Aktywiści Greenpeace'u aresztowani

/ Zrzut ekranu z youtube.com

  

Trzynastu aktywistów organizacji ochrony środowiska Greenpeace zostało aresztowanych we wtorek za to, że wspięli się na jeden z mostów w Sydney, by żądać od rządu Australii natychmiastowych działań w walce ze zmianami klimatu.

Około godz. 5:15 (21:15 w poniedziałek czasu polskiego) ochrona mostu zgłosiła policji, że grupa działaczy wspięła się na słynny Sydney Harbour Bridge. Następnie kilku z nich opuściło się na linach, rozwijając pod mostem kilka transparentów, z których jeden głosił "Niech węgiel przejdzie do lamusa".

Policja przekazała, że protest ekologów nie spowodował zakłóceń w ruchu kołowym, kolejowym ani promowym. Ostatni z protestujących został usunięty z przeprawy po około czterech godzinach od rozpoczęcia policyjnej interwencji.

Mamy klimatyczny stan wyjątkowy i premier (Australii Scott Morrison) musi posłuchać Australijczyków, którzy już odczuwają tego skutki

 - podkreślił przedstawiciel Greenpeace Australia David Ritter.

Dodał, że "węgiel to największy czynnik napędzający zmiany klimatyczne w Australii i pilnie potrzebujemy planu stopniowego odchodzenia od energii węglowej na rzecz czystej energii".

Zmiany klimatu okazały się trudnym tematem dla koalicyjnego, konserwatywnego rządu Morrisona w kampanii przed zaplanowanymi na najbliższą sobotę wyborami parlamentarnymi. Z sondaży wynika, że obóz rządzący traci wiodącą pozycję na rzecz centrolewicowej, opozycyjnej Australijskiej Partii Pracy.

Ostatnie sześć lat u władzy obecnej koalicji naznaczone było wewnętrznymi sporami o politykę ochrony środowiska. Wpływowy prawicowy elektorat Morrisona żąda od niego, by wspierał krajowy przemysł węglowy, przez co rząd - jak pisze Reuters - ma trudności z przekonaniem wyborców, że rzeczywiście zamierza walczyć ze zmianami klimatu.

Przedłużająca się susza na południowym wschodzie kraju sprawiła, że kwestie klimatyczne stały się w kampanii ważnym tematem.

Morrison zapowiedział, że Australia ograniczy emisję gazów cieplarnianych zgodnie ze zobowiązaniem podjętym w ramach paryskiego porozumienia klimatycznego z 2015 roku. Jednocześnie podkreślał, że realizacja ambitniejszych celów zaszkodziłaby krajowej gospodarce.

Australia zobowiązała się do zredukowania emisji gazów cieplarnianych o 26 proc. do 2030 roku w porównaniu z poziomem emisji w 2005 roku

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Prawdziwy "baby boom" w dużych miastach w Polsce. Ekspert wskazuje przyczyny

Joanna Tylisz i Igor / Fot. Ignac Glowacki.

  

W Polsce nastąpiła nieoczekiwana ewolucja dzietności. W dużych metropoliach, a także stolicach województw urodziło się ostatnio więcej dzieci, niż ogółem w całej Polsce. Prof. Piotr Szukalski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego twierdzi, że to zjawisko chwilowe i wyjaśnia przyczyny trendu.

Współczynnik dzietności lub poziom płodności oblicza się, podając liczbę urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku rozrodczym, czyli pomiędzy 15 a 49 rokiem życia. Przez ostatnie dekady występowała prosta zależność: dzietność mieszkanek miast była niższa niż ta na wsi. Co więcej, dzietność kobiet z dużych miast (tj. mających przynajmniej 100 tys.mieszkańców) była niższa niż ta w miastach ogółem. Kobiety w większych miastach miały wyższy poziom wykształcenia, więcej pracowały i zarabiały, miały większe aspiracje zawodowe. Wraz z wielkością miasta rosła też wśród jego mieszkanek znajomość środków antykoncepcyjnych. Socjologowie obserwowali odchodzenie od tradycyjnego modelu rodziny.

"Tymczasem we współczesnej Polsce to nie największe miasta odznaczają się najniższą dzietnością, ale - co zaskakujące - w części regionów skłonność mieszkanek stolic do posiadania dzieci przewyższa średnią dla regionu"

– stwierdza prof. Szukalski, autor raportu "Wzrost dzietności w ostatnich latach: dlaczego najbardziej z niego korzystają duże miasta?".

[polecam:https://niezalezna.pl/245693-jest-efekt-programu-rodzina-500-plus]

To nowa obserwacja - zauważa badacz, gdyż od roku 1990 przez kolejne ćwierćwiecze w żadnej ze stolic województw nie odnotowano dzietności wyższej, niż dla Polski ogółem. Ostatnie lata jednak zmieniają ten obraz. W 2015 roku w Gdańsku i Warszawie urodziło się więcej dzieci, w kolejnym roku - również w Gorzowie Wielkopolskim. W 2017 r. "baby boom" odnotowano już w sześciu stolicach regionów, zaś w 2018 - w dziewięciu.

Prof. Szukalski zaobserwował, że coraz częściej ludność stolicy charakteryzuje się wyższą dzietnością, niż mieszkańcy regionu ogółem.

W stolicach województw zamieszkuje zazwyczaj znaczna część populacji (zwykle 20-30 proc.), a to oznacza dużą przewagę rozrodczości nad pozostałą częścią ludności danego regionu.

Właśnie taką sytuację socjolog z UŁ zaobserwował od 2015 r. w Gorzowie Wielkopolskim i Opolu, od 2016 r. w Gdańsku i Rzeszowie, od 2017 r. w Szczecinie i Kielcach. Jednorazowo wystąpiła również w 2018 r. w Zielonej Górze, Olsztynie i Wrocławiu.

Profesor Szukalski obserwuje zmiany zachowań demograficznych zarówno w skali przestrzennej, jak i w obrębie grup społecznych. Wśród przyczyn tych zmian wymienia m.in. zmianę zachowań kobiet na wsiach i w mniejszych miastach. Dopiero teraz zachowują się one tak, jak wcześniej mieszkanki stolic.

"Regiony o najwyższym poziomie urbanizacji i rozwoju ekonomicznego, a najniższym przywiązaniu do tradycyjnego sposobu definiowania rodziny, jako pierwsze rozpoczęły dynamiczne zmiany wzorca płodności i formowania rodziny. Zaś województwa o dużym udziale ludności wiejskiej i największym tradycjonalizmie obyczajowym okres takich najbardziej dynamicznych zmian odnotowują dopiero w ostatnich latach"

- ocenia profesor.

Dodaje, że najpierw zmienił się model rodziny w grupie osób najlepiej wykształconych. To one odraczały decyzję o zostaniu rodzicami, a także opowiadały się za mniejszą liczbą dzieci. Osoby te miały bowiem najwięcej do stracenia, np. miejsce pracy. Obecnie w największych miastach powyższy proces spowalnia. Natomiast wciąż przebiega on dość szybo na obszarach wiejskich, zwłaszcza tych bardziej tradycyjnych i religijnych.

[polecam:https://niezalezna.pl/239236-w-polsce-od-dawna-nie-rodzilo-sie-tyle-dzieci-wskaznik-urodzen-najwyzszy-od-20-lat]

Socjolog zwraca uwagę na migracje zagraniczne oraz legalizowanie pobytu przez migrantów wewnętrznych. Przewiduje, że wyższa dzietność stolic regionów jest jedynie chwilowa, zaś po przejściu przez niezbędne etapy przemian zachowań rozrodczych i "odbiciu się od dna" również na innych terenach rozpocznie się proces odbudowy dzietności. W takim przypadku za 5-10 lat, po podwyższeniu się dzietności mieszkanek wsi i terenów pozametropolitarnych, ponownie może okazać się, iż dzietność w największych miastach jest niższa, niż średnia dla kraju czy danego regionu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl