Wrocław stanie się stolicą poezji

  

Goście z Czech, Belgii, Ukrainy oraz Polski wezmą udział w rozpoczynającym się we wtorek we Wrocławiu Międzynarodowym Festiwalu Poezji Silesius. W programie imprezy znalazły się spotkania z poetami, czytanie wierszy oraz dyskusje wokół premier książkowych.

To czwarta edycja festiwalu, który organizowany jest wokół przyznawanej od 2008 r. Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius.

Jak poinformowała Aleksandra Konopko z Wrocławskiego Domu Literatury, gość honorowy tegorocznej edycji – Czechy - reprezentowany będzie przez piątkę poetek i poetów: Jitkę N. Srbovą, Ladislava Zednika, Milana Dezinskiego, Jonasa Hajka oraz Petra Hruskę. „Ponadto z udziałem tego ostatniego poety Leszek Engelking, wybitny tłumacz literatury, przeprowadzi warsztaty translatorskie, w których udział wezmą studenci bohemistyki Uniwersytetu Wrocławskiego” - powiedziała Konopko.

Wrocław odwiedzi także poetka z Belgii Miriam Van hee i dwaj poeci z Ukrainy: Jurij Andruchowycz i Serhij Żadan.

Wśród gości z Polski, oprócz poetek i poetów nominowanych w tegorocznej edycji Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategoriach Książka roku oraz Debiut, z czytelnikami spotkają się m.in. Agnieszka Wolny-Hamkało, Marcina Baran, Jacek Bierut, Paulina Pidzik, Bogusław Kierc, Wojciech Bonowicz, Marcin Sendecki, Joanna Roszak czy Bohdan Zadura.

Bohaterką jednego z sobotnich spotkań będzie też Ewa Lipska, tegoroczna laureatka Silesiusa za całokształt pracy twórczej.

W programie festiwalu znalazł się także m.in. konkurs poetycki, działania performatywne w przestrzeni miejskiej, pokaz filmowy czy lekcje poetyckie dla młodzieży. Program dopełnia blok muzyczny, w ramach którego zagrają formacje: Andruchowycz & Karbido, Pochwalone i Przepych.

Punktem kulminacyjnym festiwalu będzie sobota, 18 maja, kiedy podczas wieczornej gali w Teatrze Lalek poznamy laureatów tegorocznej Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Wyróżnienie stanowią statuetka Silesiusa oraz nagrody pieniężne fundowane przez miasto Wrocław w wysokości 100 tys. zł za całokształt twórczości, 50 tys. zł za książkę roku i 20 tys. zł za debiut roku.

Międzynarodowy Festiwal Poezji Silesius potrwa do niedzieli. Większość wydarzeń festiwalowych będzie miała miejsce w klubie Proza. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Lisiewicz: Marcin Rola pomija niewygodne fakty, czyli nasza prawicowa Monika Olejnik

zdjęcie ilustracyjne Lisiewicz: Marcin Rola pomija niewygodne fakty, czyli nasza prawicowa Monika Olejnik Przez lata postrzegany byłem jako największy radykał wśród publicystów obozu niepodległościowego, szczególnie po artykule o „Dudaczewskim”, poc / Telewizja Republika print screen

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

Przez lata postrzegany byłem jako największy radykał wśród publicystów obozu niepodległościowego, szczególnie po artykule o „Dudaczewskim”, pochwałach Antoniego Macierewicza czy obronie kibiców (także przed PiS). Jako ów radykalny „cham, szkodnik i obrońca kibolstwa” (tak nazwał mnie niegdyś Łukasz Warzecha) powinienem być według niektórych miłośnikiem Konfederacji. Dlaczego radykalizm Konfederacji nie jest moim radykalizmem? Okazją do odpowiedzi na to pytanie niech będzie moja odpowiedź na ataki Marcina Roli. DŁUUUGA, ale zaraz potem cisza wyborcza, więc i tak nie będą mieli Państwo co czytać – pisze dla portalu Niezależna.pl Piotr Lisiewicz.

Marcin Rola w aż dwóch swoich programach na wRealu24 zaatakował „Kulisy manipulacji”, które od lat prowadzę razem z Katarzyną Gójską w Telewizji Republika. Stwierdził, że skrytykowaliśmy tam polityków Konfederacji w „głupi sposób”, było to „słabe”, a cytowane zdania „wyrwane z kontekstu”.

Co charakterystyczne, w wypowiedziach Roli nie ma było śladu merytorycznej polemiki z podawanymi przez nas faktami i naszymi opiniami. Dlaczego? Bo Rola ewidentnie boi się je przytoczyć. Mówi, że nasze argumenty są słabe, ale dlaczego takie są, widz się już nie dowiaduje. Bo wtedy Rola musiałby je zacytować i okazałoby się, że wcale słabe nie są. Znamy tę metodę z audycji pani redaktor przytoczonej w tytule niniejszego tekstu.

Długa lista pytań, których bał się Marcin Rola

Na jakie pytania nie chciał odpowiedzieć Rola? Mówiliśmy w „Kulisach manipulacji” o tym, że polityk tak dla Konfederacji ważny, iż umieściła go w nazwie swojego komitetu, czyli Liroy, był kilka lat temu palikociarzem. I to w czasie, gdy Palikot dopuszczał się swoich najgorszych lewackich wybryków. Palikot wystąpił wtedy w teledysku piosenki Liroya „Kampania”.  Głosił wówczas w „Newsweeku” lewackie poglądy w wersji skrajnej: „z zażenowaniem patrzę na ten cały polski katolicyzm. Moja matka, którą bardzo kocham, w kwestii religii mnie po prostu oszukała. Mówiła, że religia jest bezinteresowna, a teraz w szkołach księża dostają kasę za nauczanie religii. Zresztą, jak tego można uczyć”.

Jakoś nie doczekaliśmy się odpowiedzi na pytanie,  co Pan myśli o tych słowach Liroya, panie Marcinie. Dlaczego je głosił? Czy zmienił poglądy? Czy może jest skrajnym koniunkturalistą i karierowiczem? Czy w takim razie Liroy powinien zastąpić u władzy Kaczyńskiego i Morawieckiego?

Inny fakt, którego Rola bał się przytoczyć: Krzysztof Bosak, gdy należał wraz z Robertem Winnickim do najbliższych współpracowników Romana Giertycha, gwiazdorzył w „Tańcu z gwiazdami” w TVN. Stacja ta była wówczas zachwycona faktem, że Giertych rozwalał poprzedni rząd PiS.

I znowu nie dowiedzieliśmy się, co Pan o tym sądzi, panie Marcinie. Czy to świadczy o ideowości i braku koniunkturalizmu polityka, którego zachwala nam Pan jako tego, co będzie robił w Polsce bardziej radykalne zmiany, niż PiS?

A co Pan myśli o pokazanych przez nas wypowiedziach Grzegorza Brauna, że 10 kwietnia 2010 z Warszawy mógł wylecieć inny samolot, niż ten, co wylądował Smoleńsku. Brednie? A może Pan też w to wierzy? A jeśli nie, to dlaczego Braun to wygaduje? Przecież musi mieć do tego poważne podstawy, bo inaczej nie gadałby rzeczy denerwujących dla rodzin tych, którzy tam naprawdę zginęli?

A wypowiedzi Korwina o Jaruzelskim pana zachwycają? I o Grzegorzu Przemyku, co według Korwina zginął, bo po pijanemu krzyczał do milicjantów? Podobają się panu, czy są obrzydliwe? Szkoda, że tego nie możemy od Pana usłyszeć.

Takich to „słabych” pytań bał się Marcin Rola. Może wybrałem tendencyjnie szczególnie kontrowersyjnych liderów Konfederacji? No raczej nie, skoro zacytowałem prawie WSZYSTKICH jej głównych liderów.

Moja pisowska propaganda

Panie Marcinie, apelował Pan o to, by w dyskusjach miedzy zwolennikami PiS i Konfederacji więcej było polemik merytorycznych. OK, przyjmuję wyzwanie.

Tylko jeszcze jedna uwaga porządkowa: to w Pana programach słyszymy ostatnio argument, że teksty publicystów krytykujących Konfederację to „propaganda pisowska”, czyli – w wersji bardziej radykalnej - „Kaczyński im płaci”.

No więc ja chlubię się faktem, że od 26 lat gram w tych samych „barwach”, w Gazecie Polskiej. Zawsze głosiłem poglądy bliskie programowi PiS w sprawach polityki zagranicznej (także za nim PiS powstał) i zawsze za skrajnie szkodliwe uważałem poglądy na politykę zagraniczną wygłaszane przez obecnych polityków Konfederacji (zanim rzecz jasna powstała). Naprawdę myśli Pan, że robię to w ramach propagandowego zlecenia? Czy dopuszcza Pan możliwość, że mam takie właśnie poglądy?

Polska realpolitik, czyli najważniejsza różnica między PiS i Konfederacją

Najbardziej fundamentalną różnicę między PiS i Konfederacją opisać trzeba najprościej, bo jak widać sprawy oczywiste dla pokoleń walczących o Polskę nie są oczywiste dziś dla wszystkich na prawicy.

Rosja to kraj mający 147 milionów mieszkańców, a jej władze nie kryją się z tym, że nie akceptują istnienia niepodległej Polski. Niemcy to kraj mający 83 miliony mieszkańców i dążący do kolonizacji gospodarczej Polski oraz korumpujący jej pseudoelity.

Marzeniem pokoleń Polaków było wyzwolenie się z fatalizmu związanego z naszym położeniem pomiędzy dwiema nieprzychylnymi nam potęgami, uniezależnieniem się od nich. Co z nami robili w tym czasie Niemcy, pisać nie trzeba, ale co Rosji zawsze się przyda: to ona w ciągu ostatnich 250 lat okupowała większość polskich ziem przez jakieś 80 proc. czasu.

Najważniejszy polski plan polityczny skonkretyzowany został po 1989 r. został przez obóz braci Kaczyńskich. Nasz cel to stworzenie sojuszu państw regionu, położonych między Rosją a Niemcami, wspieranego przez Amerykę. Ani sojusz, ani wsparcie Ameryki nie ma opierać się na naiwnych sentymentach, a na wspólnocie interesów.

Jesteśmy blisko przełomu, gdy chodzi o realizację tego planu. Jest nim powstanie Fortu Trump, czyli stałej obecności Amerykanów w Polsce. To ma ogromne znaczenie dla geopolityki i dlatego jest zawzięcie zwalczane przez 147-milionową Rosję, ale i przez 83-milionowe Niemcy.

Także dlatego, że stała, militarna obecność Ameryki powoduje, że nasz sojusz przestaje być „papierowy”, nie jest już sojuszem z Anglią i Francją z 1939 r., tworzy więzi, których istnienie jest dla nas korzystne – po prostu sojusznikowi trudniej byłoby nas „zdradzić”. To nie zastąpi budowy naszej własnej, polskiej siły, którą staramy się budować, ale jest jej wartościowym i przełomowym uzupełnieniem.

Co ma w tej kwestii do powiedzenia Konfederacja? Bełkotliwe i pełne radykalizmu pokrzykiwania, z których da się od biedy wyciągnąć wspólny mianownik: zachowujmy równy dystans wobec wszystkich, nie dajmy sobą sterować ani Rosji, ani Ameryce. Nie potrafię sobie wyobrazić stanowiska bardziej pożądanego z punktu widzenia Moskwy i Berlina stanowiska.  A sojusz z państwami regionu? Tu akurat łagodna wobec Rosji Konfederacja chętnie podgrzewa wszelkie waśnie w tymi państwami.

Pora nazwać rzecz po imieniu: „prawica” w wydaniu Konfederacji to próba powołania w Polsce jakiegoś „skarlałego” obozu niepodległościowego, z wyciętą z niego skalpelem tradycją Kościuszki, Traugutta, Piłsudskiego, Pileckiego, Łupaszki i Lecha Kaczyńskiego.

Absolutnie rewelacyjna wypowiedź JKM

Pokazaliśmy w „Kulisach manipulacji” także absolutnie rewelacyjną wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego z 2015 r., tuż po wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Korwin siedzi na korytarzu w Brukseli i opowiada, że jest niedobrze, bo przez Dudę w Polsce pojawić się mogą amerykańskie bazy.

I teraz uwaga: ceną za to ma być zdaniem Korwina… SPROWADZENIE IMIGRANTÓW znad Morza Śródziemnego! Nie ma nic o żydowskich roszczeniach. To pokazuje, że liderom Konfederacji chodzi o powstrzymanie powstania baz pod jakimkolwiek pretekstem, byle był skuteczny.

Po imigrantach był pomysł, żeby straszyć, iż PiS sprowadzi do Polski tabuny Żydów, którzy porzucą Izrael i zrobią z naszego kraju „Judeopolonię”. Jako że żadnych dowodów na to poza bełkotem paru bufonów z YouTube nie było, okazało się to zbyt słabe, by stworzyć pole dla powstania nowego ugrupowania.

No więc skoro nie udało się z imigrantami, bo Kaczyński postawił się w tej sprawie Niemcom i Francji, to wymyślamy coś nowego: zamiast imigrantów, żydowskie roszczenia. Mimo, że dla każdego, kto obserwuje politykę Kaczyńskiego od lat, jasne jest, że zachowa się tak samo, jak w sprawie imigrantów.

Obrzydliwi filosemici z Konfederacji

Zaraz, zakrzyknie Marcin Rola i liczni jego rozmówcy: a czemu to Kaczyński parę miesięcy temu nie krzyczał o 447? Przekornie odpowiedzieć można, że w Konfederacji muszą działać skrajni filosemici, skoro tego nie rozumieją.

Otóż w chwili finalizacji rozmów o Fort Trump Polska nie miała żadnego interesu w zaognianiu kłótni z organizacjami żydowskimi w Ameryce, w tym z tymi nieprzychylnymi Polsce. Należało robić dokładnie to, co robił rząd: nie zaspokajać żadnych roszczeń i nie reagować na zaczepki w tej sprawie. „Zaognianie” było bowiem w interesie… owych żydowskich organizacji.

Celem zaczepek było właśnie to, by owe organizacje żydowskie miały pretekst do wywołania rejwachu w Ameryce: zobaczcie, jak nas atakuje polski rząd, niech administracja Trumpa, co negocjuje z Polakami Fort Trump, coś w tej sprawie zrobi.

Natomiast w interesie Polski było wynegocjować Fort Trump. A potem pokazać antypolskim organizacjom figę z makiem. Bo tak silne, by zlikwidować istniejący już Fort Trump, owe organizacje z pewnością nie są.

Tak radykalnie, że aż… w służbie Moskwy i Berlina

Konfederację postrzegam jako próbę pokonania aspiracji polskiej patriotycznej młodzieży za pomocą chwytu znanego ze sportów walki, jak choćby judo. Ponieważ jest ona ideowa, zaangażowana i radykalna – to moim zdaniem same zalety – my zademonstrujemy jej, że też jesteśmy zarąbistymi radykałami.

Jednocześnie wykorzystamy słabości tych młodych ludzi. Należy do nich to, że nie są oni – bo skąd by mieli niby być - znawcami polityki międzynarodowej. No to tłumaczymy im, że jak ktoś jest w polityce międzynarodowej umiarkowanym patriotą, to przeciwstawia się wpływom Rosji i Niemiec w Polsce. Też dobrze, zawsze coś. Ale prawdziwy zarąbisty radykał przeciwstawia się Żydom i Ameryce.

Do boju! A tego, że ich radykalizm został użyty właśnie w interesie Moskwy i Berlina, dowiedzą się za parę lat, gdy trochę więcej zrozumieją z polityki.

Piotr Lisiewicz

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalena.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl