Ludwik Łubieński herbu Pomian wywodził się ze starego rodu szlacheckiego, który z czasem dorobił się statusu arystokratycznego i posiadł liczne majątki. Rodu, którego przedstawiciele łączyli patriotyzm z talentami gospodarczymi i politycznymi. Wybitny prawnik i mąż stanu Feliks Łubieński w czasach Księstwa Warszawskiego, znany przedsiębiorca Henryk w dobie Królestwa Polskiego – to jedni z wielu, którzy chlubnie zapisali się w ojczystych dziejach. Eugeniusz Łubieński był rotmistrzem 4 Pułku Ułanów w Powstaniu Listopadowym, a jego syn, Ludwik Ksawery Łubieński, uczestnikiem Powstania Styczniowego i m.in. autorem tekstu piosenki „Ostatni mazur”. Trzeba przyznać, że Łubieńscy wykazywali się niezwykłą gospodarnością. Kazimierz Łubieński, pradziad Ludwika, wybudował jedną z pierwszych na ziemiach polskich cukrownię „Łubna”. Zasługą Łubieńskich było też stworzenie warunków do rozwoju wsi Kazimierzy Wielkiej i z czasem stania się miastem, siedzibą powiatu oraz prężnym ośrodkiem gospodarczym na południowym Powidziu. To właśnie w rodzinnym majątku w Kazimierzy Wielkiej przyszedł na świat 6 maja 1912 r. Ludwik Maria Łubieński. Urodził się jako najmłodszy syn Leona i Leopoldyny z Hutten-Czapskich. Młody Ludwik w 1934 r. ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jana Kazimierza w Lwowie. Zaraz po studiach otrzymał wykształcenie oficerskie i dyplomatyczne. I już w sierpniu 1937 r. został urzędnikiem Konsulatu RP w Rzymie. W przededniu wojny Ludwik Łubieński zaczął obejmować coraz ważniejsze stanowiska państwowe – 3 lipca 1939 r. został sekretarzem ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, zaś od 25 sierpnia był oficerem łącznikowym pomiędzy MSZ i Kwaterą Główną Naczelnego Wodza. Po wybuchu wojny, 18 września, Łubieński razem z Beckiem przedostał się do Rumunii. Skierowany do obozu odosobnienia w Cerizay, uciekł do Francji, dołączając do formowanych polskich sił zbrojnych. Od marca 1940 r. przebywał w Wielkiej Brytanii, gdzie wkrótce powierzono mu kolejne ważne funkcje. W latach 1941–1943 był oficerem do zadań specjalnych Sztabu Najwyższego Wodza. W marcu 1943 r. objął na Gibraltarze funkcję szefa Polskiej Misji Morskiej. I właśnie na Gibraltarze, 4 lipca 1943 r. był naocznym świadkiem katastrofy, w której zginął gen. Władysław Sikorski. Sam przez przypadek nie poleciał samolotem, na pokładzie zastąpił go kurier z Polski. Na podstawie relacji Ludwika Łubieńskiego urzędnik stanu cywilnego w Gibraltarze, James Robert Norton-Amora, sporządził akt zgonu generała. Major był także pierwszym, który zawiadomił Londyn o jego śmierci. Od września 1943 r. Łubieński pełnił służbę oficera łącznikowego Naczelnego Dowództwa Alianckiego w Algierze i Neapolu, a od czerwca 1944 do września 1949 służył jako oficer do zleceń gen. Władysława Andersa.

Tę suchą narrację warto wzbogacić o choćby krótką charakterystykę Ludwika Łubieńskiego. Wysoki, postawny, szarmancki, niezwykle lojalny, ale też stanowczy, był lubiany i budził respekt. Albo go wymuszał. Gdy gen. Anders wysłał go na pertraktacje do wysokich rangą oficerów amerykańskich, nie pozwolił się lekceważyć. Jeden z amerykańskich generałów przyjął Łubieńskiego jankeskim zwyczajem trzymając nogi na stole. Major Łubieński zażądał zdjęcia nóg, bo melduje mu się polski oficer, przedstawiciel dowódcy Drugiego Polskiego Korpusu. Zdumiony Amerykanin wykonał polecenie. Mimo wojennej i powojennej zawieruchy, Ludwik Łubieński prowadził udane życie rodzinne. Jego żoną była Elżbieta z Tyszkiewiczów. Z ich związku po wojnie urodziły się w Wielkiej Brytanii trzy córki: Róża, która jako aktora filmowa i teatralna przyjęła pseudonim artystyczny Rula Lenska, Gabriela i Anna.

Po wojnie, w latach 1949-1958, Ludwik Łubieński pracował w londyńskim biurze gen. Andersa. W latach 1958-1968 był dyrektorem Rady Polonii Amerykańskiej na Europę z siedzibą w Monachium. A w latach 60-tych Jan Nowak-Jeziorański zatrudnił Łubieńskiego w Rozgłośni Polskiej RWE. Od 1968 do 1979 r. pełnił funkcję kierownika Działu Produkcji RWE w sekcji polskiej. Oznaczało to odpowiedzialną pracę przy wytwarzaniu wszystkich audycji, z udziałem kilkudziesięciu pracujących w rozgłośni aktorów, lektorów, reżyserów dźwięku i techników. To Łubieński ustalał dyżury wszystkich tych pracowników a także zadania, jakie mieli wypełniać. W razie konieczności sam czytał wiadomości dziennika lub prowadził audycje. Należał też do Rycerskiego Zakonu Maltańskiego. Po przejściu na emeryturę zajmował ważne stanowiska w strukturach prezydenta i rządu RP na uchodźstwie: Radzie Narodowej, Głównej Komisji Skarbu Narodowego, Komisji Likwidacyjnej Skarbu Narodowego, Radzie Pomocy Uchodźcom. Zmarł 22 stycznia 1996 r. w Londynie, pochowany jest w rodzinnej Kazimierzy Wielkiej. Już po narodzinach III RP Ludwik Łubieński podjął starania o odzyskanie rodowych dóbr. Z różnym skutkiem. Z jednej strony został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, z drugiej na początku lat 90-tych ówczesne władze samorządowe Kazimierzy Wielkiej odebrały – przez skomunalizowanie – nawet kilka arów ziemi, na której stał rodzinny dom Łubieńskich. Mimo tego już podeszły wiekiem Ludwik Łubieński dał się namówić na przyjazd do Kazimierzy Wielkiej z okazji jubileuszu 150-lecia cukrowni „Łubna”.

Ludwik Łubieński nie doczekał się sprawiedliwości, dopiero w 2010 r., jego córki odzyskały część zagrabionej po wojnie przez władze komunistyczne, nieruchomości przy ul. Puławskiej 107 B w Warszawie. Odsprzedały one nieruchomość swemu kuzynowi Michałowi Sobańskiemu, założycielowi Fundacji im. Feliksa hr. Sobańskiego. Fundacja zajmuje się m.in. rewaloryzacją odkupionego w 1996 r. zespołu pałacowo-parkowego w Guzowie, finansuje projekt stworzenia w warszawskim Muzeum Narodowym Gabinetu Monet i Medali oraz budowę kościoła w Guzowie jako wotum rodziny Sobańskich w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Autor projektu kościoła, architekt Lech Szymborski podkreśla, że zlecenie przez prywatną fundację budowy takiego kościoła jak w Guzowie jest zdarzeniem absolutnie unikalnym. Warto dodać, że Pracownia Szymborski i Szymborski Architekci zaprojektowała m.in. Świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie. Sprawiedliwości dziejowej stało się więc po części zadość. Szkoda tylko, że sam Ludwik Łubieński nie dożył możliwości poczucia satysfakcji i że większość potomków zasłużonych ziemiańskich rodów nie może doczekać się zwrotu tego, co im bezprawnie zagrabiono. Choć czasami, jak widać, jest to możliwe.

(Arkadiusz Bińczyk, historyk, współautor książek „Poczet Przedsiębiorców Polskich. Od Piastów do 1939 roku” oraz „Świat Szlachty Polskiej. Dzieje ludzi i rodzin”)