Widać wyraźnie, że gdyby były minister sprawiedliwości chciał przetrwać politycznie, powinien myśleć o powrocie do PiS-u. W Solidarnej Polsce przepadnie.

Nigdy bym nie zrobił Jarosławowi Kaczyńskiemu tego, co PiS nam zrobił. Nie wysłałbym młodzieżówki po to, by w czasie jego przemówienia wołała „Ziobro, Ziobro” – żalił się ostatnio Zbigniew Ziobro w TVN24. Ze stacji tej politycy Solidarnej Polski prawie nie wychodzą.

Biedny Ziobro w programie wysypał się zupełnie, że nie zna ani Wolanda, ani kota Behemota i że nawet nie zaświtało mu w głowie, że mogą mieć coś wspólnego z „Mistrzem i Małgorzatą”. Aż żal było patrzeć. Lider Solidarnej Polski, po tym jak cała Polska zobaczyła go, gdy łamiącym się głosem mówił do mikrofonu trzymanego w trzęsącej się dłoni, wzbudza dziś współczucie, zamiast nadziei na stworzenie silnego ugrupowania. Ostatnie dni bezlitośnie pokazały – ani siły intelektualnej, ani odporności psychicznej, ani charyzmy raczej nie ma. Przyznam jednak, że gdy obserwuję te zmagania, to myślę, że lider SP spalił się nie tylko na własne życzenie. Że być może jego prawa ręka – dobrze nam znany z niejednej politycznej inicjatywy Jacek Kurski – już wie, że sam mógłby być liderem i zająć miejsce słabego Ziobry. Bo czym innym wytłumaczyć wystawienie znacznie mniej doświadczonego w walkach partyjnych polityka do nierównej, bezpośredniej rywalizacji z Jarosławem Kaczyńskim w obecności tłumów zwolenników tego ostatniego?   

Traf chciał, że byłam jeszcze na demonstracji, gdy Ziobro przemawiał. I widziałam to swoiste samospalenie lidera Solidarnej Polski. To nie młodzieżówka PiS-u (choć ona być może też) skandowała podczas jego przemówienia „Jarosław”, tylko zwykli ludzie, którzy brali udział w marszu. Ale też krzyczeli „Wracaj do PiS-u” i „Jedność”. W czasie wystąpienia Ziobry te okrzyki pojawiały się kilkakrotnie. Były momenty, gdy niezależnie od siebie, ludzie z jednej strony ulicy i placu przed Belwederem krzyczeli „Powrót do PiS-u”, a z drugiej „Jedność”. I było to zupełnie spontaniczne, oddawało to, co ludzie ci myśleli i czego chcieli. Nastrój dziesiątków tysięcy ludzi pokazywały też brawa – dwa, trzy razy podczas całego wystąpienia, niezbyt głośne. Dopiero gdy lider Solidarnej Polski odpowiedział Jarosławowi Kaczyńskiemu: „Jesteśmy razem. To, co było, zapomnieliśmy. Chcemy działać razem”, dostał rzęsiste oklaski. Ale dopiero wtedy. Dystans do niego był znakomicie wyczuwalny. 

To oczywiste, że lepiej dla Ziobry byłoby tego dnia nie przemawiać. Było to zupełnie jasne w kilka chwil po tym, gdy tłum entuzjastycznie przyjął wystąpienie lidera PiS-u, gdy było widać, że to w Kaczyńskim zebrani na marszu w obronie wolności słowa i telewizji Trwam widzą swojego lidera. Sprostać takiemu wyzwaniu – wyjść i próbować trafić w tej sytuacji do tych dziesiątków tysięcy – jakąż trzeba byłoby mieć charyzmę, hart ducha i osobowość! 

Pewnie mówiono mu: musisz, masz być równorzędnym liderem, drugim płucem itp. „Fakt” opublikował na swoim portalu materiał filmowy z demonstracji pokazujący zbitą gromadkę polityków Solidarnej Polski stłoczoną wokół Ziobry na kilka chwil przed tym, jak miał przemawiać do demonstrantów. Jacek Kurski podał mu coś do picia z małej buteleczki. Wyglądało to tak, jakby trenerzy zawodnika wagi piórkowej wystawiali go do walki z zawodnikiem wagi ciężkiej i mówili: dasz radę, choć dobrze wiedzieli, że wynik walki jest przesądzony. Solidarna Polska idzie drogą PJN-u. Odrzuciła możliwość powrotu do PiS-u i realizuje własne interesy. Jednym z nich, często wymienianym w kuluarach, jest ponowna kadencja w europarlamencie dla Kurskiego, Ziobry, Cymańskiego – dwie kadencje zapewniają wysoką dożywotnią emeryturę. W ostatnich dniach przeprowadzono dowód, że Ziobro nie zapewni osiągnięcia tego celu. Z brylującego w „Gazecie Wyborczej” czy TVP Jacka Kurskiego bije już pewność siebie lidera in spe. Widać wyraźnie, że gdyby były minister sprawiedliwości chciał przetrwać politycznie, powinien myśleć o powrocie do PiS-u. W Solidarnej Polsce przepadnie.