Na zakończenie turnieju w Belgii polskie siatkarki zafundowały sobie ponad dwuipółgodzinny horror, ale szczęśliwie zakończony po tie-breaku. Dwa zdobyte punkty sprawiają, że biało-czerwone wciąż mogą realnie myśleć o awansie do turnieju Final Six, w którym zagra pięć najlepszych zespołów fazy zasadniczej plus gospodarz Chiny.

Polki z Rosjankami zagrały jednak słabiej, popełniały sporo błędów w ataku, co wcześniej im się nie zdarzało. Nie zawodziła natomiast liderka Malwina Smarzek. Marlena Pleśnierowicz rozgrywała trochę jednostronnie, ale Smarzek miała wysoki procent skuteczności, dlatego taka taktyka zdawała egzamin.

Dobry atak osiemnastoletniej Magdaleny Stysiak

Kłopoty zaczęły się w drugiej partii, w której końcówce Polki wygrywały już 21:18. Smarzek nie była jednak w stanie kończyć każdej akcji i Rosjanki wykorzystały drugą piłkę setową.

Dość podobnie wyglądała kolejna odsłona. Obie drużyny grały falami, zdarzały im się kilkuminutowe kryzysy, czym doprowadzały swoich trenerów do irytacji. Końcówkę biało-czerwone przegrały trochę na własne życzenie. Przy prowadzeniu 23:22 na kontrze Kamila Witkowska źle dograła do Pleśnierowicz i rywalki doprowadziły do remisu. W decydujących momentach doświadczona Parubiec obiła blok, a przy trzecim setbolu dla Rosji Natalia Mędrzyk zaatakowała w siatkę.

Niezawodna Malwina Smarzek zakończyła mecz z 33 punktami na koncie

Polki wróciły do dobrej gry w kolejnych dwóch partiach. Coraz lepiej funkcjonował blok, dobre zmiany dały Zuzanna Efimienko-Młotkowska i Witkowska. W drugiej części tie-breaka - przy prowadzeniu 10:9 - w polu zagrywki stanęła Pleśnierowicz i została w nim od końca spotkania. Polki postawiły blok, który okazał się ścianą nie do przejścia dla Rosjanek, i zdobyły sześć punktów z rzędu.

Polska - Rosja 3:2 (25:23, 24:26, 25:27, 25:20, 15:9)