W rozmowie z dziennikiem „Fakt” z pewnością zaskoczyła nie tylko swoich fanów. Sama posiadając synów dzięki metodzie in vitro porównała jej stosowanie do... niepokalanego poczęcia.

Pewnie wielu osobom się narażę, ale ja czasami nazywam in vitro niepokalanym poczęciem

– stwierdziła.

Jak dodała, "jeśli kościół katolicki tak bardzo czepia się niektórych słów i określeń związanych z tą metodą zajścia w ciążę, to proszę, niech mi ktoś wyjaśni, że tak właśnie nie jest”.

Jestem z głęboko wierzącej rodziny, a do tego mój ojciec jest konserwatywny w kwestiach obyczajowych. Nigdy jednak nie dał moim synom odczuć, że ma jakieś obiekcje wobec metody in vitro, dzięki której obaj pojawili się na świecie. Zaakceptował moje wybory w tej kwestii. A jeśli jesteśmy wierzący, to przecież będziemy za swoje wybory odpowiadać gdzieś tam na górze

– tłumaczy.