Jeżdżę po kraju na pokazy filmów i spotykam się z wieloma Polakami. Często padają pytania, takie jak to zadane w Jarosławiu. Po pokazie podszedł do mnie miły pan. Opowiadał: „Pracuję w knajpie, ulicę stąd. Knajpa jak wiele, spokojna. Co wieczór powtarza się ta sama scena. Późno, właściwie już nocą, pada pytanie: »A co, jeśli Ruscy nam ten samolot stuknęli?«. Nigdy – mówi mi – nie pada na nie odpowiedź. Siedzą dalej w milczeniu”. Ta niewypowiadana obawa, strach przed wojną z Rosją, czai się gdzieś z tyłu głowy wielu Polaków. Nikt z elit III RP nie tylko nie potraktował poważnie hipotezy o zamachu, ale też nie przedstawił konsekwencji, gdyby teza ta się potwierdziła. Nikt nie powiedział, w jakiej właściwie sytuacji jest nasz kraj. Dziś PO i jej poplecznicy straszą wojną, by sparaliżować pytania o to, co stało się w Smoleńsku i jaką rolę odgrywa w tym rząd Tuska. Nie dajmy się nabrać – nic z tego nie oznacza wojny. Ale dowodzi, że musimy zaangażować do sprawy smoleńskiej instytucje międzynarodowe. Jeśli polski rząd jest suwerenny, powinien poczynić kroki w tej sprawie, zamiast – jak niegdyś WRON-a – straszyć Polaków.