„Terroryzm w służbie Kremla” to gruntowna analiza aktywności Związku Sowieckiego i Rosji, jej organizowania i wspierania światowego terroryzmu. Tradycje zastraszania poprzez skrytobójstwo i publiczne zamachy autor wywodzi od XIX-wiecznej tradycji rewolucjonistów rosyjskich, także tych, którzy później budowali partię komunistyczną. Swoją wiedzę i doświadczenie bolszewiccy działacze wprowadzili do metod wykorzystywanych przez aparat państwa sowieckiego oraz przez organizacje satelickie – czyż mieliby zrezygnować z tak bogatej wiedzy w 1991 roku?

Dolary za terrory

Autor nie twierdzi, że wszystkie zamachy terrorystyczne są sterowane przez Kreml i nawet nie ociera się o żadne teorie spiskowe. Mechanizmy polityczno-gospodarcze jednak są tu oczywiste – przypadki terroryzmu na świecie zazwyczaj przynoszą Moskwie zysk. Nawet, jak pisze Zieliński, „Zamachy terrorystyczne 11 września 2001 i następująca po nich wojna z terrorem spowodowały wzrost cen ropy naftowej i gigantyczne zyski firm z tej branży”. Nie jest tajemnicą, że wysoka cena paliw to klucz do przetrwania a nawet i ekspansji Rosji, która już od lat 70-tych opiera swój rozwój o handel ropą. Nieprzypadkowo Ronald Reagan zabiegał o obniżenie cen tego surowca, by delektować się jak „imperium zła” trzeszczy w posadach i traci swój supermocarstwowy impet. Ale i mniejsze przykłady wpływania na ceny ropy czy gazu pokazuje, że Rosji z terroryzmem jest po drodze – „[Po jesieni 2006 roku] nastąpił wybuch gazociągu w Północnej Osetii, co mogło się wiązać z konfliktem rosyjsko-gruzińskim o ceny gazu” – czytamy w książce. „W maju 2007 roku miała miejsce awaria gazociągu na Ukrainie”” – uzupełnia autor nieco dalej. Choć opinia publiczna w Polsce nieraz słyszy o poszczególnych podejrzanych przypadkach sabotażu na obszarze postsowieckim, to jednak zebranie ich w jednym rozdziale, uzupełnienie o nieznane przykłady, budzi grozę – choć nadal są to tylko poszlaki. W innych miejscach nie mamy jednak wątpliwości o powiązaniach terrorystów z tajnymi służbami Rosji.

Komuniści szukają szaleńców

Antyamerykanizm lewicy od dawna trawi zachodnie społeczeństwo. Konserwatywny filozof brytyjski Roger Scruton zauważył, że jednym z czynników jest europejska frustracja, która obnaża słabość starego kontynentu wobec dynamicznego i zdeterminowanego w dążeniu do wielkości supermocarstwa amerykańskiego. Tym bardziej nie jest i nie było trudno pozyskać ekstremistów muzułmańskich do antyzachodnich działań. Już Stalin chciał rozgrywać wpływy na Bliskich Wschodzie, by zniechęcić państwa tego obszaru do Zachodu: „Zgódźmy się na utworzenie Izraela. Będzie to ból w dupie państw arabskich i spowoduje ich odwrócenie się od Brytyjczyków. W dalszej perspektywie podważy to całkowicie brytyjskie wpływy w Egipcie, Syrii, Turcji i Iraku” – przekonywał jednego ze swoich najlepszych agentów, Pawła Sudopłatowa. Wkrótce potem ziemie od Morza Czarnego po Indie pokryły się siatką sowieckich agentów, niekiedy wspierających przeciwstawne strony sporów, by mieć kontrolę nad całością konfliktów. Co ciekawe, Zieliński przyznaje, że „sowiecki wywiad wojskowy zasadniczo nie musiał wydawać organizacjom objętym «patronatem» bezpośrednich poleceń. Wychodzono z założenia, że wspierani przez obóz sowiecki terroryści i tak sami dobrze wiedzą, które obiekty powinni czy też mogą zaatakować” – czytamy w „Terroryzmie Kremla”. Dobrym przykładem jest też powiązanie interesów sowieckich i kurdyjskich. Ci ostatni, pragnąc niepodległego państwa, łudzili się, że sowieckie próby destabilizacji regionu mogą im w tym pomóc. „W 1953 roku Kurdowie otrzymali sowiecką pomoc wojskową przeciw armii irackiej” – pisze Zieliński. Dopiero później „okazało się, że zarówno państwom bloku zachodniego, jak i komunistycznego nie zależy na powstaniu wolnego Kurdystanu. Niebagatelną rolę w kontrolowaniu ekstremistów pełniły kraje „obozu socjalistycznego” – także Polska.

Kraje satelickie a terroryzm

Zebranie wiedzy o terrorystycznych powiązaniach między państwami komunistycznymi pokazuje, że także takie kraje jak komunistyczna Kuba, Rumunia, NRD czy PRL były ważnym ogniwem organizacji światowego terroryzmu. Oprócz konkretnych wspierania partyzantek „narodowowyzwoleńczych” takich jak działalność zbrodniarza Che Guevary, autor nakreśla pewien schemat postępowania Związku Sowieckiego. Poprzez dominację nad tajnymi służbami krajów satelickich, Moskwa byłaby w stanie odciąć się od zarzutów pomocy grupom ekstremistów – przecież to „Fidel Castro” czy „ludzie Jaruzelskiego” byliby winni, nie zaś KGB czy GRU. W ten oto sposób to Rumunia Nicolae Ceausescu wspierała Jasera Arafata, a sowieci mogli uchodzić za niezaangażowanych. „Stasi byłą na tyle skuteczna, że w latach 70. i 80. Wschodni Niemcy wiedzieli znacznie więcej o strukturze, wielkości i kontaktach zagranicznych lewackich i arabskich terrorystów przebywających w RFN i NRD, niż służby Federalne. Sowieci próbowali także przejąć wpływ nad takimi organizacjami jak RAF, którego liderzy podlegali specjalnemu rozpracowaniu pod względem kontaktów seksualnych. W sprzymierzonym z ZSRS Jemenie Południowym na specjalnych obozach szkoleniowych spotykali się działacze z RAF, IRA czy holenderskiej grupy Czerwona Pomoc. Uczyli się tm walki wręcz czy zasad pirotechniki! Gdyby czytać „Terroryzm Kremla” z wielką mapą świata, można by na niej zaznaczyć dziesiątki i setki miejsc, gdzie komuniści zaznaczyli swoją terrorystyczną obecność.

PRL a terroryzm

Także komunistyczna Polska – tak jak żaden z krajów bloku wschodniego – nie była wolna od niebezpiecznych powiązań. Zieliński opisuje „afery karabinową i pistoletową” z lat 90-tych (!!!), kiedy to „doszło w Polsce do afer polegających na sprzedaży broni państwom objętym embargiem ONZ (…) oraz dla mafii rosyjskiej”. Autor przedstawia zaangażowanie państwa PRLowskiego w szkolenia m.in. Organizacji Abu Nidala, która według CIA w latach 80-tych była jedną z najbardziej profesjonalnych grup terrorystycznych na świecie. W pierwszej połowie lat 80-tych sam Abu Nidal mieszkał… pod Poznaniem. Autor przytacza liczne przykłady współpracy funkcjonariuszy i współpracowników wywiadu wojskowego PRL z islamskimi ekstremistami. Choć pierwsze informacje o tym podawali już w 2002 roku tacy dziennikarze jak Witold Starnawski i Piotr Bączek, to wielu zaangażowanych w to funkcjonariuszy bezpieki nie poniosło odpowiedzialności za swoją wywrotową działalność.

Znowu bijemy na alarm

Książka Zielińskiego jest kolejnym dowodem na to, że to Polacy są szczególnie powołani do zwalczania wpływów rosyjskich i uświadamiania naiwnej Europy o przewrotności Moskwy. Badacz odsłania nie tylko mechanizmy KGB-GRU-FSB we wspieraniu zamachowców, ale też przytacza długi szereg nazwisk polskich dziennikarzy i naukowców, którzy się tym tematem zajmują. Sama książka zaś uzupełniona jest rozmową naszego redakcyjnego kolegi Wojciecha Muchy z Witoldem Gadowskim i posłowiem Roberta Witaka, znawcy historii obszaru postsowieckiego. Ostatni fragment książki, opisując zjawiska dywersyjne na wschodniej Ukrainie, zamyka opisanie „terroryzmu w służbie Kremla”, ale trwająca w Rosji Putinada pokazuje, że kolejne rozdziały tej książki będzie trzeba jeszcze dopisać.

Tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” nr 2332 z 21 maja 2019 r.