Według relacji świadków napastnik podszedł powoli do czekającej na przystanku autobusowym grupy 16 uczennic prywatnej katolickiej szkoły oraz dwóch dorosłych osób. Następnie zaatakował ich, krzycząc: "Pozabijam was".

Wcześniej informowano, że w ataku zginęła tylko dziewczynka. Z dotychczasowych wstępnych ustaleń policji wynika, że druga ofiara śmiertelna to 39-letni ojciec jednej z pozostałych uczennic. Oboje zmarli po przewiezieniu do szpitala z powodu poważnych ran szyi.

W ataku ciężkie obrażenia odniosły również dwie dziewczynki i około 40-letnia kobieta. Napastnik krótko po dokonaniu ataku dźgnął samego siebie w szyję i zmarł później w szpitalu.

Do incydentu doszło ok. godz. 7.40 (00.40 w Polsce). Według świadków napastnik to krótko ostrzyżony, pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna noszący okulary. Policja próbuje ustalić jego tożsamość.

Premier Japonii Shinzo Abe zadeklarował, że rząd "musi za wszelką cenę zapewnić bezpieczeństwo dzieci". Polecił ministrowi oświaty Masahiko Shibayamie oraz szefowi Krajowej Komisji Bezpieczeństwa Publicznego przegląd środków bezpieczeństwa, podejmowanych podczas transportu uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych do tych placówek.

Prezydent USA Donald Trump, który zakończył czterodniową wizytę w Japonii, wyraził współczucie dla ofiar ataku.

W Japonii, gdzie obowiązuje restrykcyjne prawo regulujące dostęp do broni palnej, noże są jednym z najczęściej wybieranych rodzajów broni w podobnych atakach.

Agencja dpa pisze, że wtorkowe zajście wstrząsnęło krajem cieszącym się opinią jednego z najbezpieczniejszych na świecie. Przypomina też, że w ostatnich latach dochodziło już do ataków nożowników, a najbardziej krwawy od dekad miał miejsce w 2016 roku, gdy młody mężczyzna w domu opieki nad osobami z niepełnosprawnościami zadźgał 19 osób.