Koniec sielanki w Koalicji Europejskiej! Politycy PO wściekli. Poszło o miejsca na listach

zdjęcie ilustracyjne / Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec za wszelką cenę próbuje robić dobrą minę do złej gry i odpowiada Elżbiecie Łukacijewskiej, że warunki startu w eurowyborach były takie same dla wszystkich kandydatów Koalicji Europejskiej. O co chodzi? Łukacijewska wytknęła swojej partyjnej centrali rażące nieprawidłowości i zarzuciła wręcz działanie na szkodę partii przy układaniu list wyborczych, w taki sposób, aby zadowolić wszystkich koalicjantów.

Wygranie z jedynki to raczej norma, wygranie z ostatniego miejsca na #Podkarpacie to jak wygranie meczu, którego nikt nie obstawia.
- napisała na twitterze Elżbieta Łukacijewska, która do europarlamentu dostała się z ostatniego miejsca na liście.

Od tego wszystko się zaczęło. W rozmowie z oko.press wylewała swoje żale na działania partyjnej centrali i to, jak wyglądała kampania terenowa Platformy Obywatelskiej i działania podejmowane w ramach Koalicji Europejskiej. Padają mocne słowa o braku szacunku dla własnych działaczy.

Po prostu postawiono na koalicjanta, a ja byłam dla niego zagrożeniem [Czesław Siekierski, jedynka na liście KE, członek PSL, nie zdobył mandatu – przyp. red.]. On tego nie ukrywał. Zepchnęli mnie gdzieś w środek listy, otoczyli kolegami z miast, co jest dodatkowym utrudnieniem, bo ja pochodzę z małej gminy.  Ta wygrana dowodzi, że moi wyborcy świadomie mnie wsparli. Głosowali na Elę, a nie na Koalicję. [...] Jestem zdumiona, że taka sytuacja w ogóle zaistniała. Co więcej, mój przypadek nie był odosobniony, ale niech inni opowiadają o sobie, jeśli mają ochotę. Ja mogę powiedzieć jedno:  Jeśli w polityce nie szanuje się swoich własnych działaczy, to trudno oczekiwać, że ludzie będą nas szanowali. Podchodzili dziennikarze i pytali: Pani poseł, my przecież panią znamy, co tu się wyprawia?  A mi było głupio, bo musiałam się tłumaczyć z nieswoich decyzji. I zachować fason.
- skarży się Łukacijewska.
 
Przy okazji eurodeputowana wbija szpilę sztabowcom Koalicji Europejskiej ujawniając kulisy kampanii.

W biurze wisiała tablica, gdzie mieliśmy rozpisane dzień po dniu, gdzie jedziemy, gdzie są jakieś spotkania. Przeanalizowaliśmy, jak to wygląda po wyborach samorządowych i jak to się ma do wyborów do Parlamentu. To jest podstawa. Nie trzeba być pijarowcem, żeby to wiedzieć. Co nie zmienia faktu, że pojechać i tak trzeba właściwie wszędzie.
- mówi Łukacijewska ujawniając, jak wyglądało planowanie jej kampanii wyborczej.

Tymczasem okazuje się, że w sztabie głównym Koalicji Europejskiej takiej mapy najwyraźniej zabrakło.
 
To znaczy, że taki sztab jest do natychmiastowej dymisji. Żadna prywatna firma nie pozwoliłaby sobie na takich pracowników. Nie mieści mi się w głowie, że tego nie rozpisano, nie przeanalizowano. Że nie było w ogóle tej ciężkiej pracy na dole. Konwencje to tylko błyskotka. Tak naprawdę to szkoda na nie czasu.
- mówi w rozmowie z oko.press Elżbieta Łukacijewska.

Na reakcję partyjnej centrali nie trzeba było długo czekać. Europosłance odpowiedział rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec przekonując, że każdy kandydat miał takie same warunki w wyborach.

Jednocześnie Grabiec ujawnia, że zarząd krajowy PO opracuje wnioski z kampanii na podstawie informacji przedstawionych podczas spotkania szefów regionów.

Wnioski nie zostały sformułowane, przeprowadzona została analiza. Szefowie regionów przedstawili informacje o wynikach i przebiegu kampanii, o zaangażowaniu kandydatów i pracy struktur. Przedstawili swoje rekomendacje na przyszłość dotyczące wyborów parlamentarnych, natomiast przewodniczący Schetyna zapowiedział, że zarząd krajowy Platformy zajmie się opracowaniem wniosków na podstawie informacji przedstawionych przez szefów regionów.
- tłumaczy Grabiec.

Pytany wprost o zarzuty kierowane pod adresem kierownictwa PO przez Elżbietę Łukacijewską i proszony o odniesienie się do głosów krytycznych niektórych kandydatów zarzucających, że nie uzyskiwali wystarczającego wsparcia ze strony struktury partyjnych, Grabiec robi dobrą minę do złej gry.

Mogę się wypowiedzieć w kontekście finansowania kampanii, że obowiązywał taki schemat, iż żaden z kandydatów nie dostał dofinansowania z komitetu wyborczego. Przeciwnie, wszyscy kandydaci składali się na kampanię i ją sami finansowali, finansując tym samym kampanię wspólną, czyli np. konwencje wyborcze. Ten schemat był stały i dotyczył nie tylko pani poseł Łukacijewskiej. Natomiast formy prowadzenia kampanii przez kandydatów były różne. Z całą pewnością kampania pani poseł była właściwa. W macierzystym regionie dzięki ciężkiej pracy zdobyła mandat, czego jej gratulujemy. Ale warunki były takie same dla wszystkich kandydatów.
- mówi Jan Grabiec.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP, oko.press

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zabójstwo Gruzina miało motyw polityczny?

/ flickr.com/Silber_Mel/CC BY-SA 2.0

  

Berlińska prokuratura poinformowała, że w stolicy Niemiec zatrzymano obywatela Rosji podejrzanego o zabójstwo Gruzina. Media zwracają uwagę, że zabójstwo mogło mieć motyw polityczny.

Gruzińska organizacja pozarządowa Centrum Badania i Monitoringu Praw Człowieka informuje, że zabity to Zelimchan Changoszwili, który uczestniczył w drugiej wojnie czeczeńskiej. W latach 2001-2005 był jednym z dowódców polowych. Pracował później w antyterrorystycznym wydziale MSW Gruzji. Według organizacji 40-latek został zabity strzałem w głowę 23 sierpnia, kiedy szedł do meczetu.

Portal Echo Kawkaza podaje, że Changoszwili walczył w II wojnie czeczeńskiej (1999-2009) po stronie czeczeńskich separatystów. Rosja wydała za nim list gończy.

Rosyjska niezależna "Nowaja Gazieta" pisze, że w 2015 roku w stolicy Gruzji Tbilisi próbowano zabić Changoszwilego poprzez ostrzelanie jego samochodu. Został wtedy ranny. Po tym zdarzeniu Changoszwili wraz z rodziną wyjechał na Ukrainę, a następnie do Niemiec. Według portalu Echo Kawkaza ubiegał się on w Niemczech o azyl polityczny. Mężczyzna uważał, że za próbą jego zabójstwa w Tbilisi stały rosyjskie władze - podaje Radio Swoboda.

"Zasadniczo śledczy i eksperci ds. bezpieczeństwa uważają, że do pomyślenia są dwa scenariusze. Jednym z nich byłoby zabójstwo związane z przestępczością zorganizowaną. W służbach bezpieczeństwa wielu państw NATO za bardziej wiarygodny uznano też motyw polityczny zabójstwa, być może dokonanego przez tajną służbę, taką jak rosyjski wywiad wojskowy GRU"

- pisze portal Spiegel.

Według portalu Spiegel Online Changoszwili był zaufaną osobą gruzińskich służb bezpieczeństwa i pomagał w "walce z rosyjskimi wpływami" w regionie.

Portal Echo Kawkaza zaznacza, że zabity Changoszwili pochodzi z Wąwozu Pankisi w północno-wschodniej Gruzji, w pobliżu granicy z Czeczenią i Dagestanem.

Media informują, że zatrzymany 49-letni mężczyzna pochodzi z wchodzącej w skład Rosyjskiej Federacji Republiki Czeczeńskiej. Po oddaniu strzału do Changoszwilego podjął on próbę ucieczki na rowerze. Policji udało się schwytać podejrzanego oraz skonfiskować jego pistolet, który wyrzucił do rzeki Sprewy. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl