Ludwik Łubieński: niezwykła historia wpleciona we współczesność

Ludwik Maria Łubienski / arch. rodzinne

  

Postać Ludwika Marii Łubieńskiego warto przypomnieć nie tylko ze względu na życiorys, którym można byłoby obdzielić kilka ludzkich żywotów, ale też jako dowód, że w dzisiejszej Polsce możliwa jest uczciwa reprywatyzacja. Niestety, wielu potomków ziemiańskich rodów, zasłużonych dla kraju, odeszło bez doczekania się sprawiedliwości. Ludwik, zaufany oficer generała Andersa, a po wojnie jeden z filarów Radia Wolna Europa, tej sprawiedliwości doczekał po swojej śmierci. Nie było to jednak szybkie ani łatwe.

Ludwik Łubieński herbu Pomian wywodził się ze starego rodu szlacheckiego, który z czasem dorobił się statusu arystokratycznego i posiadł liczne majątki. Rodu, którego przedstawiciele łączyli patriotyzm z talentami gospodarczymi i politycznymi. Wybitny prawnik i mąż stanu Feliks Łubieński w czasach Księstwa Warszawskiego, znany przedsiębiorca Henryk w dobie Królestwa Polskiego – to jedni z wielu, którzy chlubnie zapisali się w ojczystych dziejach. Eugeniusz Łubieński był rotmistrzem 4 Pułku Ułanów w Powstaniu Listopadowym, a jego syn, Ludwik Ksawery Łubieński, uczestnikiem Powstania Styczniowego i m.in. autorem tekstu piosenki „Ostatni mazur”. Trzeba przyznać, że Łubieńscy wykazywali się niezwykłą gospodarnością. Kazimierz Łubieński, pradziad Ludwika, wybudował jedną z pierwszych na ziemiach polskich cukrownię „Łubna”. Zasługą Łubieńskich było też stworzenie warunków do rozwoju wsi Kazimierzy Wielkiej i z czasem stania się miastem, siedzibą powiatu oraz prężnym ośrodkiem gospodarczym na południowym Powidziu. To właśnie w rodzinnym majątku w Kazimierzy Wielkiej przyszedł na świat 6 maja 1912 r. Ludwik Maria Łubieński. Urodził się jako najmłodszy syn Leona i Leopoldyny z Hutten-Czapskich. Młody Ludwik w 1934 r. ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jana Kazimierza w Lwowie. Zaraz po studiach otrzymał wykształcenie oficerskie i dyplomatyczne. I już w sierpniu 1937 r. został urzędnikiem Konsulatu RP w Rzymie. W przededniu wojny Ludwik Łubieński zaczął obejmować coraz ważniejsze stanowiska państwowe – 3 lipca 1939 r. został sekretarzem ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, zaś od 25 sierpnia był oficerem łącznikowym pomiędzy MSZ i Kwaterą Główną Naczelnego Wodza. Po wybuchu wojny, 18 września, Łubieński razem z Beckiem przedostał się do Rumunii. Skierowany do obozu odosobnienia w Cerizay, uciekł do Francji, dołączając do formowanych polskich sił zbrojnych. Od marca 1940 r. przebywał w Wielkiej Brytanii, gdzie wkrótce powierzono mu kolejne ważne funkcje. W latach 1941–1943 był oficerem do zadań specjalnych Sztabu Najwyższego Wodza. W marcu 1943 r. objął na Gibraltarze funkcję szefa Polskiej Misji Morskiej. I właśnie na Gibraltarze, 4 lipca 1943 r. był naocznym świadkiem katastrofy, w której zginął gen. Władysław Sikorski. Sam przez przypadek nie poleciał samolotem, na pokładzie zastąpił go kurier z Polski. Na podstawie relacji Ludwika Łubieńskiego urzędnik stanu cywilnego w Gibraltarze, James Robert Norton-Amora, sporządził akt zgonu generała. Major był także pierwszym, który zawiadomił Londyn o jego śmierci. Od września 1943 r. Łubieński pełnił służbę oficera łącznikowego Naczelnego Dowództwa Alianckiego w Algierze i Neapolu, a od czerwca 1944 do września 1949 służył jako oficer do zleceń gen. Władysława Andersa.

Tę suchą narrację warto wzbogacić o choćby krótką charakterystykę Ludwika Łubieńskiego. Wysoki, postawny, szarmancki, niezwykle lojalny, ale też stanowczy, był lubiany i budził respekt. Albo go wymuszał. Gdy gen. Anders wysłał go na pertraktacje do wysokich rangą oficerów amerykańskich, nie pozwolił się lekceważyć. Jeden z amerykańskich generałów przyjął Łubieńskiego jankeskim zwyczajem trzymając nogi na stole. Major Łubieński zażądał zdjęcia nóg, bo melduje mu się polski oficer, przedstawiciel dowódcy Drugiego Polskiego Korpusu. Zdumiony Amerykanin wykonał polecenie. Mimo wojennej i powojennej zawieruchy, Ludwik Łubieński prowadził udane życie rodzinne. Jego żoną była Elżbieta z Tyszkiewiczów. Z ich związku po wojnie urodziły się w Wielkiej Brytanii trzy córki: Róża, która jako aktora filmowa i teatralna przyjęła pseudonim artystyczny Rula Lenska, Gabriela i Anna.

Po wojnie, w latach 1949-1958, Ludwik Łubieński pracował w londyńskim biurze gen. Andersa. W latach 1958-1968 był dyrektorem Rady Polonii Amerykańskiej na Europę z siedzibą w Monachium. A w latach 60-tych Jan Nowak-Jeziorański zatrudnił Łubieńskiego w Rozgłośni Polskiej RWE. Od 1968 do 1979 r. pełnił funkcję kierownika Działu Produkcji RWE w sekcji polskiej. Oznaczało to odpowiedzialną pracę przy wytwarzaniu wszystkich audycji, z udziałem kilkudziesięciu pracujących w rozgłośni aktorów, lektorów, reżyserów dźwięku i techników. To Łubieński ustalał dyżury wszystkich tych pracowników a także zadania, jakie mieli wypełniać. W razie konieczności sam czytał wiadomości dziennika lub prowadził audycje. Należał też do Rycerskiego Zakonu Maltańskiego. Po przejściu na emeryturę zajmował ważne stanowiska w strukturach prezydenta i rządu RP na uchodźstwie: Radzie Narodowej, Głównej Komisji Skarbu Narodowego, Komisji Likwidacyjnej Skarbu Narodowego, Radzie Pomocy Uchodźcom. Zmarł 22 stycznia 1996 r. w Londynie, pochowany jest w rodzinnej Kazimierzy Wielkiej. Już po narodzinach III RP Ludwik Łubieński podjął starania o odzyskanie rodowych dóbr. Z różnym skutkiem. Z jednej strony został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, z drugiej na początku lat 90-tych ówczesne władze samorządowe Kazimierzy Wielkiej odebrały – przez skomunalizowanie – nawet kilka arów ziemi, na której stał rodzinny dom Łubieńskich. Mimo tego już podeszły wiekiem Ludwik Łubieński dał się namówić na przyjazd do Kazimierzy Wielkiej z okazji jubileuszu 150-lecia cukrowni „Łubna”.

Ludwik Łubieński nie doczekał się sprawiedliwości, dopiero w 2010 r., jego córki odzyskały część zagrabionej po wojnie przez władze komunistyczne, nieruchomości przy ul. Puławskiej 107 B w Warszawie. Odsprzedały one nieruchomość swemu kuzynowi Michałowi Sobańskiemu, założycielowi Fundacji im. Feliksa hr. Sobańskiego. Fundacja zajmuje się m.in. rewaloryzacją odkupionego w 1996 r. zespołu pałacowo-parkowego w Guzowie, finansuje projekt stworzenia w warszawskim Muzeum Narodowym Gabinetu Monet i Medali oraz budowę kościoła w Guzowie jako wotum rodziny Sobańskich w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Autor projektu kościoła, architekt Lech Szymborski podkreśla, że zlecenie przez prywatną fundację budowy takiego kościoła jak w Guzowie jest zdarzeniem absolutnie unikalnym. Warto dodać, że Pracownia Szymborski i Szymborski Architekci zaprojektowała m.in. Świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie. Sprawiedliwości dziejowej stało się więc po części zadość. Szkoda tylko, że sam Ludwik Łubieński nie dożył możliwości poczucia satysfakcji i że większość potomków zasłużonych ziemiańskich rodów nie może doczekać się zwrotu tego, co im bezprawnie zagrabiono. Choć czasami, jak widać, jest to możliwe.

(Arkadiusz Bińczyk, historyk, współautor książek „Poczet Przedsiębiorców Polskich. Od Piastów do 1939 roku” oraz „Świat Szlachty Polskiej. Dzieje ludzi i rodzin”)

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Mocne słowa Ziobry o sędziach: Nie są nadzwyczajną kastą. Nie mogą kierować się żądzą zemsty!

minister Zbigniew Ziobro / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podczas obchodów europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych w pewnym momencie powiedział kilka słów do sędziów. Przypomniał im, że nie są oni żadną „nadzwyczajną kastą” i nie mogą reprezentować żadnej strony sporu. Szef resortu sprawiedliwości przyznał też, że „jednym z największych błędów było zaniechanie oczyszczenia środowiska sędziowskiego po upadku komunizmu”.

Podziały w dobie dzisiejszych spraw, które dzieją się w mediach, doprowadziły do gorszących sytuacji. Sytuacji, kiedy ludzie reprezentujący to samo środowisko sędziowskie, wywodzący się z tych samych sędziowskich stowarzyszeń, ludzie którzy często byli jako sędziowie nie tylko kolegami w wymiarze zawodowym - spotykali się w pokojach sędziowskich, na salach rozpraw, ale też spędzali razem wiele prywatnego czasu, byli w relacjach przyjacielskich używają wobec siebie niegodnych argumentów.
- powiedział minister Ziobro.

Podkreślił, że sędziowie nie są nadzwyczajną kastą oraz nie mogą kierować się żądzą odwetu czy zemsty.

Nie są nadzwyczajną kastą ani sędziowie reprezentujący jedną, ani drugą, ani jakąkolwiek inną stronę sporu. Bardzo ostrego sporu niestety, który wzbudził wiele emocji co do reformy wymiaru sprawiedliwości.
- dodał.

Minister zaznaczył, że system sprawdza się tak naprawdę nie wtedy, kiedy dzieje się dobrze ale wtedy, kiedy dzieje się coś niedobrego. Wtedy, według Ziobry, okazuje się, czy ten system reaguje właściwie czy też niewłaściwie.

Również system związany z egzekwowaniem odpowiedzialności etycznej od tych, od których należy oczekiwać więcej niż od zwykłego obywatela, czyli od ludzi związanych ze środowiskiem sędziowskim. Czy ten system działa według różnych zasad wobec każdego niezależnie z jakiego środowiska się wywodzi, niezależnie jak się nazywa i niezależnie jaką pełni funkcję.
- zaznaczył Ziobro.

To według ministra jest miara próby, która w takich sytuacjach pozwala się przekonać czy system działa czy też jest kulawy, jest pełen ograniczeń powodując, że jest jakaś kasta, która jest poza odpowiedzialnością.

Ziobro podczas konferencji mówił m.in. o wpływie komunizmu na kondycję polskiego sądownictwa.

Po upadku komunizmu sądy dyscyplinarne nie usunęły z zawodu tych, którzy dopuszczali się nieprawości. Odsunięty został zaledwie jeden sędzia, który orzekał wysokie kary pozbawienia wolności w stosunku do znanych działaczy politycznych, a było ich tysiące.
- mówił minister sprawiedliwości.

Zdaniem Ziobry można to porównać do doświadczeń Niemiec, gdzie, jak powiedział minister, „w ciągu kilku lat po zjednoczeniu usunięto z zawodu blisko 80 proc. sędziów orzekających w komunistycznej NRD”.

Ziobro dodał, że w jego ocenie bezkarność sędziów, którzy w czasach komunistycznych łamali prawo, a w radykalnych sytuacjach dopuszczali się „wręcz zbrodni sądowych, mordów sądowych miał destrukcyjny skutek i rzutuje w wymiarze kulturowo-mentalnym również na to, co dzieje się dziś”.

Ziobro zaznaczył, że jego zdaniem powinno się o tym dyskutować.

Może są nieodmienne zdania, że to nie ma żadnego znaczenia. Chętnie bym też taką dyskusję wysłuchał i wziął pod uwagę jej wnioski
- powiedział szef resortu sprawiedliwości.

Dodał, że brak napiętnowania nieprawości z czasów komunizmu „miał destrukcyjny skutek także na osoby, które rozpoczynały sędziowską karierę już po 1989 r.”.

Utwierdzał część środowiska sędziowskiego w przekonaniu, że ma prawo cieszyć się pewnymi wyjątkowymi przywilejami i stoi ponad zwykłymi obywatelami, którzy w identycznej sytuacji byliby zawsze pociągnięci do odpowiedzialności.
- tłumaczył Zbigniew Ziobro.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl