Dziesiątki ofiar eksplozji w Rosji. Tragedia w zakładach produkcji ładunków wybuchowych

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com /Creative Commons CC0/code404

  

W wyniku dzisiejszych eksplozji w fabryce materiałów wybuchowych w Dzierżyńsku w europejskiej części Rosji ranne zostały 43 osoby, a 15 z nich przebywa w szpitalu - poinformował rosyjski resort zdrowia. Według władz miasta fala uderzeniowa uszkodziła ok. 200 budynków.

Wcześniej informowano o 39 rannych i 10 hospitalizowanych. Z wstępnych danych wynika, że nikt nie zginął. Agencja TASS pisze, że wśród poszkodowanych są pracownicy fabryki oraz mieszkańcy miasta, ranieni kawałkami szyb z wybitych przez falę uderzeniową okien.

Dwie osoby są uznawane po wybuchach za zaginione - poinformował zastępca gubernatora obwodu niżnonowogrodzkiego Dmitrij Krasnow w oświadczeniu wyemitowanym przez państwowy kanał telewizyjny Rossija 24.

Około 180 z uszkodzonych budynków to domy i bloki mieszkalne. Fala uderzeniowa wybiła okna w budynkach w promieniu trzech kilometrów od fabryki Kristałł.

W związku z wypadkiem władze miasta wprowadziły stan nadzwyczajny na terytorium przyległym do zakładów. Mer miasta Iwan Noskow wskazał, że stan nadzwyczajny pozwoli na natychmiastowe rozpoczęcie prac naprawczych, w tym na wstawienie wybitych przez falę uderzeniową okien. Zapewnił, że mieszkańcom nie grozi niebezpieczeństwo. Miejscowe władze podkreślają także, że nie ma zagrożenia skażeniem powietrza.

Według mediów za wstępną przyczynę wypadku uznaje się zakłócenie procesu produkcyjnego i naruszenie zasad bezpieczeństwa.

Przedstawiciel sztabu operacyjnego na miejscu zdarzenia przekazał, że nie ma zagrożenia kolejnymi wybuchami w zakładach Kristałł. Jak podaje TASS, do wybuchów doszło w hali, gdzie produkowany był trotyl. Hala została całkowicie zniszczona.

Pożar, który wybuchł w wyniku eksplozji, zlokalizowano na 1200 m kw. - 800 m kw. na terenie zakładów i 400 m kw. w obrębie okolicznego lasu. Ogień ugaszono już w obiekcie, w którym magazynowano materiały wybuchowe i amunicję, w tym bomby lotnicze - podały media.

Dochodzenie w sprawie wypadku wszczął Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. Dzierżyńsk zamieszkuje ok. 260 tys. ludzi. Miasto jest położone 34 km na zachód od Niżnego Nowogrodu. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Równo sto dni protestów w Hongkongu

zdjęcie ilustracyjne / Studio Incendo CC BY 2.0

  

Fala prodemokratycznych protestów w Hongkongu nie ustaje, nawet po obietnicy wycofania projektu umożliwienia ekstradycji do Chin kontynentalnych, który ją wywołał. Dziś mija 100 dni od pierwszej masowej demonstracji z udziałem setek tysięcy osób.

Od manifestacji z 9 czerwca protesty trwają niemal bez przerwy i przybierają różne formy: od strajków i głodówek, przez żywe łańcuchy i wielkie pokojowe marsze, po blokady ulic, akty wandalizmu i starcia z policją. W toku protestów ich uczestnicy włamali się m.in. do siedziby lokalnego parlamentu i praktycznie zablokowali na dwa popołudnia hongkońskie lotnisko.

W starciach obrażenia odniosły setki, a według niektórych szacunków nawet ponad 2 tys. osób, w tym co najmniej 200 policjantów. Zatrzymano ponad 1 100 osób, a część z nich usłyszała zarzuty „udziału w zamieszkach”, za co grozi 10 lat więzienia. Swoje własne manifestacje sprzeciwu wobec władz urządzali uczniowie szkół średnich, studenci, lekarze i pielęgniarki, prawnicy i pracownicy administracji publicznej, a w strajku generalnym 5 sierpnia uczestniczyło według lokalnych mediów około pół miliona osób.

Protestującym udało się zmusić władze do obietnicy wycofania kontrowersyjnego projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego. Niespełnione pozostają jednak cztery pozostałe postulaty: powołania niezależnej komisji śledczej do zbadania działań rządu i policji, uwolnienia wszystkich zatrzymanych demonstrantów, nienazywania protestów „zamieszkami” i powszechnych, demokratycznych wyborów.

Hongkońskie władze ostrzegały, że protesty odbijają się na gospodarce regionu i mogą zepchnąć go w recesję. Szefowa lokalnej administracji Carrie Lam oceniła na jednej z konferencji prasowych, że demonstracje i trwająca wojna handlowa między Chinami a USA wpływają na gospodarkę Hongkongu bardziej niż epidemia SARS w 2003 roku.

Postulaty niezależnego śledztwa, uwolnienia zatrzymanych i nienazywania protestów „zamieszkami” pojawiły się po okupacji okolic parlamentu z 12 czerwca. Policja użyła wtedy gazu łzawiącego, gumowych kul i pałek przeciwko demonstrantom, rzucającym plastykowe butelki i atakującym parasolami. Rannych zostało co najmniej 81 osób.

Z biegiem czasu mnożyły się przypadki kontrowersyjnych interwencji policji, a wśród demonstrantów narastały opinie, że jedynym prawdziwym wyjściem z kryzysu byłyby demokratyczne wybory. Wiele osób sądzi, że szefowa lokalnej administracji, wybierana przez propekiński komitet elektorów, jest tylko namiestnikiem rządu centralnego i nie liczy się ze zdaniem Hongkończyków.

Wskazówek co do faktycznej roli Pekinu dostarczyły wypowiedzi Lam ze spotkania z przedsiębiorcami, do nagrania których dotarła agencja Reutera. Szefowa władz Hongkongu powiedziała, że „gdyby miała wybór, to po pierwsze podałaby się do dymisji”. Dodała również, że „pole manewru szefa administracji jest bardzo ograniczone”, ponieważ sprawa urosła do „rangi krajowej”.

Lam twierdziła później, że nigdy nie proponowała rządowi centralnemu swojej dymisji, a decyzja o pozostaniu na stanowisku jest jej własnym, choć trudnym wyborem. Zapewniała również, że Pekin „rozumie, szanuje i popiera” jej decyzje, w tym tę o wycofaniu projektu.

W ostatnich tygodniach władze konsekwentnie odmawiają zgody na kolejny duży, pokojowy marsz protestu, planowany przez Obywatelski Front Praw Człowieka (CHRF). Na ulice regularnie wychodzą jednak radykalni demonstranci, którzy coraz częściej sięgają po brutalne i destrukcyjne metody działania. Rzucają koktajle Mołotwa, podpalają ustawione na ulicach barykady, dewastują stacje metra i biją osoby, które podejrzewają o współpracę z policją.

Część obserwatorów obawiała się, że chińskie władze mogą stłumić protesty przy użyciu wojska. Na nagraniu opublikowanym przez Reutera Lam zapewnia jednak, że Pekin nie oczekuje rozwiązania tej sprawy przed obchodami 70. rocznicy proklamacji ChRL 1 października i jest skłonny przeczekać protesty. Ocenia też na podstawie „wyczucia sytuacji i poprzez dyskusje”, że rząd centralny „absolutnie nie ma planu” wysyłania Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ALW) na ulice Hongkongu, ponieważ dba o międzynarodowy wizerunek Chin.

Komunistyczne władze ChRL deklarują poparcie dla Lam i hongkońskiej policji, potępiają protesty i oskarżają „obce siły”, szczególnie Wielką Brytanię i USA, o sianie fermentu w regionie. Podległe władzom media Chin kontynentalnych określają protestujących jako brutalnych separatystów, mimo że wśród ich głównych postulatów nie ma odniesień do niepodległości.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl