Radiu TOK FM, czy to prawda, że jest "jednym z kierowników budowania sztabu wyborczego PO i Nowoczesnej". Polityk przyznał, że mówił o tym Schetyna, ale wymienił trzy nazwiska. "My razem od dzisiaj będziemy ten sztab tworzyć i budować" - poinformował.

Poseł Nowoczesnej ocenił, że taki sztab "to jest ciekawa konstrukcja". Jak dodał obaj z Brejzą mają doświadczenia w kampaniach wyborczych, bezpośrednich z ludźmi. Podkreślił też, że prezydent Sopotu Jacek Karnowski "jest w stanie zebrać samorządowców, którym teraz bardzo zależy na tym, żeby nie zwyciężyło ugrupowanie, które zaczęło sobie "ostrzyć pazury" na samorządy".

Bo to widać bardzo wyraźnie po wypowiedziach polityków Prawa i Sprawiedliwości. A jednocześnie to są ludzie, którzy doskonale rozumieją wszystkie wspólnoty lokalne, mają bardzo wysoki autorytet i myślę, że to jest świetny ruch, żeby zaangażować samorządy

- zauważył Szłapka.

Według niego "dla większości ludzi jest to motywacją do wyborów, aby "poszczególny działacz" został posłem".

"Oczywiście to jest bardzo ważne i trzeba znaleźć super zmotywowanych ludzi do tego, żeby walczyć o każdy mandat, żeby była bardzo dobra, pozytywna rywalizacja na listach (wyborczych)"

- zaznaczył.

Polityk zwrócił uwagę, że w poprzednich wyborach do parlamentu PO zdobyła 24 proc. głosów, co "dało 140 mandatów", a w majowych eurowyborach Grzegorz Schetyna, wspólnie z innymi liderami partyjnymi, zbudował szeroką formację, wykonał "świetną robotę polityczną", co zaowocowało poparciem 38 proc. wyborców.

"Gdyby się udało to utrzymać, a to powinno być naszym celem, i wzmocniono by to jeszcze sensownymi samorządowcami, to taka formacja ma szansę na 43-44 proc. (głosów)"

- przekonywał poseł. Przełożyłoby się to na 230-240 mandatów w Sejmie - ocenił. "To jest o te 80 mandatów więcej, niż miała Platforma Obywatelska w poprzednich wyborach" - zauważył.

Szłapka był też pytany o uzasadnienie dla budowania "wielkiego bloku" na wybory i czy nie lepiej byłoby "wzmocnić" Platformę Obywatelską, jako już silną partię. Polityk odparł, że trzeba wyciągać wnioski z tego, że "poglądy Polaków są dużo mniej spolaryzowane, niż to wynika z obserwacji bieżącej sceny politycznej".

Generalnie nie lubię takiej polaryzacji, nie lubię takiego podziału. Uważam, że Polacy mają różne poglądy i wolałbym, chciałbym o to walczyć, żeby była inna ordynacja wyborcza, która będzie "bezpieczniejsza" dla demokracji. Ale ordynacja wyborcza jest taka, jaka jest, a w Polsce opozycyjnej, dzisiaj są poglądy konserwatywne, konserwatywno-chadeckie, liberalne, centrolewicowe, lewicowe. Możemy je też inaczej nazywać. Robert Biedroń używa słowa "progresywne", a ja mogę mówić "poglądy otwarte"

- wyjaśnił.

Szłapka przekonywał, że "jeżeli nie uda się zebrać i zmontować z tego szerokiej listy, to te wszystkie poglądy wystartują (w wyborach). I koniec-końców, opozycja będzie dosyć podzielona. Wejdą różne ugrupowania do Sejmu, ale to jest realizacja scenariusza węgierskiego, bo D'Hondt jest nieubłagany. I my nie możemy spełniać marzeń sennych (prezesa PiS) Jarosława Kaczyńskiego, idąc opozycją podzieloną do wyborów, tylko powinniśmy wyciągnąć wnioski i z poprzednich wyborów z 2015 roku, i ze scenariusza węgierskiego" - ostrzegał Szłapka.

Według niego, gdyby "przenieść" frekwencję i wyniki majowych eurowyborów na najbliższe wybory w październiku, to 6 proc. poparcia dla partii Roberta Biedronia "dawałoby 9 mandatów" (w Sejmie).

"Przy poparciu 38 proc. wyborców, każdy punkt procentowy więcej, daje 5 mandatów, albo nawet więcej. A więc opłaca się rozmawiać, bo jeżeli Robert Biedroń te 5 proc. by dodał do koalicji, to może mieć nie 9 mandatów, tylko 15"

- zauważył polityk.