Matka Boska Tatiszczewska – namalowana przez żołnierza z Armii Andersa

fot. Muzeum Narodowe w Krakowie (Obraz Matki Boskiej Miłosierdzia)

  

W Galerii „Broń i Barwa w Polsce” w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie od 17 maja do 10 czerwca br. będzie prezentowany obraz Matki Boskiej Tatiszczewskiej. Wizerunek Madonny, otaczany czcią ze względu na niezwykłą historię, na co dzień można podziwiać w Londynie. Został namalowany jesienią 1941 roku w Tatiszczewie (ZSRR) przez kaprala Piotra Sawickiego – jednego z żołnierzy nowo powstałej Armii Polskiej gen. Władysława Andersa – z okazji wizyty gen. Władysława Sikorskiego.

Wizerunek Madonny powstał jesienią 1941 roku w Tatiszczewie (ZSRR), gdy stało się jasne, że w grudniu tego roku gen. Władysław Sikorski odwiedzi żołnierzy nowo powstałej Armii Polskiej, której dowództwo objął gen. Władysław Anders. Oddziały 5. Dywizji Piechoty stacjonowały wtedy w Tatiszczewie, a w ich skład wchodził m.in. 13., 14., i 15. Pułk Piechoty. W pobliskim Tockoje rozlokowano oddziały 6. Dywizji Piechoty. W trakcie wizyty Naczelnego Wodza miały odbyć się msze polowe, co wymagało przygotowania ołtarzy. To właśnie na tę podniosłą okazję, na prośbę kapelana 15. Pułku Piechoty o. Tadeusza Walczaka SJ, kapral Piotr Sawicki namalował ten obraz.

O. Walczak przechowywał w bucie mały obrazek Matki Boskiej Ostrobramskiej. Podczas brutalnego śledztwa prowadzonego przez NKWD, gdy przesłuchujący go funkcjonariusz znalazł obrazek i z pogardą zmiął go, rzucając w kąt, jezuita zdołał chwycić go, gdy wywlekano go z celi. Zaszyty pod podszewką płaszcza obrazek przetrwał sowieckie łagry na Syberii i w 1941 roku posłużył Sawickiemu za wzór. Chociaż koledzy żartowali, że podobieństwo nie zostało oddane zbyt wiernie, obraz na stałe wpisał się w historię II Korpusu i wraz z o. Walczakiem, Piotrem Sawickim i żołnierzami 3. Dywizji Strzelców Karpackich, do której jezuita i malarz zostali przeniesieni, przebył cały szlak bojowy od Tatiszczewa przez Dżałał-Abad w Kirgizji, Krasnowodzk w Turkmenistanie, Morze Kaspijskie, Iran, Irak, Palestynę, Egipt aż po Włochy, gdzie wraz z Armią Polską gen. Andersa stał się świadkiem kampanii włoskiej, w tym słynnych bitew o Monte Cassino, Anconę i Bolonię.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy obraz Matki Boskiej Tatiszczewskiej zyskał pięknie rzeźbioną ramę wykonaną przez st. strz. Władysława Żołdaka, ale nastąpiło to prawdopodobnie tuż po jego namalowaniu, jeszcze w 1941 lub na początku 1942 roku. Podobnie nie znamy dokładnych okoliczności, w których uległ on zniszczeniu przez wilgoć. Wiemy natomiast, że już we Włoszech o. Walczak zlecił renowację miejscowemu malarzowi, w której wyniku wizerunek poddany został nieznacznym zmianom, co potwierdziły badania przeprowadzone podczas konserwacji w MNK.

Losy powojenne 

Po zakończeniu II wojny światowej obraz trafił wraz z o. Walczakiem do misji katolickiej w Rodezji. Gdy w latach siedemdziesiątych XX wieku nad Rodezją zawisło widmo wojny domowej, o. Walczak zdecydował się wywieźć obraz w bezpieczne miejsce. Tak trafił on do Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Gdy okazało się, że nieznani sprawcy zrabowali obraz znajdujący się w Kaplicy Matki Bożej Miłosierdzia przy Walm Lane, należącej do Ośrodka Katolickiego, już od 1955 roku zrzeszającego polską społeczność w stolicy Wielkiej Brytanii, Instytut zdecydował się przekazać wizerunek Matki Boskiej z Tatiszczewa do parafii, w której mieszkali zarówno gen. Władysław Anders, jak i Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie.

Od tego czasu obraz namalowany blisko osiemdziesiąt lat temu w ZSRR otaczany jest niezwykłą czcią i szacunkiem, stojąc na straży tożsamości narodowej i kulturowej kolejnych pokoleń angielskiej Polonii.

Prace konserwatorskie i prezentacja obrazu

Konserwację przeprowadzono w Pracowni Konserwacji Malarstwa Muzeum Narodowego w Krakowie. W trakcie prac konserwatorskich usunięto zanieczyszczenia, sklejono rozwarstwienia oraz uzupełniono ubytki podobrazia, zaprawy i warstwy malarskiej. Obraz końcowo zabezpieczono werniksami. Konserwacji poddano również ramę – oczyszczono nawarstwienia, uzupełniono ubytki w obrębie drewna, zaprawy oraz warstwy malarskiej.

Obraz będzie prezentowany w przestrzeni Galerii „Broń i Barwa w Polsce” w Gmachu Głównym Muzeum od 17 maja do 10 czerwca 2019 roku, a następnie w Białymstoku, po czym powróci do Londynu. Pokazowi obrazu towarzyszą pamiątki rodzinne autora obrazu oraz umundurowanie i odznaki żołnierzy II Korpusu Polskiego.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: mkidn.gov.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Burza znad Tatr przeniosła się do mediów. Niektórym mocno przeszkadza krzyż na Giewoncie!

Giewont / By K. Olszanowska-Kuńka - Own work, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=40024336

  

Wczoraj nad Tatrami przeszła potężna burza, w wyniku której cztery osoby zginęły, a ponad 140 zostało rannych. Toprowcy nie kryją przerażania rozmiarami kataklizmu. - Skutki czwartkowej burzy w Tatrach są ogromne, nigdy nie notowane w tej skali w górach, poza katastrofami jak trzęsienia ziemi w innych rejonach świata - mówi naczelnik TOPR, Jan Krzysztof. Burza znad Tatr przeniosła się do... mediów, także tych społecznościowych, gdzie tematem ożywionej dyskusji stał się krzyż na Giewoncie.

Podczas czwartkowej burzy w Tatrach zostało poszkodowanych ponad 140 turystów przebywających w okolicach Giewontu i Czerwonych Wierchów. W wyniku gwałtownych wyładowań atmosferycznych zmarły cztery osoby, w tym dwoje dzieci. Po słowackiej stronie gór zginął czeski turysta. Wiele osób pozostaje wciąż w szpitalach.

Ratownicy mówią wprost, że nie przypominają sobie zdarzenia takiego, jak to czwartkowe. 

- Skutki czwartkowej burzy w Tatrach są ogromne, nigdy nie notowane w tej skali w górach, poza katastrofami jak trzęsienia ziemi w innych rejonach świata. To było ogromne wyzwanie dla wszystkich służb ratowniczych (...) Taki wypadek, jaki miał miejsce w czwartek, jest absolutnie poza naszymi wcześniejszymi doświadczeniami

- powiedział dzisiaj naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Jan Krzysztof.

Burza znad Giewontu przeniosła się do mediów, także społecznościowych. Powodem ożywionej dyskusji stał się krzyż na tatrzańskim szczycie. Nie zabrakło dzisiaj głosów, że to właśnie stalowa konstrukcja krzyża jest co najmniej współodpowiedzialna za tragedię w Tatrach.

Znany ze swoich mocno kontrowersyjnych wypowiedzi oraz lewicowych sympatii filozof Jan Hartman, stwierdził na Twitterze już wczoraj, że "krzyż nadal zabija".

Podobny ton pobrzmiewał w nagłówku tekstu na portalu fakt24.pl - "Zabójczy krzyż na Giewoncie. Historia zna straszne przypadki". Obecny tytuł tekstu brzmi już nieco inaczej.

Swoje zdanie w temacie wtrącił także inny znany działacz lewicowy, Piotr Szumlewicz. 

"Jak długo jeszcze religijne zabobony będa stawiane wyżej niż zdrowie i życie ludzi?" - pyta aktywista.

Na odpowiedź na "postulaty" o usunięciu krzyża nie trzeba było długo czekać. Dziennikarz Witold Gadowski odniósł się do kwestii utkwienia giewonckiego krzyża w tradycji Podhala. 

Dziennikarz TVP Marcin Tulicki zaproponował, w odpowiedzi na projekt Hartmana, aby... usunąć również Giewont.

Krzysztof Ziemiec, odnosząc się do pytań o krzyż na dzisiejszej konferencji TOPR, stwierdził, że "słowa Jana Pawła II są wciąż aktualne". Jakie to słowa? Przypomnijmy:

Bez religijnych i kulturowych uniesień - co o tragedii na Giewoncie mówił wczoraj naczelnik TOPR, cytowany przez PAP?

- Część osób była tam rażona na pewno bezpośrednio, bo informacje były, że po uderzeniu pioruna ludzie spadali wręcz na stronę południową Giewontu. To rażenie poszło po łańcuchach ubezpieczających wejście na kopułę uderzając wszystkich po kolei. Wyglądało to dramatycznie. Kilkadziesiąt osób leżało tam. Musiał być po kolei identyfikowany ich stan zdrowia

- powiedział Jan Krzysztof.

Fizyk, dr Tomasz Rożek, znany z prowadzenia popularnonaukowego programu "Sonda 2", twierdzi, że niektóre teorie o tragicznej roli krzyża na Giewoncie to "bzdura".

- Apelowanie "zdejmijmy krzyż z Giewontu" ma czysto ideologiczną podstawę. Nie ma natomiast naukowej. Po prostu gdy burza już jest, to prawdopodobieństwo uderzenia w wystający element jest dużo większe. Tak jak podczas burzy nikt nie trzyma się piorunochronu, tak nikt nie powinien być w bezpośrednim sąsiedztwie krzyża

- powiedział dr Rożek w rozmowie z redakcją serwisu tech.wp.pl.

Fizyk podkreślał, że krzyż na Giewoncie działa jak piorunochron.

- Skoro tam jest, zmniejsza prawdopodobieństwo uderzenia w inne obiekty, w tym w ludzi

- mówił w wywiadzie z WP Tech.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, tech.wp.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl