Jarosław Kaczyński o znaczeniu wyborów do PE i roli Polski Wschodniej. Padły mocne słowa!

prezes PiS Jarosław Kaczyński / Tomasz Adamowicz / Gazeta Polska

  

Prezes PiS Jarosław Kaczyński na antenie TVP3 Lublin powiedział, że w obecnym momencie dziejów Unii mogą nastąpić „zmiany i to zmiany pozytywne”. „I od wyników wyborów - także w Polsce, chociaż oczywiście nie tylko w Polsce - zależy, czy ta szansa będzie wykorzystana” - mówił Jarosław Kaczyński.

Czy te siły, które dotychczas były niedopuszczane do współwładzy w UE, zostaną dopuszczone, czy też nie?. Czy ci, który uważają, że UE jest bezwzględnie potrzebna Europie, poszczególnym państwom, także Polsce, ale jednocześnie trzeba dokonać w niej zmian, będą mogli prowadzić politykę zmierzającą do tych zmian, czy też będzie to w dalszym ciągu niemożliwe? To jest bardzo ważne dla przyszłości Unii, dla przyszłości Polski.
- wskazał prezes PiS.

Dodał, że wybory do PE mają także znaczenie w kontekście późniejszych wyborów parlamentarnych i prezydenckich.

To z kolei zdecyduje o tym, w którą stronę pójdzie nasz kraj: czy to będzie podtrzymanie polityki dobrej zmiany w sferze społecznej, wartości, ochrony naszego bezpieczeństwa; zabiegów o równość Polski, polskich obywateli i Polski jako państwa w UE, jej pozycję międzynarodową. Czy też powrócimy do tych czasów, które mamy już - mam nadzieję - na zawsze za sobą, to znaczy czasów, kiedy o polityce decydowały różnego rodzaju partykularne, często niejasne względy i kiedy to, co określamy jako interes narodowy, nie było szczególnie poważnie traktowane.
- powiedział Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS dodał, że w szczególności „nie był poważnie traktowany interes tych ziem, które są na wschód od Wisły, a więc także Lubelszczyzny”.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Szef Boeinga przyznaje się do błędu

Zdjęcie ilustracyjne / By Crashy - Fotografia własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14187225

  

Szef Boeinga Dennis Muilenburg przyznał, że jego firma "popełniła błąd" przy wdrażaniu w samolotach Boeing 737 MAX systemu automatycznie zapobiegającemu przeciągnięciu. Zapowiedział dążenie do odzyskania zaufania klientów.

Kłopoty z tym systemem są prawdopodobną przyczyną dwóch katastrof tych maszyn - w Indonezji i w Etiopii - w których zginęło łącznie 346 ludzi.

Muilenburg powiedział dziennikarzom w Paryżu przed rozpoczynającym się tam w poniedziałek Międzynarodowym Salonem Lotniczym, że komunikacja Boeinga "nie była spójna" i że jest to "nie do przyjęcia". Zarazem brał w obronę generalne podejście inżynieryjne do opracowania systemu MCAS zapobiegającego przeciągnięciu.

AP odnotowuje, że amerykańska Federalna Agencja Lotnictwa (FAA) zarzuciła Boeingowi, iż przez ponad rok nie informował o wadliwym wskaźniku bezpieczeństwa w kokpicie 737 Max.

Muilenburg, zapytany, jak to możliwe, że procedury nie wychwyciły oczywistych wad w oprogramowaniu systemu MCAS i w budowie czujników, odpowiedział: "To jasne, że możemy wprowadzać poprawki, rozumiemy to i będziemy je wprowadzać".

Wyraził przekonanie, że samoloty Boeing 737 Max, uziemione po wypadkach w Indonezji i w Etiopii, powrócą do latania w tym roku, po zaakceptowaniu przez organy sprawujące nadzór nad bezpieczeństwem lotnictwa. Przyznał zarazem, że odzyskanie zaufania klientów będzie wymagało czasu. Wyrażał przekonanie, że poprawione oprogramowanie systemu MCAS nie dopuści do takich katastrof, jak w Indonezji i w Etiopii. Podkreślił, że poprawione oprogramowanie systemu MCAS bęzie korzystało z danych z dwóch czujników, a nie z jednego. Poinformował, że 90 proc. linii lotniczych mających boeingi 737 Max korzysta już z symulatora lotów z aktualnym oprogramowaniem.

Agencja dpa zwraca uwagę, że planowane modyfikacje systemu MCAS w samolotach Boeing 737 Max są analizowane przez różne organy nadzorcze, w tym przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Dpa wskazuje, że dotychczas zdawano się przede wszystkim na ekspertyzy FAA, ale amerykańska agencja jest krytykowana w związku z dopuszczeniem maszyn 737 Max do lotów.

Boeingi 737 Max uziemiono w rezultacie dwóch katastrof - w Indonezji w październiku ub.r. i w Etiopii w marcu br. - w których łącznie zginęło 346 ludzi. Przyczyną tych katastrof było najprawdopodobniej oprogramowanie kontrolujące system MCAS automatycznie zapobiegający przeciągnięciu (utracie siły nośnej). Wszystkie samoloty 737 Max, będące w posiadaniu linii lotniczych na całym świecie, zostały wycofane z eksploatacji do czasu uzyskania nowego certyfikatu dopuszczającego je do lotów z pasażerami.

Boeing poinformował w zeszłym miesiącu, że zakończył pracę nad aktualizacją tego oprogramowania. Wprowadzono też poprawki w oprogramowaniu symulatora lotów dla maszyn 737 Max.

Na początku maja FAA zapowiadała, że proces certyfikacji oprogramowania systemu MCAS może potrwać kilka miesięcy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl