Kolejne przesłuchania przed komisją ds. VAT. Ponownie wezwano Elżbietę Chojnę-Duch

/ Twitter.com/@KancelariaSejmu

  

Komisja śledcza ds. VAT ponownie przesłucha w środę byłą wiceminister finansów Elżbietę Chojnę-Duch. - Przede wszystkim chcemy uściślić m.in. kwestię 30-proc. sankcji VAT - powiedział wiceprzewodniczący komisji Kazimierz Smoliński. Przed komisją będzie także zeznawała prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych, Halina Pupacz.

- Przede wszystkim chcemy uściślić kilka nie do końca wyjaśnionych spraw, jeśli chodzi o stanowisko ministerstwa finansów i wiceminister Chojny-Duch w zakresie m.in. zniesienia 30-proc. sankcji VAT. Inni wiceministrowie, szczególnie minister Rostowski zaprzeczali jej niektórym twierdzeniom, więc musimy to wyjaśnić

 - stwierdził w rozmowie z PAP wiceprzewodniczący sejmowej komisji ds. VAT Kazimierz Smoliński pytany o ponowne przesłuchanie byłej wiceminister finansów Elżbiety Chojny-Duch.

- Wbrew stanowisku ministerstwa w postaci dyrektorów i pani wiceminister, jednak ta sankcja została zniesiona. Teraz się twierdzi, że ona jednak była za, bo napisała "akceptuję". To jak wyglądała ta sytuacja trzeba wyjaśnić do końca. Myślę, że pani minister będzie chciała to wyjaśnić, a liczę na to, że powie więcej

- dodał Smoliński.

Podczas swojego przesłuchania w listopadzie ub.r. Chojna-Duch odniosła się do likwidacji tzw. sankcji vatowskiej zapisanej w projekcie nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług, który wpłynął do Sejmu w lipcu 2008 r.

- Resort finansów przeciwstawiał się zniesieniu sankcji dla przedsiębiorców za zaniżanie czy zawyżanie zwrotu VAT. Proponowaliśmy wręcz zaostrzenie tych sankcji

 - mówiła podczas posiedzenia komisji była wiceminister finansów. Projekt - jak twierdziła - powstawał "oryginalnie" w Ministerstwie Finansów i jednocześnie pracowano nad nim w PO. Według wyjaśnień Chojny-Duch, ostatecznie do Sejmu wpłynął on jako projekt rządowy, który "musiał być uzgodniony". W projekcie zaproponowano likwidację 30-proc. sankcji za zaniżenie czy zawyżenie zwrotu podatku. Na pytanie wiceprzewodniczącego komisji Kazimierza Smolińskiego (PiS) o ocenę tego rozwiązania, Chojna-Duch zapewniła, że Ministerstwo Finansów przeciwstawiało się zniesieniu sankcji.

- Proponowaliśmy wręcz zaostrzenie sankcji. Te sankcje wycofano - moim zdaniem - niesłusznie

 - mówiła podczas poprzedniego przesłuchania była wiceminister. W jej opinii likwidacja sankcji "prawdopodobnie" przyczyniła się do rozszczelnienia systemu podatkowego. Elżbieta Chojna-Duch przypomniała orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który w 2009 r. stwierdził, że sankcja była zgodna z prawem, ale - jak dodała - "już jej nie przywrócono".

- Sankcje powinny być, wszelkiego rodzaju oszustwa podatkowe powinny być karane

 - oceniła wtedy Chojna-Duch.

Były minister finansów Jacek Rostowski zeznał w grudniu ub. r. przed sejmową komisją ds. VAT, że "pani minister (Chojna-Duch) nadzorowała pion podatkowy. W pionie podatkowym był departament VAT-u. (...) Pani minister była odpowiedzialna za to, co akceptowała. Propozycja, jak pan (członek komisji) pokazał wypłynęła z departamentu. To był dalszy ciąg, bo ogólna praktyka, jeśli chodzi o tę ustawę, to (była taka) przejęliśmy ustawę PiS-u i na nią znowu się popatrzyliśmy i niektóre rzeczy dodawaliśmy chcąc jeszcze bardziej pomóc przedsiębiorcom, ale nie podejmując zbytniego ryzyka, jeśli chodzi o dochody skarbu państwa. Pani minister, jako nadzorujący minister nadzorowała te prace i akceptowała".

Była wiceminister Chojna-Duch zeznając w listopadzie 2018 r. przed komisją śledczą ds. VAT przywołała osobę Renaty Hayder jako społecznej doradczyni ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego i partnera w firmie doradczej Ernst&Young. Chojna-Duch mówiła, że według niej proces legislacyjny przejmowali od urzędników resortu finansów zewnętrzni doradcy. W resorcie finansów - jak zaznaczyła - gabinet miał "superpracownika" - Renatę Hayder zatrudnioną w firmach doradczych - Arthur Andersen i Ernst&Young. Jak zeznała Chojna-Duch był moment, o którym można powiedzieć, że funkcje ministra finansów przejął Sławomir Nowak, minister w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, szef gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska. Z jej zeznań wynika, że Nowak miał nieformalną polityczną władzę nad formułowaniem prawa podatkowego na etapie prac rządowych.

W środę przed komisją ds. VAT po raz pierwszy złoży zeznania prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych Halina Pupacz.

- To jest kwestia kilkuletnich starań izb gospodarczych w zakresie wnioskowania do ministerstwa finansów o rozwiązania związane z nadużyciami w zakresie paliw. To się zaczęło w 2008 r. i trwało do 2015 r. i praktycznie nic z tym nie zrobiono

 - poinformował wiceprzewodniczący komisji Kazimierz Smoliński.

- Paliwa były największym problemem, nadużycia sięgały 4-5 mld zł rocznie, a rząd się w tym czasie zajmował np. stalą, gdzie było 400 mln zł rocznie. Izby branżowe o tym pisały - pani prezes Pupacz, pan prezes Wieciech, który będzie następnego dnia słuchany. Wielokrotnie, setki pism powiedziałbym nawet było w tej sprawie

 - dodał Smoliński.

- Chcemy mieć wiedzę od branży jak to rzeczywiście wyglądało, jaki było ich stanowisko. Wiemy, że w tej sprawie były prowadzone rozmowy, znamy też pisma, ale były też spotkania. Chcemy wiedzieć, jakie było wtedy nastawienie urzędników, w tym ministrów. Tym bardziej, że chodziło o branże, gdzie były największe nadużycia które trwały całe 8 lat

 - podkreślił wiceprzewodniczący komisji śledczej

Do tej pory komisja śledcza ds. VAT przesłuchała kilkudziesięciu świadków. Jako pierwszy, we wrześniu ub. roku, zeznawał były wiceminister finansów w latach 1992-96 Witold Modzelewski, ostatnim - w zeszły czwartek był minister finansów w rządzie Ewy Kopacz, Mateusz Szczurek.

Komisja śledcza ds. VAT powołana została na początku lipca 2018 roku. Ma zbadać i ocenić prawidłowość działań rządów PO-PSL związanych z zapewnieniem dochodów z VAT i akcyzy oraz ewentualne zaniedbania w tym zakresie. Bada okres od grudnia 2007 r. do listopada 2015 r. Zgodnie z uchwałą Sejmu powołującą komisję, jej prace mają odnosić się w szczególności do działań, zaniedbań i zaniechań m.in. członków rządu, "w szczególności ministra właściwego do spraw budżetu, finansów publicznych i instytucji finansowych, i podległych im funkcjonariuszy publicznych".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Szef Boeinga przyznaje się do błędu

Zdjęcie ilustracyjne / By Crashy - Fotografia własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=14187225

  

Szef Boeinga Dennis Muilenburg przyznał, że jego firma "popełniła błąd" przy wdrażaniu w samolotach Boeing 737 MAX systemu automatycznie zapobiegającemu przeciągnięciu. Zapowiedział dążenie do odzyskania zaufania klientów.

Kłopoty z tym systemem są prawdopodobną przyczyną dwóch katastrof tych maszyn - w Indonezji i w Etiopii - w których zginęło łącznie 346 ludzi.

Muilenburg powiedział dziennikarzom w Paryżu przed rozpoczynającym się tam w poniedziałek Międzynarodowym Salonem Lotniczym, że komunikacja Boeinga "nie była spójna" i że jest to "nie do przyjęcia". Zarazem brał w obronę generalne podejście inżynieryjne do opracowania systemu MCAS zapobiegającego przeciągnięciu.

AP odnotowuje, że amerykańska Federalna Agencja Lotnictwa (FAA) zarzuciła Boeingowi, iż przez ponad rok nie informował o wadliwym wskaźniku bezpieczeństwa w kokpicie 737 Max.

Muilenburg, zapytany, jak to możliwe, że procedury nie wychwyciły oczywistych wad w oprogramowaniu systemu MCAS i w budowie czujników, odpowiedział: "To jasne, że możemy wprowadzać poprawki, rozumiemy to i będziemy je wprowadzać".

Wyraził przekonanie, że samoloty Boeing 737 Max, uziemione po wypadkach w Indonezji i w Etiopii, powrócą do latania w tym roku, po zaakceptowaniu przez organy sprawujące nadzór nad bezpieczeństwem lotnictwa. Przyznał zarazem, że odzyskanie zaufania klientów będzie wymagało czasu. Wyrażał przekonanie, że poprawione oprogramowanie systemu MCAS nie dopuści do takich katastrof, jak w Indonezji i w Etiopii. Podkreślił, że poprawione oprogramowanie systemu MCAS bęzie korzystało z danych z dwóch czujników, a nie z jednego. Poinformował, że 90 proc. linii lotniczych mających boeingi 737 Max korzysta już z symulatora lotów z aktualnym oprogramowaniem.

Agencja dpa zwraca uwagę, że planowane modyfikacje systemu MCAS w samolotach Boeing 737 Max są analizowane przez różne organy nadzorcze, w tym przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Dpa wskazuje, że dotychczas zdawano się przede wszystkim na ekspertyzy FAA, ale amerykańska agencja jest krytykowana w związku z dopuszczeniem maszyn 737 Max do lotów.

Boeingi 737 Max uziemiono w rezultacie dwóch katastrof - w Indonezji w październiku ub.r. i w Etiopii w marcu br. - w których łącznie zginęło 346 ludzi. Przyczyną tych katastrof było najprawdopodobniej oprogramowanie kontrolujące system MCAS automatycznie zapobiegający przeciągnięciu (utracie siły nośnej). Wszystkie samoloty 737 Max, będące w posiadaniu linii lotniczych na całym świecie, zostały wycofane z eksploatacji do czasu uzyskania nowego certyfikatu dopuszczającego je do lotów z pasażerami.

Boeing poinformował w zeszłym miesiącu, że zakończył pracę nad aktualizacją tego oprogramowania. Wprowadzono też poprawki w oprogramowaniu symulatora lotów dla maszyn 737 Max.

Na początku maja FAA zapowiadała, że proces certyfikacji oprogramowania systemu MCAS może potrwać kilka miesięcy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl