Wzruszający apel weteranów do młodych Polaków: "Doceniajcie to, co macie"

Zdjęcie ilustracyjne / Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

  

"Młodzi Polacy - doceniajcie to, co macie dziś: możecie się uczyć i kochać, bo żyjecie w wolnej Polsce" - zaapelowali weterani walk o niepodległość Polski, którzy w piątek w Pułtusku wzięli udział w XXXIV Międzynarodowym Zjeździe Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej.

"Ten zjazd to dla nas, weteranów drugiej wojny światowej, ważne i wzruszające wydarzenie. Przyjechaliśmy dlatego, że kochamy naszą ojczyznę, że pragniemy jej na co dzień. Niestety jesteśmy za szlabanem, ale to rozłączenie jest tylko fizyczne, bo duchowo jesteśmy zawsze z ojczyzną, Bogiem i wami w Polsce"

- mówiła dziennikarzom pułkownik Weronika Sebastianowicz ps. Różyczka, która na terytorium Białorusi jest prezesem Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej.

Weteranka AK, która - jak zaznaczyła - urodziła się dziewięć lat po wojnie polsko-bolszewickiej, została wraz z krewnymi skazana przez władze Związku Sowieckiego łącznie na 60 lat kary więzienia w łagrach - sowieckich obozach pracy.

"I z tych 60 lat prawie 20 lat kary odbyliśmy. W tym czasie w 1952 roku zginął w obławie NKWD mój 24-letni brat - podporucznik. Mimo to nigdy się nie poddaliśmy i nigdy nie zdradziliśmy naszej ojczyzny"

- mówiła Sebastianowicz, która wyrok odsiadywała m.in. w Workucie na północy Rosji oraz w łagrach na Syberii. Po śmierci Józefa Stalina objęła ją amnestia.

Weteranka AK zaapelowała do młodych Polaków, by wykorzystywali szansę jaką im daje wolna Polska.

"Doceniajcie to, co macie dziś: możecie się uczyć, możecie się kochać, jesteście w wolnej Polsce; my tego nie mieliśmy. Moją przysięgę dla Polski złożyłam mając 13 lat i do dziś o nią walczę"

- podkreśliła.

Major Stanisława Kociełowicz "Iskierka" również apelowała do młodych Polaków, by starali się korzystać z szans, jaką daje im wolna Polska.

"Do Polski wróciliśmy dopiero w 1955 roku i przeżyliśmy szok. Wcześniej siedzieliśmy w łagrach i nie wiedzieliśmy co się dzieje, a okazało się, że nasi koledzy z Armii Krajowej siedzą tu w więzieniach. My byliśmy więzieni przez wrogów, bo dla nas Związek Radziecki był wrogiem, a tutaj Polacy w Polsce więzili żołnierzy Armii Krajowej, którzy walczyli o niepodległość. To było straszne, było to dla nas niezrozumiałe jak to się mogło stać"

- opowiadała.

Mjr Kociełowicz "Iskierka", która podczas zjazdu decyzją szefa MON Mariusza Błaszczaka została mianowana na wyższy stopień oficerski podpułkownika, w czasie okupacji mieszkała na Wileńszczyźnie. Podczas Operacji "Ostra Brama" w lipcu 1944 r. pełniła funkcję sanitariuszki w 3. Wileńskiej Brygadzie AK Gracjana Fróga "Szczerbca" w Kolonii Wileńskiej. W 1951 r. za swoją działalność została aresztowana w Moskwie przez NKWD i była więziona m.in. na osławionej Łubiance. Następnie została zesłana do łagru na Syberię, gdzie spędziła osiem lat. "Iskierka" jest bohaterką książki Szymona Nowaka "Dziewczyny wyklęte 2".

Podczas uroczystości, która rozpoczęła się od salwy honorowej oddanej z XVII-wiecznych armat na zamku w Pułtusku, szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk wręczył medale "Pro Patria" i "Pro Bono Poloniae". "To kolejna okazja, aby podziękować naszym czcigodnym kombatantom za to, że nigdy nie stracili wiary w Polskę.

"My, młodsze pokolenie staramy się o tym pamiętać każdego dnia i staramy się wypełniać wasz testament"

- mówił Kasprzyk, podkreślając, że gdyby nie wiara polskich żołnierzy oraz także ich późniejszy, już powojenny trud, Polska nie byłaby dziś wolna.

"Ludzie Kresów, w tym wy, wiedzieliście, że trwać musicie. I wielu z was przecież, tak jak pani pułkownik i jej podkomendni, trwa nadal... wiedząc, że Polska zawsze jest tam, gdzie biją polskie serca, nawet jeżeli zmieniają się granice i uwarunkowania międzynarodowe. Polska jest tam, gdzie bije dumne polskie serce"

- podkreślił minister.

Odznaczeni przez szefa Urzędu ds. Kombatantów zostali działacze Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej, w tym prezes tej organizacji Artur Kondrat, oraz osoby współpracujące ze Stowarzyszeniem, zasłużone w działalności edukacyjnej i społeczno-patriotycznej, w szczególności na rzecz Polaków mieszkających na terenie dawnych Kresów Wschodnich. Ponadto decyzją szefa MON Mariusza Błaszczaka kilku weteranów mianowano na wyższe stopnie wojskowe.

Słowa do weteranów - łagierników skierował w odczytanym na uroczystości liście prezydent Andrzej Duda, pod którego patronatem honorowym odbył się zjazd. Listy skierowali również premier Mateusz Morawiecki (jego słowa odczytała obecna na uroczystości wicemarszałek Senatu Maria Koc), marszałek Sejmu Marek Kuchciński i biskup polowy Wojska Polskiego gen. bryg. Józef Guzdek.

W trakcie zjazdu działacze Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej wspólnie z jego prezesem Arturem Kondratem przedstawili swój dotychczasowy dorobek oraz zrealizowane od ostatniego zjazdu projekty naukowe i edukacyjne. "Dla naszego stowarzyszenia bardzo ważne jest kontynuowanie tradycji patriotycznych postaw naszych weteranów, dlatego też na nasze uroczystości zapraszamy młodzież z Kresów Wschodnich" - zaznaczył Kondrat, który sam jest przedstawicielem młodszego pokolenia, a jego dziadek służył w okręgu nowogródzkim pod dowództwem Czesława Zajączkowskiego "Ragnera".

Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej zostało założone jeszcze w czasach PRL; jego celem jest nie tylko utrzymywanie więzi braterskiej między żołnierzami AK – łagiernikami żyjącymi na całym świecie (najwięcej w Polsce i na Kresach Rzeczypospolitej w granicach z 1939 r.), ale także udzielanie różnorakiej pomocy żołnierzom AK i ich rodzinom, przekazywanie wiedzy historycznej potomnym o bohaterskich czynach żołnierzy AK poprzez działalność publicystyczną, a także opiekowanie się miejscami pamięci narodowej – cmentarzami poległych i pomordowanych i pomnikami dowódców AK.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Kolejne chińskie miasto wraca do normalności

/ pixabay.com

  

Dwa miesiące po ogłoszeniu najwyższego alertu epidemicznego Kanton wraca do normalności. Większość firm i restauracji wznowiło działalność, a na ulicach i estakadach znów tworzą się korki. Mieszkańcy wciąż jednak chodzą w maseczkach i unikają zgromadzeń.

Pod koniec stycznia władze ChRL podjęły bezprecedensową decyzję o zamknięciu miasta Wuhan, pierwotnego ogniska pandemii, by powstrzymać szerzenie się wirusa po kraju. Liczba infekcji zaczęła jednak rosnąć również w innych regionach, w tym w prowincji Guangdong na południu kraju.

W Kantonie, stolicy tej prowincji, władze poleciły ludziom, aby nie wychodzili bez potrzeby z domów, nie odwiedzali się wzajemnie i unikali zgromadzeń, a w miejscach publicznych zawsze nosili maseczki ochronne. Niemal doszczętnie opustoszały szerokie ulice i przestronne place 14-milionowego miasta, jednego z najważniejszych ośrodków handlu zagranicznego Chin.

Obok noworocznych dekoracji na osiedlach pojawiły się czerwone banery zachęcające do przestrzegania reguł kwarantanny.

„Wirus to rozkaz, przeciwdziałanie epidemii to obowiązek”

- głosił jeden z nich.

Noworoczna przerwa w pracy została przedłużona, a większości firm zakazano wznawiania działalności. Odłożono również termin rozpoczęcia semestru w szkołach. Czynne pozostały supermarkety, sklepy należące do dużych sieci i apteki. Choć pojawiały się chwilowe niedobory warzyw czy mięsa, szybko je uzupełniano. Przez długi okres w aptekach brakowało natomiast maseczek ochronnych i środków dezynfekcji.

By egzekwować przestrzeganie reguł, chińskie władze stosowały zarówno rozbudowany system nadzoru elektronicznego, jak i bardziej tradycyjne metody. Na początku lutego, gdy rząd centralny wezwał do zacieśnienia kontroli epidemicznej na poziomie lokalnym, w ciągu kilku dni osiedla mieszkaniowe w wielu miastach kraju wprowadziły „zarządzanie zamknięte”, czyli skrupulatne kontrole wszystkich wchodzących i wychodzących.

W Kantonie na ulicach i wejściach do osiedli pojawiły się barykady, sklecone naprędce z drabin, śmietników, krzeseł, bambusowych kijów i mioteł, niektóre z drutem kolczastym. Przy otwartych przejściach ustawiono strażników lub pracowników społecznych z Komunistycznej Partii Chin, by mierzyli wchodzącym temperaturę i zabraniali wstępu obcym. Te środki, oparte na podziale miasta na małe kwadraty, obowiązują do dziś.

Model „zarządzania zamkniętego” różnił się w zależności od miejsca. Na przykład w 9-milionowym mieście Wenzhou w prowincji Zhejiang z osiedli pozwalano wychodzić tylko jednej osobie z każdej rodziny, raz na dwa dni. W 7-milionowej prefekturze Zhumadian w prowincji Henan limit zaostrzono do jednego wyjścia na pięć dni.

W Kantonie zakazano jedzenia w restauracjach, pozostawiając jedynie możliwość zamawiania posiłków na dowóz. By uspokoić klientów, lokale wpisywały na paragonach temperaturę ciała kucharzy i kurierów, którzy dostarczali dania. Decyzją władz zamknięto również większość targów towarowych i hurtowni oraz odwołano lub przełożono wszystkie imprezy targowe.

Przez cały czas mieszkańcy Kantonu uważnie śledzili najnowsze doniesienia i bilanse zakażeń. Gdy w lutym w mieście nie wykryto jednego dnia żadnej nowej infekcji, mimo ostrzeżeń i zakazów w opuszczonych parkach znów pojawili się seniorzy, grający w karty i chińskie szachy.

„Zero zakażeń w Kantonie, Chiny są bezpieczne. Mamy maseczki”

- mówił PAP jeden z nich, pośpiesznie naciągając maseczkę na twarz.

Obecnie władze twierdzą, że epidemia w kraju została zasadniczo opanowana. Kanton obniżył alert epidemiczny, a wszystkie jego dzielnice uznawane są już za strefy niskiego ryzyka. Firmy wznowiły działalność, a restauracje znów mogą przyjmować klientów, choć dla bezpieczeństwa sadzają ich w odpowiednich odstępach. Niektóre lokale zapisują dane kontaktowe klientów, by zlokalizować ich na wypadek wykrycia infekcji.

Od kilku tygodni większość potwierdzanych przez chińskie władze nowych zakażeń wykrywanych jest wśród osób przybywających z zagranicy. Według chińskiego MSZ 90 proc. z tych przypadków dotyczy powracających do kraju Chińczyków, a jednak w chińskim społeczeństwie pojawił się strach przed cudzoziemcami. Obywatele krajów najbardziej dotkniętych epidemią coraz mocniej skarżą się na stygmatyzację.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts