Jak głosi wyrok, wydany dziś przez krakowski sąd okręgowy, oskarżony Wojciech L., ps. Wojtas, działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia Łukasza D. Zadał mu cios maczetą, powodując obrażenia w postaci rozległej, amputacyjnej rany przedramienia, przewidując skutek śmiertelny i godząc się na jego wystąpienie.

Jak podkreśliła w uzasadnieniu do wyroku sędzia Jolanta Sepiał, Łukasz D. "stracił życie w wyniku irracjonalnego konfliktu kibicowskiego".

"Oskarżony swoim zachowaniem ugodził w najcenniejsze dobro chronione prawem - życie młodego człowieka"

- argumentowała. Wskazywała, że napastnik nie znał nawet imienia ani nazwiska swojej ofiary - fakt, że była ona kibicem Wisły sprawiał, że Łukasz D. "był dla oskarżonego i Cracovii swoistym wrogiem".

"Nie było między oskarżonym a pokrzywdzonym konfliktu osobistego - był to niezrozumiały i irracjonalny dla innych konflikt klubowy, i na pewno nie powinien prowadzić do takich skutków"

- oceniła.

W uzasadnieniu do wyroku przypomniano również, że oskarżony zaatakował swoją ofiarę w lesie, do którego uciekła.

"Uderzył maczetą w rękę pokrzywdzonego z co najmniej bardzo znaczną siłą - taką, że przy jednokrotnym uderzeniu nastąpiła prawie całkowita amputacja ręki. Łączyła się ona z ciałem jedynie trzycentymetrowym fragmentem skóry"

- wyjaśniła sędzia. Jak oceniła, "świadczy to niewątpliwie o agresji w działaniu oskarżonego, działaniu bez umiaru, działaniu z energią i zaangażowaniem".

Jak dodała, po napaści "Wojtas" oddalił się z miejsca zdarzenia, nie wykazując żadnego zainteresowania losem swojej ofiary. Sąd uznał, że nie zmienia tych ustaleń okoliczność, że pokrzywdzony oddalał się od oprawcy z odciętą ręką. Uznano, że wezwanie profesjonalnej pomocy i próba ograniczenia krwotoku stwarzałaby możliwość i zwiększała szanse na uratowanie Łukasza D. Z uwagi na rozległość obrażeń, takie działanie "nie gwarantowało uniknięcia śmierci", jednak oskarżony nawet nie próbował go podjąć i odszedł z miejsca zdarzenia.

W toku postępowania "Wojtas" nie przyznał się do popełnienia zabójstwa, jednak nie kwestionował, że to on spowodował obrażenia ciała Łukasza D. Sąd zauważył jednak, iż "pomimo że motywacja oskarżonego jest w najwyższym stopniu naganna, nie sposób tracić z pola widzenia, że działał z zamiarem ewentualnym, a nie bezpośrednim".

Za "połowiczny sukces prokuratury" wyrok 15 lat więzienia uznał prok. Aleksander Lipner.

"Połowiczny dlatego, że została przesądzona słuszność kwalifikacji, którą ferowaliśmy od początku, to jest naprawdę niemała rzecz. To mnie naprawdę cieszy, odczuwam satysfakcję na myśl o tym, że pewna bezkarność, niedocenianie stopnia szkodliwości czy też mechanizmu działania grup pseudokibiców - co doprowadziło do śmierci 15 osób na przestrzeni ostatnich 15 lat - mam nadzieję, kończy się, że to jest jakieś przełamanie"

- podkreślił.

Zdaniem prok. Lipnera sąd przesądził, że używanie narzędzi typu maczeta będzie rodziło ryzyko dla napastników, iż "będą odpowiadali nie za bójkę, pobicie ze skutkiem śmiertelnym, z użyciem niebezpiecznego przedmiotu, tylko za to, czym faktycznie te czyny były, czyli za doprowadzenie do śmierci, a zatem za zabójstwo z zamiarem ewentualnym".

W ocenie prokuratora, "sprawca, który działa tak brutalnie, zawsze musi brać pod uwagę to, że dalszym skutkiem jego działania będzie właśnie śmierć, wskutek na przykład wykrwawienia, tak jak to miało miejsce w tym przypadku".

Na razie nie wiadomo, czy prokuratura odwoła się od wyroku sądu. "Wojtas", oprócz tego, że spędzi w więzieniu 15 lat, ma także zapłacić rodzinie swojej ofiary 200 tys. zł zadośćuczynienia. Wyrok nie jest prawomocny.

Do napaści doszło w połowie czerwca 2013 r. w Krakowie. Zaatakowany maczetą 23-latek, mimo półtoragodzinnej reanimacji, zmarł z wykrwawienia.