Szok, jakim był dla komunistów w Warszawie i Moskwie wybór Karola Wojtyły na papieża, szybko ustąpił miejsca gorączkowym analizom. Towarzysze zdawali sobie sprawę, że ten wszechstronnie wykształcony kardynał z Krakowa, stanowić będzie dla nich wielkie zagrożenie. W dokumentach ukraińskiego KGB, sporządzonych krótko po wyborze czytamy: „[…] Wojtyła opowiedział się za <>, czyli faktycznie wezwał duchowieństwo katolickie do przeprowadzenia masowych mszy, procesji do lokalnych kościołów i pielgrzymek do <>, co może być wykorzystane przez reakcyjnie nastawione duchowieństwo do rozpalania wśród wierzących fanatyzmu religijnego, propagowania reakcyjnych i nacjonalistycznych poglądów, wzmocnienia wspólnot katolickich”. Takie wnioski sowieccy towarzysze wyciągnęli na podstawie tego, co Jan Paweł II, powiedział podczas inauguracji pontyfikatu, a następnie powtórzył podczas swojej pierwszej pielgrzymki: „[…] Nie przestanę powtarzać: „Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Otwórzcie drzwi jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju”. Rosjanie nie byli w stanie myśleć w innych kategoriach niż walka klas, nie dziwi więc, że sowiecki ambasador w Warszawie Boris Aristow, nazwał nowego papieża – „jadowitym antykomunistą”.

Przez Meksyk do Polski

W swoją pierwszą podróż apostolską papież wybrał się do Meksyku. Była to decyzja niezwykle odważna. Jan Paweł II postanowił „otworzyć drzwi” w kraju od lat rządzonym przez antyklerykałów. W kraju w którym nie można było odprawiać mszy świętych po za murami kościołów, a księża mieli zakaz noszenia sutanny w miejscu publicznym. Mimo wielu trudności pielgrzymka okazała się być wielkim sukcesem. Miliony mieszkańców Meksyku pokochały papieża, który mówił do nich między innymi „[…] chcę być waszym głosem, głosem niemogących mówić lub niesłyszanych”. Po raz pierwszy i nie ostatni wizyta Jana Pawła II odmieniła „oblicze tej ziemi”. Kiedy kilka miesięcy temu po raz kolejny byłem w Meksyku, ponownie mogłem się przekonać, jak żywa jest pamięć o naszym papieżu i jak wielkim szacunkiem jest on tam darzony, i to nie tylko tych przez wierzących. Jan Paweł II wspominał: „Pamiętam, że wyjazd do Meksyku traktowałem trochę jak <>, która mogła otworzyć mi drogę do polskiej pielgrzymki. Sądziłem bowiem, że komuniści w Polsce nie będą mogli odmówić mi pozwolenia na przyjazd do Ojczyzny, skoro zostałem przyjęty przez kraj o tak świeckiej konstytucji jak ówczesny Meksyk”.

Trudne negocjacje z władzami PRL

Już kilka dni po wyborze papież zadeklarował chęć przyjazdu do Polski:  „Bardzo pragnę przybyć do was na dziewięćsetną rocznicę świętego Stanisława, do której tak serdecznie przygotowywaliśmy się z archidiecezją  i metropolią krakowską, a także z całą Polską – bo przecież to jubileusz najstarszego jej patrona”. Dla komunistów ten termin był nie do przyjęcia. (...) Breżniew mówił Gierkowi: „Radzę wam, nie przyjmujcie go, bo będziecie z tego mieli wielkie kłopoty”. Ostatecznie postanowiono, że dziewięciodniowa pielgrzymka do Polski rozpocznie się 2 czerwca...

Cały artykuł Piotra Dmitrowicza można przeczytać w tygodniku GP.