Nowy oręż opozycji: Po fake news nastał czas na fake books. Mechanizm manipulacji

zdjęcie ilustracyjne / Free-Photos; pixabay.com / Creative Commons CC0

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

„Delfin” – książka Piotra Gajdzińskiego i Jakuba Gajdzińskiego jest w księgarniach zaledwie od kilku dni, a już wstrząsnęła polityką. Na niespotykaną dotąd skalę został zaatakowany premier Mateusz Morawiecki i jego rodzina. Tropem książki poszły wrogie rządowi media, w tym „Gazeta Wyborcza”, wobec której Morawieccy zapowiedzieli już pozew. Ataki „książkowe” stały się coraz częstszym i bezlitosnym orężem przeciwników PiS. Co najgorsze, w publikacjach tych często wręcz roi się od absurdalnych tez.

W „Delfinie”, którego współautorem jest były rzecznik Mateusza Morawieckiego z czasów jego prezesury w BZ WBK, zarzucono obecnemu premierowi wszystko, co najgorsze: m.in. wielomilionowy kredyt na żonę „po znajomości”, „nieludzkie” zarobki, chciwość, udzielanie przez BZ WBK kredytów frankowych, menedżerskie „zachcianki” i podejrzane kontakty z politykami PO. Przypomniano też po raz kolejny, że dzieci premiera są z adopcji – co autorzy mogli sobie darować. Lista oskarżeń jest długa, a ich treść mocna, bo nie dalej jak wczoraj Gajdziński zaczął się uskarżać w mediach, że dostaje groźby od oburzonych publikacją czytelników. Zdziwiony?

Tropem „Delfina”, jak by tylko na to czekała, poszła „Gazeta Wyborcza”, która dopatrzyła się zakupu działek od Kościoła przez Morawieckiego i późniejsze przepisanie części majątku premiera na żonę. „GW” zrobiła z tego taki skandal, jakby premier był co najmniej szefem niegdysiejszego „Pruszkowa” czy „Wołomina”, a nie szefem rządu i bankowcem, który miał prawo i możliwości dorobić się pokaźnego majątku.

Takie książkowe „hity” – zdaniem ekspertów od wizerunku politycznego – stają się nowym orężem w atakowaniu i zniesławianiu „wrogów”. Twórcy pomysłu zręcznie wykorzystali fakt, że przeciętny czytelnik nie dowierza już „newsom” z internetu, a do książki wydanej drukiem ma jeszcze pewną dozę zaufania. Ta, połączona z odpowiednią „promocją” publikacji jeszcze przed jej wydaniem – i po – ma wielką siłę rażenia.

O ile jeszcze książka Gajdzińskich przynajmniej sprawia wrażenie napisanej w miarę składnie, o tyle na rynku już od jakiegoś czasu pojawiają się też pozycje, które z racji swej treści i formy wołają o pomstę do nieba.

Jesienią ub. roku ofiarą „książkowego ataku” padł Antoni Macierewicz – za sprawą publikacji „Macierewicz. Jak to się stało” i wcześniejszej „Macierewicz i jego tajemnice”, autorstwa Tomasza Piątka, postrzeganego przez krytyków jako „mało wiarygodnego fantastę”. Nic dziwnego, skoro byłemu ministrowi obrony narodowej Piątek zarzucił… pozostawanie pod opieką SB, czego dowodem miało być rzekomo ulgowe traktowanie przez komunistyczne organa ścigania. Choć pewnie mało kto uwierzył w te rewelacje, książki rozeszły się w setkach tysięcy egzemplarzy.

„Szczytem kreatywności” Piątka okazała się jednak ostatnia książka – co znamienne – o Mateuszu Morawieckim, wydana kilka tygodni temu. To „dzieło” jest tak misternie „uplecione”, że wciąż dostarcza internautom powodów do kpin. Szczególne pole do analizy stanowią załączone do książki diagramy z rzekomymi powiązaniami Morawieckiego i jego ojca Kornela, prowadzące – wedle autora – do GRU, jednej z największych w Rosji mafii sołncewskiej, a nawet do samego Kremla.

Czytelnicy, a wśród nich politycy, nie próbowali nawet walczyć z tymi argumentami – bo ja walczyć z fantazjami – niemniej dali wyraz swemu stosunkowo do tego rodzaju „literatury” m.in. w social mediach. Chyba jednym z celniejszych komentarzy zabłysnął Jarosław Gowin, który napisał: „Ktoś przesłał mi grafikę autorstwa p. Piątka. Myślałem, że to żart. Ale podobno naprawdę coś takiego w tej książce jest... Red. Piątkowi podsuwam pomysł na następną książkę: w 1940 ulicą, przy której mieszkam w Krakowie, przejechał Hans Frank. Przypadek?”.

Nie mniej kontrowersji budzi Leszek Szymowski, dziennikarz „Angory”, który choć spotyka się z regularną krytyką ze strony ekspertów i czytelników, nie ustaje w swej „misji”. Szymowski próbował rozwikłać okoliczności katastrofy smoleńskiej w dwóch publikacjach („Zamach w Smoleńsku”, 2011; „Operacja Smoleńsk, 2013)

To właśnie w książce Szymowskiego o Smoleńsku znalazły się – delikatnie mówiąc – fantastyczne tezy, że potraktowany bombą termobaryczną (próżniową) Tu-154 z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie zdołał wylądować w lesie przed lotniskiem, dopiero potem został wysadzony w powietrze, a nieliczni pasażerowie, którzy przeżyli eksplozję, zostali dobici strzałami z pistoletów przez „osoby w czerwonych kamizelkach”.

Za takie i podobne treści, które wywołują poruszenie związane z naruszeniem etyki dziennikarskiej, SDP przyznaje Antynagrody „Hiena Roku”. To jest „nagroda”, która reaguje na często patologiczne treści, nieetyczne i nierzetelne zachowania dziennikarzy. Niektóre z książek tych autorów, o których mowa powyżej, była rozważane pod kątem „nominacji” do naszej „antynagrody”.
- mówi Mariusz Pilis, członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Generalnie muszę przyznać z przykrością, że obserwuję postępujący upadek warsztatu dziennikarskiego i etyki zawodowej. To z kolei przekłada się na różnego rodzaju publikacje, które budzą wręcz procesowe wątpliwości.
- podkreśla Pilis.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalzna.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Kolejna rezolucja ws. brexitu

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/daniel_diaz_bardillo

  

Parlament Europejski przegłosował kolejną rezolucję w sprawie brexitu, sygnalizując, że UE zgodzi się na jego odroczenie, jeśli władze Wielkiej Brytanii o to wystąpią i będzie ku temu odpowiedni powód.

"Parlament Europejski jest otwarty na ewentualne przedłużenie okresu negocjacyjnego przewidzianego w art. 50, jeżeli zażąda tego Zjednoczone Królestwo, pod warunkiem, że jest to uzasadnione i ma konkretny cel, taki jak uniknięcie brexitu bez porozumienia, przeprowadzenie wyborów powszechnych lub referendum, uchylenie art. 50 lub zatwierdzenie umowy o wystąpieniu"

- czytamy w komunikacie PE.

W przyjętym podczas sesji plenarnej przy 544 głosach za, 126 przeciw i 38 wstrzymujących się dokumencie eurodeputowani podkreślili, że popierają "uporządkowany brexit", czyli skoordynowany i zaplanowany proces występowania Wielkiej Brytanii z UE, realizowany zgodnie z wynegocjowaną przez obie strony umową.

"Dzisiaj wysyłamy silny sygnał, że nasze stanowisko jest niezmienne. Podobnie jak poprzedni Parlament Europejski, ten również nadal będzie bronił praw obywateli, nalegał na irlandzki mechanizm ochronny i uczciwe porozumienie finansowe między UE a Wielką Brytanią"

- oświadczyła po głosowaniach europosłanka Danuta Huebner (PO, EPL), która jako jedyna polska eurodeputowana jest członkinią grupy sterującej ds. brexitu.

Rezolucja potwierdziła poparcie nowego europarlamentu dla obecnej strategii UE przed kluczowym październikowym szczytem unijnych przywódców. Europosłowie zaznaczyli, że obowiązująca umowa o wystąpieniu ze Wspólnoty uwzględnia zarówno nieprzekraczalne granice negocjacyjne Zjednoczonego Królestwa, jak i UE.

W rezolucji zwrócono uwagę, że umowa chroni prawa obywateli europejskich i brytyjskich, przewiduje mechanizm rozliczeń finansowych wynikających z zobowiązań Zjednoczonego Królestwa wobec UE i reguluje kwestię wniosku Wielkiej Brytanii o okres przejściowy. Bez porozumienia żadna z tych kwestii nie będzie zagwarantowana. Eurodeputowani wyrazili obawy związane z wdrażaniem przez Wielką Brytanię systemu przyznawania statusu osoby osiedlonej obywatelom UE mieszkającym w tym kraju.

Porozumienie rozwodowe, o czym przypomnieli eurodeputowani, wprowadza niezbędny mechanizm ochronny, tzw. backstop, który ma na celu zagwarantowanie status quo w Irlandii poprzez utrzymanie w mocy pokojowego porozumienia wielkopiątkowego.

Europosłowie potwierdzili, że byliby gotowi powrócić do pierwotnej propozycji UE dotyczącej mechanizmu ochronnego obejmującego tylko Irlandię Północną (jednak na nią nie zgodziła się wcześniej Wielka Brytania). UE jest otwarta na dyskusję w sprawie "rozwiązań alternatywnych", jeżeli tylko będą one wiarygodne z prawnego i operacyjnego punktu widzenia oraz zgodne z mandatem negocjacyjnym UE.

Europosłowie podkreślają jednak, że nie wyrażą zgody na porozumienie pozbawione mechanizmu ochronnego zapobiegającego powrotowi twardej granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

PE oświadczył, że biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w Zjednoczonym Królestwie, Brytyjczycy musieliby przyjąć pełną odpowiedzialność za "brexit bez porozumienia" oraz wynikające z niego konsekwencje.

"Scenariusz zakładający brak porozumienia nie usunąłby zobowiązań Zjednoczonego Królestwa dotyczących rozliczeń finansowych, ochrony praw obywateli oraz przestrzegania porozumienia wielkopiątkowego, co jest niezbędnym warunkiem zatwierdzenia przez Parlament wszelkich przyszłych stosunków między UE a Zjednoczonym Królestwem"

- ostrzega PE.

Wprawdzie PE nie bierze udziału bezpośrednio w negocjacjach, ale porozumienie o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z UE i przyszłe umowy o stowarzyszeniu lub umowy międzynarodowe z Wielką Brytanią będą musiały zostać zatwierdzone przez eurodeputowanych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl