Pitera pytana o to, co było dobrego w kampanii Koalicji Europejskiej stwierdziła, że "nie wie".

Ja miałam ogląd wyłącznie Warszawy i Mazowsza. Mam jednak wątpliwości co do układania list i terminu zamknięcia list. Moi koledzy nie wiedzieli do miesiąca przed wyborami, czy będą na listach wyborczych, na jakich miejscach będą. Nie mogli przygotować plakatów, ulotek, ruszyć w teren

- mówiła europosłanka PO.

Eurodeputowana nie spodziewa się jednak krytyki w obozie PO.

Będzie grupa osób krytycznych, która będzie milczała, bo za chwilę będą układane listy do parlamentu. Więc wiemy, jak to wygląda. Będzie też grupa, która ma mniej przyzwoitości. Będzie mówić, że krytycy krytykują, a wszystko jest przecież OK. To jest pierwszy krok do klęski, czyli przegranych wyborów jesienią 

- stwierdziła.

Pitera nie kryła rozgoryczenia pozycją oraz wynikiem Włodzimierza Cimoszewicza, który był "jedynką" w Warszawie.

A ja pytam: czemu Cimoszewicz był jedynką w Warszawie? Gdyby to była Kopacz, wynik byłby lepszy, a to odbija się na wyniku całej KE. Nikt z PO chyba nie pytał o to Schetyny, ja nie pytałam. Pojawiło się nazwisko, skąd, jak, jakie jest uzasadnienie? Nikt tego nie wie. Cimoszewicz miał prestiżowe miejsce, a zrobił piąty wynik. To jest marny sukces

- mówiła.

Europosłanka skrytykowała też język pogardy, jaki stosują politycy PO w stosunku do wyborców Prawa i Sprawiedliwości.

Jeżeli słyszę koleżankę z PO, która mówi, że PiS dał ludziom łapówkę, to tę łapówkę przyjęli także członkowie jej rodziny! Pytam, co się dzieje z językiem PO? Nie wygramy wyborów obrażając wyborców

- dodała, wbijając przy okazji szpilę Bronisławowi Komorowskiemu, który twierdzi, że na PiS głosują ludzie, którzy "nie płacą podatków".