Czas na nowy model energetyki

  

Uprawnienia do emisji CO2 osiągają rekordową cenę. Są najdroższe od siedmiu lat, co wprost wynika z dopuszczenia ich do obrotu giełdowego, a co za tym idzie – spekulacji. Ich wysoka wycena ewidentnie uderza w bardzo dotkliwy sposób w dobrze rozwijającą się polską gospodarkę.

Polski sektor energetyczny w latach powojennych oparty został na paliwach kopalnych, z oczywistego powodu – po prostu były dostępne, a ekologią na świecie nikt sobie wtedy nie zawracał głowy. W ostatnich latach sektor ten jest unowocześniany i modernizowany. Dodatkowo trzeba pamiętać że na przestrzeni ostatnich 30 lat to właśnie Polska i kraje naszego regionu znacznie szybciej i radykalniej od tzw. starej Europy redukowały emisję gazów.

Niestety, z powodu błędów naszych poprzedników i zbyt uległej postawy wobec Brukseli duża część redukcji dokonanych w latach poprzednich nie jest nam – mówiąc kolokwialnie – doliczana. W efekcie, w tej chwili musimy ścigać się w ograniczaniu redukcji z krajami znacznie bardziej rozwiniętymi, o innych uwarunkowaniach geograficznych czy klimatycznych, w dodatku nie mających za sobą lat komunistycznego zapóźnienia.

Dodatkowo czas na ten proces „dany” nam przez Unię jest zdecydowanie za krótki. Dla przykładu, niemiecka transformacja energetyczna Energiewende jest prowadzona od ponad trzydziestu lat, w źródła odnawialne „wpompowano” setki miliardów euro a pomimo tego produkcja energii tzw. konwencjonalnej, czyli z węgla, trzykrotnie przekracza ilość polskiej energii z tego źródła. O ile „trująca” Polska z węgla produkuje ok. 80 proc.energii, to „zielone” Niemcy ok. 60 proc.

Niezależność dużo nas kosztuje

Prognozy dotyczące dwutlenku węgla w europejskim systemie handlu (ETS) są poddawane weryfikacji. Polski system obejmuje ok. 11 tys. instalacji, przy czym wzrost opłaty za prawa do emisji najbardziej uderzają w energetykę opartą na węglu kamiennym i brunatnym.

Spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej Polska jest najbardziej zależna od węgla, co wynika z uwarunkowań naturalnych. Z jednej strony Polska jest liderem niezależności surowcowo-energetycznej, ale koszt tej niezależności dzisiaj przeliczany jest przez europejskich decydentów bardzo wysoko, nawet 20 euro za emisję jednej tony CO2, to ponad trzy razy więcej niż przed rokiem.

Jak to się przekłada na cenę polskiego prądu? Jeżeli przyjmiemy, że na początku ubiegłego roku cena energii elektrycznej ok. 165 zł/MWh odzwierciedlała realny koszt, to dzisiejsza wycena na poziomie 230 zł/MWh jest według obliczeń wielu ekspertów dokładnym odzwierciedleniem wzrostu głównie opłaty za emisję CO2. Wzrost cen węgla w mniejszym stopniu przekłada się na wzrost cen wytwarzania w elektrowniach domykając merit order o 65 zł/MWh.

Możliwe czarne scenariusze

Analitycy ankietowani przez Reutera spodziewają się wzrostu cen do 21,88 euro za tonę CO2 w 2021 r., czyli prawie 30 proc. powyżej obecnych notowań EUA. Według Point Carbon w 2030 roku możemy spodziewać się ceny EUA na poziomie ok. 29 euro, co w cenach realnych (uwzględniając inflację) będzie odpowiadało poziomowi 23,5 euro.

Nie brakuje też prognoz – czarnych scenariuszy. Niemiecki bank Berenberg nie wyklucza, że cena może dojść do 100 euro za tonę w 2030 roku a w 2020 r. – 30 euro za tonę.

Jeśli w ubiegłym roku dla skompensowania różnicy cen można było przyjąć rozliczenie nadpodaży EUA, to w tym roku, ta sytuacja się już nie powtórzy. Spodziewane prognozy za emisję CO2 to średnio 18,59 euro za tonę do końca br i 20,76 euro za tonę w 2020 r.

Co jeszcze nam szykuje Bruksela? 

Wprowadzony w 2005 roku unijny system handlu emisjami od początku źle funkcjonował. Ostatecznie unijni eksperci postanowili go „naprawić” obniżając nadwyżkę uprawnień na europejskim wspólnotowym rynku. Utworzono Rezerwę Stabilności Rynkowej (MSR). Wprowadzona reforma w 2018 roku przynosi już swoje efekty w postaci drożejącej ceny emisji CO2, która jest najpoważniejszym zagrożeniem dla polskiej energetyki, ale tak naprawdę dla całej gospodarki.

Wielkim ryzykiem i dramatyczną niepewność ETS po roku 2020 pogłębiają sygnały płynące z Brukseli o możliwym odrzuceniu naszych regulacji ustawowych, utrzymujących niezmieniony poziom cen energii na rok 2019. Te działania Komisji Europejskiej powodują, że zakłady i przedsiębiorstwa energochłonne bez odpowiedniego wsparcia mogą szukać swojego miejsca w krajach, gdzie taka polityka restrykcyjna nie obowiązuje, gdzie regulacje pakietu klimatyczno-energetycznego nie są stosowane.

Dużo zależy od wyniku wyborów

Czy jest recepta na takie scenariusze? Na pewno ważna będzie postawa naszych eurodeputowanych po wyborach. Chodzi o to, aby w nowym rozdaniu w parlamencie i w Komisji Europejskiej próbować na tyle zmodyfikować zasady rozliczania emisji, aby nie były one zabójcze dla gospodarek a także uwzględniały zmiany dokonane w okresie transformacji gospodarczej przez państwa naszego regionu. Zwracam na to uwagę naszym kandydatom z regionu śląskiego. Zwłaszcza Pani Poseł Izabela Kloc może tu być szczególnie istotnym politykiem w Brukseli, tym bardziej, że już teraz jako przewodnicząca Komisji ds. Unii Europejskiej wykazała się skutecznością w działaniu.

Nasza szansa to energetyka rozproszona

Kolejnym elementem musi być – w  dużym skrócie – sięganie po nowe technologie nisko lub bezemisyjne, innowacyjne rozwiązania oraz wprowadzenie do poziomu przemysłowego zaangażowania technologii kogeneracyjnych, poligeneracyjnych wraz z produkcją gazu syntezowego i produktów chemicznych typu metanol czy wodór. Inny kierunek to uruchomienie kilku nowych bloków energetyki jądrowej, nad czym rząd PIS intensywnie pracuje.

Największe szanse upatruję jednak w rozwoju energetyki rozproszonej i stworzeniu nowego modelu polskiej energetyki. Mówiąc wprost widziałbym stworzenie systemu głównie opartego na nowoczesnej, wysokosprawnej energetyce zawodowej, która tworzyłaby trzon energetyki zapewniając ilość energii niezbędną do niezakłóconego funkcjonowania gospodarki i gospodarstw domowych. Koszt jej funkcjonowania wyliczony byłby przez producentów i zatwierdzany przez URE. Natomiast cały sektor energetyki rozproszonej, w tym konwencjonalnej, odnawialnej – wiatrowej na lądzie i morzu – byłby poddany regulacjom w pełni konkurencyjnym, rynkowym.

Autor jest senatorem RP, przewodniczącym Komisji Gospodarki Narodowej i Innowacyjności

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl