"Życie ludzkie w Bułgarii kosztuje 10 lewów. Na tyle firma ubezpieczeniowa Bulins oceniła życie naszych matek, ojców i dzieci. Zachowanie tego bułgarskiego ubezpieczyciela powoduje, że czujemy się poniżeni i zgorszeni, bez wiary w sprawiedliwość"

 – czytamy w liście rodzin ofiar do bułgarskiego premiera, rzecznika praw obywatelskich i Komisji Nadzoru Finansowego.

Według Komisji autobus miał ważne ubezpieczenie i firma zgodnie z ustawodawstwem powinna zapłacić rodzinom ofiar 50 tys. lewów (25 tys. euro). Firma jednak zwlekała z wypłatą odszkodowania. W końcu kilka dni temu zapłaciła tylko trzem rodzinom po 5 euro. Pozostali nie otrzymali nic.

Komisja Nadzoru Finansowego stwierdziła, że rodziny ofiar przedstawiły ubezpieczycielowi wszystkie niezbędne dokumenty i zobowiązała go do wypłaty odszkodowania. Ten jednak wciąż odmawia.

Autokarem jechała grupa z podsofijskiej wioski, w tym miejscowy chór emerytek; jednej z kobiet towarzyszył 15-letni wnuk, który również zginął. Wypadek miał swoje reperkusje w polityce, doprowadził bowiem do dymisji ministrów rozwoju regionalnego, spraw wewnętrznych i transportu.

Po dochodzeniu wyszło na jaw, że asfalt nie spełniał wymogów, a odpowiadająca za jakość dróg Agencja Infrastruktury Drogowej nie reagowała na sygnały miejscowych władz o niebezpiecznym odcinku. Jej kierownictwo również zwolniono. Cały odcinek wyremontowano ponownie. Dochodzenie w sprawie jeszcze trwa.

Bułgarskie media zwracają uwagę na obawy, że jeżeli firma Bulins nie jest w stanie wypłacić odszkodowania rodzinom ofiar, może powtórzyć się skandal sprzed roku, kiedy upadła zarejestrowana na Cyprze firma ubezpieczeniowa Olimpic. Formalnym właścicielem firmy okazał się ubogi Cypryjczyk. Nie zdołano jednak ustalić, kto jest jej faktycznym właścicielem. Ponad 200 tys. klientów nie otrzymało żadnych odszkodowań i musiało ponownie płacić ubezpieczenia na samochody.