Euronews powołał się na wypowiedź „dwójki” na liście LREM w wyborach do Parlamentu Europejskiego Pascala Canfina dla rozgłośni France Inter.

„Nie ma mowy o żadnym sojuszu z Europejską Partią Ludową, dopóki nie usuną Fideszu z rodziny partyjnej” – oświadczył Canfin.

Po niedzielnych wyborach EPL pozostała największą frakcją w PE, ale jej stan posiadania znacznie zmalał i aby kandydat EPL na szefa Komisji Europejskiej Manfred Weber mógł został wybrany na to stanowisko, frakcja musi wejść z kimś w sojusz.

„Najporęczniejszym sojusznikiem byłaby frakcja liberalna ALDE, która zdobyła w PE rekordowe 109 miejsc” – pisze Euronews, dodając, że przedstawiciele partii Macrona, którzy wywalczyli ponad 20 mandatów, „mogą stać się języczkiem u wagi przy wyborze kandydatów”.

Macron prawdopodobnie skorzysta z roli "kingmakera", gdyż wcześniej nie udało mu się urzeczywistnić wielu pomysłów z powodu weta niemieckiej większości albo Merkel. Teraz może przejąć po ustępującej niemieckiej kanclerz nieoficjalną funkcję kierownika projektu europejskiego, a dzięki wejściu jego partii do PE będzie miał więcej do powiedzenia także w unijnej polityce – choćby poprzez blokowanie mianowania niemieckich kandydatów wiodących”

- czytamy.

Portal cytuje słowa Canfina: „Naszym zdaniem ulubiony kandydat Merkel jest całkowicie nieodpowiedni na stanowisko przewodniczącego”. Jak dodaje Euronews, nie oznacza to jednak, że LREM wyklucza poparcie Webera, tylko że uzależnia je od usunięcia Fideszu z EPL.

Euronews podkreśla, że także inni politycy podzielają pogląd, iż Macron może stać się następnym „kingmakerem” Europy. „Mogą go lubić albo nie, ale bez wątpienia to on będzie w następnych miesiącach pełnił kierowniczą rolę; będzie miał ogromny wpływ na to, kto zostanie przewodniczącym” – powiedział były premier Włoch Matteo Renzi dziennikowi „Journal du Dimanche”. Również socjalistyczny premier Portugalii Antonio Costa mówił przed wyborami, że popiera plany Macrona dotyczące przeobrażenia Europy.

Według Euronews Macron nie traci czasu: już w niedzielę zatelefonował do Merkel i powiedział jej, że przed wtorkowym posiedzeniem Rady Europejskiej chce porozmawiać z nią i innymi przywódcami unijnymi, a w poniedziałek wieczorem zjadł kolację z nowym premierem Hiszpanii Pedro Sanchezem, którego socjalistyczna partia zdobyła najwięcej miejsc we frakcji socjaldemokratycznej.

„Analitycy interpretują ten gest tak, że dwaj przywódcy dzielą władzę między siebie, uważając się nawzajem za równoprawnych partnerów. Może to prowadzić do powstania nowego, centrowego układu sił”

– pisze Euronews.

Portal zauważa też, że w opinii szefa ALDE Guya Verhofstadta Macron odniósł w swym kraju zwycięstwo, bo przegrał z partią Marine Le Pen o mniej niż 1 proc., a na zwiększenie swych wpływów w Brukseli niewątpliwie ma bez porównania większe szanse niż Le Pen.