Salvini spowodował spadek kursu euro

/ Presidenza della Repubblica [Attribution]

  

Wicepremier Włoch Matteo Salvini doprowadził w środę, drugi dzień z rzędu, do spadku kursu euro i wzrostu oprocentowania włoskich obligacji, gdy powiedział, że europejskie normy fiskalne, regulujące deficyty budżetowe, muszą zostać zmienione.

"Jeśli istnieją europejskie przepisy, które prowadzą do śmierci głodowej kontynentu, to te przepisu muszą zostać zmienione" - powiedział dziennikarzom Salvini, odnosząc się do ustalonych przez Unię Europejską limitów zadłużania państwa.

Salvini, który jest też liderem współrządzącej Włochami federalistycznej Ligi Północnej, utrzymuje, że ograniczanie wydatków rządowych przez UE nie pozwala na pobudzanie gospodarki, np. przez zwiększanie wewnętrznego popytu.

We wtorek oświadczył: "Jeśli trzeba będzie naruszyć niektóre limity, takie jak 3 proc. czy (dług publiczny na poziomie) 130-140 proc. PKB, to idziemy naprzód".

Unijny limit deficytu budżetowego wynosi 3 proc. PKB. Salvini obiecuje w swej kampanii przed wyborami europejskimi, że złamie ten przepis, jeśli doprowadzi to do spadku bezrobocia we Włoszech, które wynosi ponad 10 proc.

Drugi dzień z rzędu po wypowiedziach Salviniego spadły notowania euro. "W oczywisty sposób pojawiają się (na rynku) obawy o skutki antyunijnej retoryki" - powiedział w rozmowie z Reuterem ekspert ds. walut firmy Wells Fargo.

Notowania euro spadły mimo korzystnych wyników niemieckiej gospodarki, ponadto włoskie aktywa pociągnęły w dół europejskie giełdy.

Nie po raz pierwszy krytyczne uwagi Salviniego zaniepokoiły inwestorów, ale teraz, tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, jego komentarze na temat rozluźnienia dyscypliny finansowej robią szczególnie złe wrażenie - komentuje Reuters.

Komisja Europejska krytykuje gospodarcze pomysły włoskiego rządu i oskarża go o odchodzenie od zasad budżetowych strefy euro, co może zagrozić nie tylko Włochom, ale też całej strefie unii walutowej.

Dług publiczny Włoch przekracza 130 proc. i jest w UE drugi najwyższy po Grecji. Ocenia się, że wraz z Cyprem i Grecją Włochy należą do krajów, których gospodarki charakteryzują się największą nierównowagą, podczas gdy rząd w Rzymie planuje duże wydatki socjalne, jak krytykowany przez Brukselę dochód podstawowy oraz możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę w wieku 62 lat. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

PiS walczy o mandaty w Wielkopolsce

/ Telewizja Republika

  

- Polacy zaczęli doceniać wagę wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wiedzą, że zapada tam wiele ważnych decyzji, ale i widzą, co można tam wyprawiać, jeśli ma się złą wolę – mówiła w Suchym Lesie (woj. wielkopolskie) ubiegająca się o mandat do europarlamentu posłanka Prawa i Sprawiedliwości, Joanna Lichocka.

Na spotkaniu z wyborcami przekonywała, że w niedzielnych wyborach Polacy powinni poprzeć ludzi, "którzy głosują za Polską, a nie przeciw Polsce". Oceniła też, że Koalicja Europejska może – także w Wielkopolsce – zdobyć w nadchodzących wyborach mniejsze poparcie od prognozowanego, bo "Polacy mają dosyć budowania konfliktu politycznego na nienawiści, szczuciu i pogardzie".

Mam wrażenie, że Polacy zobaczyli, że to jest jednak ważne, żeby w PE byli ludzie, którzy mówią tak, jak teraz mówi na przykład prezes Jarosław Kaczyński czy premier Mateusz Morawiecki: że nie zgadzamy się na nierówność w traktowaniu nas w Europie. Nie zgadzamy się, żeby Komisja Europejska przekraczała swoje uprawnienia i wtrącała się w sprawy, które są zarezerwowane dla wewnętrznej polityki - jak na przykład reforma wymiaru sprawiedliwości

 – mówiła.

Poseł zauważyła, że "społeczeństwo zaczęło wreszcie doceniać wagę tych wyborów - to jest zasługa ostatniej kadencji, kiedy zobaczyliśmy, co można wyprawiać w Parlamencie Europejskim, jeżeli się ma złą wolę".

Ludzie zobaczyli też, jak wiele ważnych rzeczy może się zdarzyć w PE i jak to jest ważne, żeby tam byli ludzie, którzy głosują za Polską a nie przeciw Polsce. Że to jest bardzo ważne, czy popiera się taką filozofię działania, żeby w imię partykularnych, partyjnych interesów sprowadzać na Polskę kłopoty, usiłować uruchomić sankcje, ograniczyć lub zamrozić fundusze europejskie - po to, żeby pognębić Polskę. Bo wtedy być może ludzie odwrócą się od rządzących i zagłosują na tych, którzy wzniecają te negatywne działania wobec naszego kraju

 - mówiła.

Posłanka oceniła, że Polacy "mają dosyć budowania konfliktu politycznego na nienawiści na szczuciu, na pogardzie".

Takie są moje doświadczenia z podróży po Wielkopolsce - jeśli ludzie nie zderzają się z kampanią, z politykami to mówią mi: proszę zobaczyć jak nam się dobrze żyje, jak działają programy społeczne. Ten konflikt oparty na sprawach światopoglądowych, negatywnych emocjach, który proponuje opozycja, jest dysonansem, wtrąceniem fałszywego dźwięku, fałszywej nuty w codzienność Polaków i to też - mam wrażenie - w znacznej mierze ich irytuje. Być może spowoduje to, że Koalicja Europejska nie wygra wyborów - również w Wielkopolsce

 - powiedziała.

Joanna Lichocka przypomniała, że PiS w Wielkopolsce walczy o "co najmniej dwa mandaty do PE", obecnie ma jeden mandat. Podkreśliła też, że wynik wyborów do PE będzie miał "bezpośredni wpływ" na wynik wyborów do polskiego parlamentu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl