Co dalej z "Bondem"? Główny bohater miał wypadek na planie. Zdjęcia wstrzymano

  

Choć zdjęcia do nowego Bonda, czyli 25. części słynnego filmowego cyklu o przygodach agenta 007, wystartowały 28 kwietnia, okazuje się, że premiera może się przesunąć w czasie. W rolę słynnego agenta wcieli się po raz piąty Daniel Craig ale właśnie on miał wypadek na planie. Zdjęcia zatem wstrzymano.

Daniel Craig, który słynie z mocnego zaangażowania - również jeśli chodzi o sceny akcji (stracił między innymi dwa zęby podczas zdjęć do „Casino Royale”) -  w rolę Jamesa Bonda, miał wypadek na planie.

Jak podaje portal radiozet.pl, w trakcie kręcenia jednej ze scen na Jamajce Craig potknął się i upadł. Na tyle niefortunnie, że nabawił się urazu kostki. Aktor skarżył się na silny ból, który uniemożliwiał mu pracę. Zdecydowano się na przerwanie zdjęć i przetransportowanie aktora do Stanów Zjednoczonych, gdzie przeszedł badania. Nie wiadomo, kiedy będzie mógł powrócić na plan zdjęciowy. Z tego powodu odwołano również zdjęcia planowane w londyńskim Pinewood Studios. 

W obsadzie znajdą się ponownie Ralph Fiennes, Naomie Harris, Rory Kinnear, Léa Seydoux, Ben Whishaw i Jeffrey Wright. Dołączą do niej po raz pierwszy: Ana de Armas, Dali Benssalah, David Dencik, Lashana Lynch, Billy Magnussen i nagrodzony niedawno Oscarem za rolę Freddy’ego Mercury’ego Rami Malek, który wystąpi jako czarny charakter (pierwotnie, według krążących pogłosek rolę tę miał zagrać Tomasz Kot).

Film kręcony jest w Londonie (Pinewood Studios), będzie we Włoszech, w Norwegii i właśnie na Jamajce, choć „GoldenEye” nie ma wśród przewidzianych lokacji.

Znana jest już data światowej premiery 25. Bonda: to 3 kwietnia 2020 roku. Czy w takiej sytuacji ulegnie zmianie, zobaczymy. Przypomnijmy, że 24. Bond, „Spectre”, przyniósł 880 milionów dolarów i był numerem jeden box office’u w 81 krajach. „Skyfall”, 23. film z cyklu, zarobił na całym świecie 1,1 miliarda dolarów. 


James Bond wycofał się z czynnej służby i spokojnie spędza czas na Jamajce. Tymczasem jego stary przyjaciel Felix Leiter z CIA zwraca się do niego o pomoc. Chodzi o uprowadzonego naukowca, którego trzeba wyrwać z rąk porywaczy. Misja okazuje się o wiele bardziej zdradziecka, niż mogłoby się wydawać i naprowadza agenta 007 na ślad tajemniczego przestępcy, dysponującego nową, niezwykle niebezpieczną technologią.

 

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, radiozet.pl


Wczytuję komentarze...

Brytyjska policja w głębokim kryzysie. „Gdyby porwali ją kosmici, nikt by nie zauważył”

zdjęcie ilustracyjne / mannedguarding11 CC0

  

Gdyby dziś cała brytyjska policja została porwana przez kosmitów, nikt by tego nie zauważył, ponieważ w rzeczywistości i tak nie jest w naszym życiu obecna i nie zapobiega przestępczości – mówi „Codziennej” brytyjski publicysta „Mail on Sunday” Peter Hitchens.

Jak by Pan ocenił obecny stan brytyjskiej policji?

Policjanci nie robią tego, do czego zostali zatrudnieni. Wielu z nich jest niewątpliwie bardzo miłymi ludźmi, którzy ciężko pracują. Jednak, jeżeli tkwisz w błędzie, to nawet gdy jesteś nie wiadomo jak miły i pracowity, nie odniesiesz sukcesu. Pomysł, że można w jakikolwiek sposób kontrolować lub powstrzymywać przestępczość, reagując na nią po fakcie, jest jednym z najbardziej podstawowych błędów. To nie działa i nigdy nie zadziała. Ale brytyjska policja tak właśnie robi.

Uważa Pan, że jednym z głównych problemów brytyjskiej policji jest to, że jest ona niewidoczna na ulicach kraju?

Podstawowe zasady pracy [zachodniej] policji, wymyślone na początku XIX w. przez [premiera Wielkiej Brytanii w latach 1834–1835 oraz 1841–1846] Roberta Peela, polegały na tym, że policja ma być widoczna. Ma regularnie chodzić po ulicach, stale przypominać o obecności prawa i jego przestrzeganiu oraz odstraszać przed poten-cjalnym złamaniem prawa. Brytyjska policja z powodzeniem trzymała się tych reguł w okresie między 1829 r. a 1967 r. Potem nagle przestała to robić i od tego czasu stała się jedną wielką porażką. Reaktywne działania policyjne, przychodzenie na miejsca zbrodni po fakcie nie zniechęcają do popełniania przestępstw. Jaki jest pożytek z takiej policji? Zaledwie udzielanie pierwszej pomocy po popełnieniu przestępstwa i zanotowanie szczegółów zajścia. Policjant może spróbować schwytać przestępcę po fakcie, ale w wielu przypadkach to się nie udaje.

Sama policja stwierdza, że brak pieszych patroli jest spowodowany brakami kadrowymi.

Te braki to bajki. Jeżeli popatrzy się na statystyki policyjne z XX w., to w czasach, kiedy policja skutecznie strzegła porządku w Wielkiej Brytanii, proporcjonalnie liczba policjantów do liczby mieszkańców była mniejsza. Teraz mogliby mieć w policji nawet milion funkcjonariuszy, ale nadal nie zdołaliby kontrolować przestępczości, ponie-waż nie robią tego, co do nich należy. Gdyby dziś cała brytyjska policja została porwana przez kosmitów, nikt by tego nie zauważył, ponieważ w rzeczywistości i tak nie jest w naszym życiu obecna i nie zapobiega przestępczości.

Co w takim razie jest przyczyną likwidacji na Wyspach pieszych patroli policyjnych?

Napisałem o tym całą książkę „Krótka historia przestępstwa” („A Brief History of Crime”). Pod koniec lat 60. XX w. trudno było rekrutować policjantów. Konkurencję dla zatrudnienia w policji stanowiły rozwijające się nowe branże, takie jak fabryki masowej produkcji samochodów. Oferowały one dość wysokie wynagrodzenia za niewykwalifikowaną pracę. Uznano więc, że może łatwiej będzie o zatrudnienie funkcjonariuszy, jeżeli zamiast pieszych patroli postawi się na patrole zmotoryzowane. Z czasem okazało się, że to nie działa, mimo to resort spraw wewnętrznych podjął decyzję o rozpowszechnieniu idei patroli samochodowych. Policja stała się całkowicie reaktywna, jak straż pożarna. Ale jakość przywództwa zarówno w polityce, jak i w egzekwowaniu prawa w Wielkiej Brytanii jest tak niska, że nikt nie widzi, iż popełniono błąd, więc nie bierze się do naprawiania go.

Niektórzy bronią obecnej policji, mówiąc, że przestępczość w kraju spada.

Napisałem długie artykuły na temat manipulacji statystykami kryminalnymi. Początkowo wyśmiewano je, ale ostatecznie moje tezy zostały potwierdzone przez jedną z komisji Izby Gmin. Łatwo manipulować danymi o zgłoszonych przestępstwach. Już nie ma klasycznych statystyk o zbrodniach jak kiedyś. Teraz istnieją tylko dane liczbowe o przestępczości i coś, co nazywa się badaniami przestępczości w Anglii i Walii (Crime Survey for England and Wales). Zasadniczo to „wielki sondaż opinii publicznej”, który ma być podstawą naszej rzekomej wiedzy na temat poziomu przestępczości w kraju. Jeśli ktoś nie zadał sobie trudu, aby zgłosić przestępstwo, to ono nie istnieje. Ale w wielu częściach kraju, zwłaszcza w biedniejszych rejonach, nie ma w ogóle sensu zgłaszać przestępstwa i wszyscy tam o tym wiedzą. Jeśli to zrobisz, możesz spo-dziewać się odwetu sprawców na tobie.

Czy uważa Pan, że poprawność polityczna i strach przed aresztowaniem lub przesłuchaniem kogoś o określonym pochodzeniu etnicznym czy wyznaniu religijnym jest problemem w brytyjskiej policji? Mamy przykład sprawy z Rotherham, gdzie gang osób o pochodzeniu pakistańskim wykorzystywał seksualnie młode dziewczyny, a policjanci nie zareagowali w obawie przed nazwaniem ich rasistami.

Policja, podobnie jak już prawie każda sfera państwa brytyjskiego, została od czasu raportu McPhersona z 1999 r. [dokument sporządzony po rasistowskim ataku, w którym zabito czarnoskórego nastolatka Stephena Lawrence’a] oddana inkwizycji poprawności politycznej. Zasada „równość i różnorodność” („equality and diversity”) stała się nową religią w Wielkiej Brytanii. Oznacza ona porzucenie wcześniejszych dobrych, właściwych pomysłów i zastąpienie ich nowymi. To odzwierciedlenie całej Wielkiej Brytanii. Konserwatywny policjant, jeśli chce zachować posadę i wytrwać do emerytury, zachowuje swoje myśli dla siebie.

Jest to niepokojące, że jeżeli ktoś w policji ma konserwatywne poglądy, musi cicho siedzieć lub ryzykować wyrzucenie z pracy.

Tak jest w całej Wielkiej Brytanii. Jestem jedną z niewielu osób, które nie muszą milczeć i mogą głosić konserwatywne poglądy również na łamach ogólnokrajowej gaze-ty, jako felietonista. Dla większości ludzi jednak, szczególnie zatrudnionych w jakiejkolwiek formie w sferze publicznej, takie poglądy stają się coraz bardziej niebezpieczne.

To trochę jak w Polsce w czasach komunistycznych.

Niezupełnie. Dlatego że egzekwowania tego nie pilnuje tajna policja i za to nie grozi więzienie. Głównym zagrożeniem dla ludzi we współczesnym zachodnim społeczeństwie nie jest utrata wolności, lecz utrata zatrudnienia. Nie ma już tej brutalnej gołej pięści, a zaprotestować przeciwko zwolnieniu z pracy jest o wiele trudniej. Trudniej jest zainteresować tym tematem Amnesty International. Ludzie to wyczuli i wolą nie ryzykować. To skutecznie ich odstrasza.

Rzeczywiście brzmi jak bardzo skuteczne narzędzie na trzymanie ludzi w szeregu.

Tak, a jego korzenia tkwią w marksizmie. Antonio Gramschi, jeden z najmądrzejszych marksistów, który kiedykolwiek żył, uznał w latach 20ch XX w., że sowiecki eksperyment nie powiódł się. Według niego by rewolucja się powiodła musi to być rewolucja kulturalna. Po zakończeniu zimnej wojny i upadku ZSRS ta tendencja polityczna nasila się w naszych codziennych działaniach. Największym problemem współczesnej Wielkiej Brytanii jest głupota. Mamy bardzo źle wykształconą i bezmyślną klasę rządzącą, która patrzy na to, co jest wokół i nie może nic z tego zrozumieć. [Dziś] powiedz coś głupiego i wszyscy dołączą. Powiedz coś, co jest inteligentne i starannie przemyślane, a będziesz wyśmiewany. Taka jest natura współczesnej Wielkiej Brytanii. Jesteśmy krajem skazanym na zagładę, ponieważ nikt nie jest zainteresowany zdalnym badaniem naszych problemów narodowych.

Tak ponuro to wygląda dla Wielkiej Brytanii?

Nie ma nadziei. Wielka Brytania jest najbardziej skończonym miejscem na świecie. Kiedy nadejdzie chwila prawdy, będzie to szczególnie bolesne, ponieważ przez tak długi czas była wolnym, uporządkowanym, cywilizowanym miejscem. Ten kraj jest niebezpieczny, a jego koniec będzie bardzo zły. Gdybym był młodszy i mógłbym się utrzymać, wyprowadziłbym się stąd.

A co z policją. Czy ludzie kiedykolwiek jeszcze zobaczą patroli policji kroczące ulicami Wielkiej Brytanii?

Tak, zobaczą po czterech czy pięciu policjantów idących po ulicach z bronią i kijami. Będą policjantami którzy służą państwu. Nie będzie to już policja służąca ludziom tak jak kiedyś.

Peter Hitchens to brytyjski dziennikarz, publicysta i autor wielu książek. Były korespondent zagraniczny brytyjskich mediów w Moskwie i Waszyngtonie. Jest jednym z niewielu konserwatywnych głosów w brytyjskiej prasie. Kwestia rosnącej przestępczości, w tym napadów z użyciem noży i kwasu, jest jednym z najczęściej omawianych tematów w Wielkiej Brytanii. Szczególną uwagę poświęca się ogłoszonej ostatnio na wielką skalę rekrutacji policjantów. Burmistrz Londynu Sadiq Khan obiecał w ubiegłym roku zatrudnienie w mieście o 1 tys. więcej funkcjonariuszy. Z kolei w lutym br. obiecał przekazać 234 mln funtów na funkcjonowanie w mieście policji.
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl