Moim zdaniem trzeba pomyśleć o tym, co się dzieje 31 grudnia i 1 stycznia w Toruniu. Powinniśmy w ten wieczór zadbać o naszych przyjaciół, czworonogów, prosimy mieszkańców Torunia, dla których ważne są hasła ochrony przyrody i ochrony zwierząt, aby nie kupowali fajerwerków, tylko wpłacili parę groszy na jedyne w Toruniu schronisko dla bezdomnych zwierząt

 - mówiła w grudniu ubiegłego roku, na kilka dni przed sylwestrem, poseł (wówczas jeszcze Nowoczesnej) Joanna Scheuring-Wielgus. Brzmi ładnie? Owszem.

Problem w tym, że konferencję prasową, podczas której tak zawzięcie broniła zwierząt, zorganizowała przed schroniskiem, do którego... oddała własne psy. O czym, rzecz jasna, nie zająknęła się w trakcie przemowy do dziennikarzy. Stwierdziła tylko: "Ja swojego czasu miałam dwa psy".

Toruń jest miastem, w którym odbywa się festiwal światła. Czy w sylwestra w Toruniu nie możemy zorganizować festiwalu Sky Way? Przecież wtedy nie będzie hałasu, a ponadto będzie bezpiecznie dla nas i naszego środowiska. Być może potrzebna jest debata i konsultacje na ten temat

- mówiła.

Psy Scheuring-Wielgus wabiły się Czarna i Mamba, a do schroniska w Toruniu trafiły pod koniec 2016 r. Jak podaje Fakt.pl, powołując się na osobę z otoczenia parlamentarzystki, poseł miała "dom z ogrodem, ale nie było jej stać na spłatę kredytu, więc przeprowadziła się do mieszkania". "Chyba po prostu nie chciało jej się nimi zajmować" - dodaje.

Sama zainteresowana bagatelizuję sprawę, tłumacząc, że "musieliśmy oddać psy, bo mam alergię". "Kundli" – jak je określiła – "nikt ze znajomych nie chciał".