„Mafia pedofilska” ze skandalicznie niskimi wyrokami. Minister Jaki: stąd nasze zmiany w prawie

Warszawa Centralna / Maciej Luczniewski/Gazeta Polska

  

W 2005 r. głośna była sprawa "mafii pedofilskiej" działającej na Dworcu Centralnym w Warszawie. O sprawie pisał m.in. tygodnik "Wprost", tego też dotyczył film Sylwestra Latkowskiego "Pedofile". Szokujące ustalenia dziennikarzy przypomniał wczoraj Michał Rachoń w "Minęła 20". Portal Niezalezna.pl poprosił o komentarz wiceministra sprawiedliwości. - Sąd nie potraktował tej sprawy jako zbrodni, kary orzeczone były bardzo niskie, w ogóle kwestionowano istnienie tej mafii. To pokazuje, dlaczego nasze zmiany są tak bardzo potrzebne – powiedział minister Patryk Jaki.

To wszystko działo się w 2005 r., gdy premierem był Leszek Miller, dziś jeden z kandydatów Koalicji Europejskiej. O sprawie mafii pedofilskiej" działającej na Dworcu Centralnym w Warszawie pisał m.in. tygodnik "Wprost". Michał Rachoń w „Minęła 20” przywołał szokujące ustalenia z tamtego okresu.

„A jak wyglądało za czasów rządów Koalicji Europejskiej śledztwo w sprawie pedofili z Dworca Centralnego? Pół godziny przesłuchania i wyrok... że żadnego gangu nie było” – podkreślił na Twitterze M. Rachoń.

W rozmowie z Niezalezna.pl wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki odniósł się do informacji podanych we wczorajszym programie "Minęła 20".

- Liberalna linia orzecznictwa w zakresie pedofilii w Polsce jest faktem. Według opinii IWS-u (Instytut Wymiaru Sprawiedliwości - dop. red.) 54 proc. wyroków za przestępstwa sądzone z artykułów pedofilskich to są kary w zawieszeniu. Sprawa tego dworca jest najlepszym tego potwierdzeniem. Tam również były bardzo liberalne wyroki, np. rok więzienia. Co to jest za kara za takie przestępstwa?

– ocenił Patryk Jaki.

Wówczas sąd stwierdził, że to nie była „mafia pedofilska”, tylko "dziecięca prostytucja".

I jaka ta kara, czy wyrok ma oddziaływanie prewencyjne? Moim zdaniem żadne. Dlatego teraz tak zmieniamy prawo, nawet jeżeli sędzia będzie chciał bardzo liberalnie orzec, to już nie będzie miał takiej możliwości. Zwiększyliśmy dolne granice kary i teraz już za każdym razem to już będzie zbrodnia” – tłumaczy nam wiceminister sprawiedliwości.

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Rejs Grety Thunberg obciąża klimat! Cała prawda o "ekologizmie" nowej ikony zielonych

/ European Parliament from EU [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)]

  

Konserwatywny niemiecki tabloid "Bild" krytykuje nastoletnią klimatyczną aktywistkę Gretę Thunberg za rejs przez Atlantyk do Nowego Jorku. Bezemisyjna w założeniu podróż wcale taka nie jest. Obciąża klimat w dużo większym stopniu niż myślano - ujawnia gazeta.

"Żeglarska wyprawa szwedzkiej ikony klimatycznej Grety Thunberg (16 l.) obciąża atmosferę dużo bardziej, niż się spodziewano. Jacht oceaniczny Malizia II ma przetransportować aktywistkę z brytyjskiego Plymouth do Nowego Jorku, gdzie chce ona wziąć udział w konferencji klimatycznej ONZ. Bez prysznica na pokładzie. I nawet bez toalety. Ale przede wszystkim bez CO2. Okazuje się jednak, że podróż powrotna Grety zaburzy jej indywidualny bilans emisji dwutlenku węgla"

- drwi najpoczytniejszy niemiecki dziennik.

Rzecznik kapitana prowadzącego jacht Grety, zawodowego żeglarza Borisa Hermanna, poinformował, że łódź zostanie sprowadzona z powrotem do Europy przez pięć osób, które do Nowego Jorku... muszą się dostać samolotem. "Oczywiście, że tam polecimy. Przecież nie da się inaczej" - mówi rzecznik. Również Hermann w drodze powrotnej wybierze samolot.

"Dobrego lotu!" - życzy "Bild" i oblicza, że gdyby "klimatyczna Greta" i jej ojciec Svante, który jej towarzyszy na Atlantyku, po prostu kupili bilety lotnicze do Nowego Jorku i z powrotem, to obciążyliby klimat czterema podróżami w powietrzu. Pięciu żeglarzy i kapitan - to natomiast sześć podróży i odpowiednio wyższa emisja CO2 per capita.

Na tym jednak nie koniec. Jeszcze jedna okoliczność rzuca cień na bilans klimatyczny Grety Thunberg - podkreśla tabloid. Głównym sponsorem Malizii II jest Yacht Club de Monaco.

"Akurat Monako! Które nie ma nic wspólnego z ochrona klimatu. W księstwie odbywają się wyścigi Formuły 1, zanieczyszczając atmosferę ogromną ilością spalin. Jachtklub jest z kolei ojczyzną gigantycznych łodzi z silnikami diesla, które należą do największych klimatycznych złoczyńców"

- ironizuje tabloid. Przypomina też, że monarchia jest szczególnie dumna z oferowania przystani dla jednej czwartej ze stu najbardziej luksusowych jachtów na świecie.

"Greta zapewniła księstwu reklamę. Monako jest światowym symbolem beztroskiej konsumpcji i marnotrawstwa. Ludzie śledzący rejs Szwedki mogą pomyśleć, że mikroskopijna monarchia jest dla niej wzorcowym przykładem podejścia do ochrony klimatu"

- pisze "Bild".

Przed wyruszeniem w podróż Greta Thunberg alarmowała, że czasu na zatrzymanie globalnego wzrostu temperatur zostało bardzo mało. Z kolei jej kapitan - Boris Hermann, oświadczył, że rejs ma uświadamiać dwie rzeczy:

"Zastąpienie paliw kopalnych przez odnawialne źródła energii nie jest sprawą łatwą. Jednak opanowanie tego wyzwania może być świetną przygodą".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl